• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Wątpliwości konstytucyjne

Sobota, 15 września 2012 (06:14)

Przy tylko jednym głosie wstrzymującym się Sejm uchwalił wczoraj ustawę o wyrażeniu zgody na ratyfikację przez prezydenta RP unijnego traktatu w sprawie przyjęcia do Unii Europejskiej Chorwacji.


Wcześniej Sejm odrzucił inicjatywę Prawa i Sprawiedliwości, aby zgodę na ratyfikację przegłosować większością dwóch trzecich głosów. Koalicja rządząca chciała, aby odbyło się to zwykłą większością.

Sejmowe głosowanie dotyczące zgody naszego kraju na przyjęcie w poczet członków UE Chorwacji poprzedziła burzliwa dyskusja. Ale wcale nie dlatego, że którykolwiek z posłów byłby przeciwny poszerzeniu Unii o aspirujące do niej państwo. Za wyrażeniem zgody na to, aby prezydent Bronisław Komorowski złożył swój podpis pod ratyfikacją unijnego traktatu w sprawie akcesji Chorwacji, opowiedziało się 431 posłów, nikt nie był przeciw, a jeden poseł wstrzymał się od głosu.

Chodziło natomiast o to, który z artykułów Konstytucji RP powinien znaleźć zastosowanie przy przegłosowywaniu zgody na ratyfikację traktatu, a dokładnie - czy zgodę na ratyfikację powinna poprzeć zwykła większość posłów, czy też większość dwóch trzecich.

Artykuł 90 Konstytucji rezerwuje głosowanie większością dwóch trzecich głosów w sprawie ratyfikacji umów międzynarodowych, w których "Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach". By w ten właśnie sposób przegłosować zgodę Polski na przyjęcie Chorwacji do UE, wnioskowali posłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski.

Krzysztof Szczerski (PiS) uzasadniał, że przyjęcie przez większość rządzącą głosowania ratyfikacji traktatu zwykłą większością budzi olbrzymie wątpliwości konstytucyjne. Jak dowodził, fakt pojawienia się w Unii nowego kraju sprawi chociażby, że zmniejszy się siła polskich głosów w decyzjach UE.

- Sprawa jest naprawdę poważna. Taka sytuacja, w której dokonujemy zmniejszenia udziału polskich głosów w decyzjach europejskich - nie chodzi o miejsca w Parlamencie Europejskim, chodzi przede wszystkim o liczbę głosów w Radzie Unii Europejskiej - oznacza transfer suwerenności, ponieważ zmniejszamy wpływ Polski na wykonywanie kompetencji, które wcześniej przekazaliśmy Unii Europejskiej. Ta sprawa w ogóle nie dotyczy Chorwacji, dotyczy kwestii Polski i siły polskiego głosu w Unii Europejskiej - mówił Szczerski już po głosowaniu w sprawie ratyfikacji.

Były wiceminister spraw zagranicznych ocenił, że każda decyzja skutkująca zmianą sposobu głosowania w Radzie UE oznacza transfer suwerenności i wymaga przegłosowania jej większością dwóch trzecich głosów.

- Może jutro przyjść do parlamentu ratyfikacja traktatu, który mówi, że Polska utraci połowę głosów w Radzie Unii Europejskiej. To też nie będzie transfer suwerenności, też będziemy głosować zwykłą większością? Nie, wtedy wiadomo, że głosowalibyśmy całkowitą zmianę sposobu głosowania w Radzie większością dwóch trzecich - argumentował poseł PiS, pytając retorycznie, gdzie przebiega granica liczby głosów, które musiałaby tracić Polska, by kwestię rozstrzygać większością dwóch trzecich.

Szczerski zaznaczył, że jeśli prezydent Bronisław Komorowski przed podpisaniem ratyfikacji nie zasięgnie opinii Trybunału Konstytucyjnego co do prawidłowości przegłosowania przez Sejm zgody na ratyfikację, to taki wniosek do TK złoży Prawo i Sprawiedliwość.


Większość zawsze ma rację?

Premier Donald Tusk na wątpliwości opozycji co do konstytucyjności przegłosowania ustawy o ratyfikacji zwykłą większością głosów zagregował na sejmowej sali nerwowo, kwestionując wręcz prawo opozycji do poskarżenia się do Trybunału Konstytucyjnego.

- Nie pierwszy i nie ostatni raz posłowie opozycji nadużywają skargi konstytucyjnej, nie godząc się z tym, że są mniejszością w parlamencie - mówił szef rządu.

Tusk zaznaczył, że "mamy często do czynienia z wątpliwościami czy skargami konstytucyjnymi, które są wywoływane głównie dlatego, że polska Konstytucja, podobnie jak przygniatająca większość ustaw zasadniczych na świecie, daje pole do interpretacji i ono jest rozciągane w zależności od dobrej czy złej woli tych, którzy chcą kwestionować werdykt większości w parlamencie".

- Nie możemy - jak sądzę - w żadnej sprawie, także w tak istotniej jak proces ratyfikacji Chorwacji, uznawać, że większość w parlamencie ustępuje mniejszości w parlamencie tylko dlatego, że ta zgłasza kolejną wątpliwość konstytucyjną - dodał Tusk.

Dziwić mogłaby postawa rządu co do głosowania nad ratyfikacją traktatu i tak rozpaczliwa obrona przed dopuszczeniem konieczności przegłosowania ratyfikacji większością dwóch trzecich, zwłaszcza w sytuacji gdy "wszyscy" są za przyjęciem Chorwacji do Unii. Sprawa może mieć jednak drugie dno. Donaldowi Tuskowi może zależeć na precedensie, aby w przyszłości ratyfikacji traktatu unijnego - w zupełnie innych, niepopieranych przez społeczeństwo sprawach - dokonywać można było głosami posłów koalicji PO - PSL.

Obecnie rządzący bez poparcia posłów PiS nie mają natomiast możliwości zebrania dwóch trzecich głosów w Sejmie. Premier musi zdawać sobie sprawę, że po dwóch kadencjach rządów jego partii trudno będzie tej formacji liczyć na wdzięczność wyborców w Polsce, w przeciwieństwie do wdzięczności rządzącej w Unii kanclerz Angeli Merkel.

Artur Kowalski