Stajnia Augiasza w konsulacie
Sobota, 15 września 2012 (06:09)MSZ od ponad dwóch lat wiedziało o nieprawidłowościach w Konsulacie Generalnym w Łucku, ale nie podejmowało działań kontrolnych, ponieważ prokuratura prowadziła w tej sprawie śledztwo. Tak resort Radosława Sikorskiego tłumaczył w Sejmie swoją bezczynność w sprawie procederu handlu wizami na terenie placówki dyplomatycznej.
Posłowie PiS oczekiwali wyjaśnień w związku z aferą wykrytą na początku sierpnia w konsulacie na terenie Ukrainy, gdzie odbywał się m.in. handel wizami wjazdowymi do Polski.
- Jak to jest, że MSZ nie wie, co się dzieje w polskich konsulatach? Jakim cudem polscy dyplomaci na terenie konsulatu w Łucku mogli uprawiać działalność przestępczą? Czy tylko współpracowali z ukraińskimi przestępcami, czy może sami zorganizowali grupę przestępczą działającą pod kierownictwem konsula generalnego, podobno dawnego oficera służb PRL? Może czuli się bezkarni, bo wiedzieli, że nikt z Warszawy nie kontroluje ich pracy? - pytał poseł Artur Górski.
Jak przypomniał, ukraińskie organy ścigania już rok temu wpadły na trop kanału przerzutowego obywatelek Ukrainy do niemieckich domów publicznych.
- W latach 2010-2011 ukraińska grupa przestępcza wywiozła do Niemiec ponad 20 kobiet w wieku 18-25 lat przy współpracy z polskimi dyplomatami, którzy wydawali tym konwojentom i kobietom nierejestrowane wizy wjazdowe do Polski na terytorium obszaru Schengen, na podstawie podrobionych zaproszeń. Już pięciu pracowników konsulatu otrzymało zarzuty, ale to jeszcze nie koniec. Nie ma pewności, czy ta przestępcza działalność ograniczała się wyłącznie do polskiego konsulatu w Łucku - podnosił Górski.
Poseł poinformował o podejrzeniach, że ten proceder dotyczył także przewożenia ukraińskich dzieci, wydawania Kart Polaka oraz wiz z Schengen dla obywateli Iranu i Afganistanu, co stwarzało niebezpieczeństwo dla naszego państwa.
Wiedzieliśmy i czekaliśmy
W odpowiedzi wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapewniała, że w konsulacie w Łucku od 2010 r. trwało postępowanie prokuratury związane z fałszowaniem dokumentów celem wyłudzania wiz.
- To właśnie w związku z przebiegiem tego postępowania i ze względu na jego dobro MSZ wyłączyło tę placówkę z planów bieżącej kontroli. Chciałabym zaznaczyć, że kontrole takie są prowadzone regularnie we wszystkich konsulatach, ze szczególnym uwzględnieniem konsulatów RP na Wschodzie - tłumaczyła bezczynność resortu.
Jak dodała wiceminister, "stwierdzenie faktu istnienia grupy przestępczej zajmującej się handlem wizami w ramach konsulatu należy do organów prokuratury i innych służb i MSZ nie jest kompetentne do wypowiadania się w tej sprawie". Jednak urzędniczka przyznała, że dopiero po tym, jak media ujawniły fakty znane resortowi, przeprowadzono szeroką kontrolę w konsulacie.
- Wykazała ona: brak odpowiedniej bieżącej kontroli nad funkcjonowaniem punktu wydawania wiz, wyrzucanie do kosza dowodów opłaty wniosków wizowych, brak parafy konsula na decyzjach wizowych odnoszących się do wiz wydanych poza kolejnością, przyjmowanie niepełnych niepodpisanych wniosków wizowych, przyjmowanie wniosków ze śladami poprawek bez paraf w miejscu poprawiania, wycofywanie złożonych wniosków bez wydania decyzji odmownych w przypadkach, gdzie odmowa powinna zostać udzielona, brak okresowych naklejek wizowych - wyliczała wiceminister.
Te wyjaśnienia wprawiły w konsternację posłów opozycji.
- Pani odpowiedź jeszcze bardziej mnie zaniepokoiła, niż to było przed wejściem na tę salę. Z tego, co zrozumiałem, ten nielegalny proceder odbywał się pod okiem kontroli MSZ, która przyjechała do Łucka w 2010 roku. Pani powiedziała, że dopiero po doniesieniach medialnych nastąpiła nagła interwencja, która odwołała konsuli - zauważył poseł Krzysztof Szczerski (PiS).
Jego zdaniem, z wypowiedzi wiceminister można wywnioskować, że w 2010 r. pod okiem kontrolerów "dochodziło do nielegalnego przerzutu kobiet do domów publicznych w Niemczech". Polityk, wiceminister spraw zagranicznych w rządzie PiS, podkreślił, że działalność konsulatów RP na Ukrainie jest strategicznych obszarem. - Dlatego że wydajemy wizy schengeńskie, a tym samym to, co się dzieje w Łucku, ma bezpośredni wpływ na wizerunek Polski w Unii Europejskiej - konkludował poseł Szczerski.
Jacek Dytkowski