Blogi
Taki oto punkt widzenia
Dariusz Pogorzelski
Dziennikarz Telewizji Trwam
Zdziwiony samowładca
Piątek, 17 sierpnia 2012 (09:11)Donald Tusk przedstawia się nam jako premier, którego co rusz coś zadziwia. Niewątpliwie pod względem poznawczym takie „dziwienie się” skłania do zaspokajania zwykłej „ciekawości świata”. Ale jeśli już idzie o „realizację wielkich projektów”, a o tym od pięciu lat mówi premier i jego partia, permanentne zdziwienie może już zastanawiać. Właśnie po pięciu latach „realizacji wielkich projektów” wespół z PSL premier zdziwił się, że w agencjach rolnych i spółkach im podległych (patrz Elewarr) zatrudnia się pociotków i kolesi, a jednocześnie wyciąga na prawo i lewo publiczną kasę. Wcześniej premier dziwił się, że jego przyboczni na cmentarzu coś tam paktują w sprawie „jednorękich bandytów”. I tak: im większy problem w rządzeniu, to tym większe zdziwienie premiera.
Ostatnio Donald Tusk zdziwił, się że ktoś ma do niego pretensje o to, że nie ostrzegł Polaków przed firmami, do których stracił zaufanie. Mozolnie tłumaczył na konferencji prasowej, iż szef rządu „nie może występować w roli Temidy, wielkiego ostrzegającego w odniesieniu do wszystkich, do których nie ma zaufania". Przekonywał, że „nie można oczekiwać od premiera, kimkolwiek on będzie, że będzie ogłaszał publicznie - najlepiej co tydzień - listę firm i instytucji lub ludzi, do których nie ma zaufania”.
Nic dziwnego, że Donald Tusk bezpośrednio do siebie wziął owe pretensje. Mogło mu nie przyjść do głowy, że chodzi tu o mechanizmy funkcjonowania państwa, procedury, sprawność instytucji – zwłaszcza służb. Przez ostatnie lata jego partia stała się wszechwładna, a on postanowił być samowładcą. Wszystko sam - co prawda z pomocą niezawodnych pijarowców. Sam zapowiadał przyjęcie euro w 2011 roku, sam wypowiedział wojnę pedofilom, sam ogłaszał walkę z dopalaczami, sam nadzorował przejezdność autostrady A2. Wszystko sam, sam, sam z wyjątkiem „haratania w gałę”. Ale nawet geniusz „dotknięty palcem bożym” jak mawiał o Donaldzie Tusku jego przyboczny, a dziś minister transportu Sławomir Nowak, nie wszystko jest w stanie ogarnąć.
Pochłonięty rządzeniem premier nie ma – na przykład - czasu czytać raportów. Nie ma też zapewne czasu egzekwować od podległych mu instytucji wykonywania ich obowiązków. Na przykład sprawdzenia jak to możliwe, że dwudziestoośmiolatek kilkukrotnie skazany za oszustwa, w najlepsze i z dużym rozmachem nielegalnie prowadzi firmę, ściągającą od ludzi ogromne pieniądze.
Kiedy premier samowładca wypruwa sobie żyły w rządzeniu Polską, to w tym czasie część powiązanej ferajny niczym nie niepokojona kręci lody. Inna część zgarnia za nie kasę. A my, zwykli śmiertelnicy? A my za to wszystko słono bulimy i dziwimy się dlaczego?