Słowo karmi się ciszą
Sobota, 15 września 2012 (06:05)Z ks. bp. Adamem Lepą z Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu rozmawia Sławomir Jagodziński
Obchodzony w Polsce w 3. niedzielę września Dzień Środków Społecznego Przekazu to zawsze okazja do refleksji nad rolą, jaką odgrywają media w sferze społecznej, narodowej, rodzinnej, a także religijnej. Czy ład w sferze mediów nie jest bardzo ważnym warunkiem w dążeniu do ładu we wspomnianych sferach aktywności ludzkiej?
- W ramach obchodów tego dnia realizowane są w parafiach dwa ważne zadania: refleksja nad mediami oraz modlitwa. W refleksji należy się odnieść do tych spraw, o których odbiorca mediów na ogół nie myśli, gdy korzysta z ich oferty. Ostatnio w Polsce odnotowuje się wysoki stopień naiwności i braku krytycyzmu ze strony czytelników, telewidzów i radiosłuchaczy. Dla nich znaczenie ma jedynie to, co zostało wydrukowane lub wypowiedziane w radiu i telewizji. Cała reszta się nie liczy. Dziś Polacy wolą cytować banalne wypowiedzi ludzi mediów niż myśli z książek ambitnych autorów. To wszystko świadczy o tym, że na całej linii kuleje postawa krytyczna wobec mediów. W następstwie tego rośnie w Polsce armia ludzi uzależnionych od nich. Taki człowiek zamyka się na ewangelizację, a nawet na zwykłą dydaktykę. O poważnym samokształceniu nie ma mowy. Ponadto istnieje groźna dysproporcja: Polacy, zwłaszcza młodzi, więcej oglądają, niż czytają. Dlatego mówi się, że pogłębia się w Polsce "kultura oglądactwa" kosztem "kultury czytelnictwa". Dzień Środków Społecznego Przekazu to również okazja do szczególnej modlitwy w intencji ludzi mediów. Przede wszystkim, żeby byli wierni prawdzie. Niech wiedzą, że o wartości dziennikarza decyduje przede wszystkim nie jego dorobek czy umiejętność demaskowania ważnych wydarzeń i zjawisk, lecz osobisty stosunek do prawdy oraz gotowość do jej obrony. Nie jest to zadanie łatwe, dlatego ludzi mediów należy wspierać modlitwą o odwagę cywilną w mówieniu prawdy i w bronieniu świata wartości chrześcijańskich.
Podjęcie przez Ojca Świętego w tegorocznym Orędziu na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu tematu milczenia może się wydawać komuś dziwne. Przecież radio, telewizja, prasa, internet to media, które - można powiedzieć - żyją z tego, że właśnie nie milczą...
- Istotnie, mediosfera współczesnego człowieka nie tylko nie sprzyja atmosferze milczenia, lecz stanowi jej zagrożenie. Widać to przede wszystkim na przykładzie ciszy, której jest coraz mniej w środowisku zdominowanym przez media. Niedocenianie czy wręcz lekceważenie ciszy, zwłaszcza w rodzinie, pociąga za sobą daleko idące następstwa. Przede wszystkim wpływa negatywnie na mowę człowieka, zgodnie z zasadą, że słowo karmi się ciszą. Jeżeli kogoś nie stać na wewnętrzne wyciszenie, traci zdolność koncentracji, co m.in. utrudnia czytanie tekstów ze zrozumieniem czy logiczne wypowiadanie myśli. Ponadto cisza jest językiem Boga i dlatego pozwala usłyszeć Jego głos. W chrześcijaństwie od zawsze panowało przekonanie, że Duch Święty mówi do człowieka w ciszy, dlatego w liturgii Mszy św. przywraca się ciszy należne miejsce. Jest też powszechne przekonanie, że wielkie dzieła nie powstają w hałasie. Benedykt XVI idzie jeszcze dalej w swojej refleksji i proponuje tworzenie specyficznego środowiska, które nazywa swoistym "ekosystemem". Charakteryzowałby się on równowagą między czterema najważniejszymi warstwami społecznego środowiska człowieka: warstwą ciszy, słowa, obrazu i dźwięku. Jest to niezwykle cenna rada, gdyż zakłócenia tej równowagi powodują poważne następstwa w życiu jednostki i rodziny. Nieprzypadkowo wybitny programista komputerowy Bill Gates przestrzega, że ci, którzy rządzą obrazami, rządzą umysłami ludzi. Katoliccy medioznawcy i dziennikarze nie mogą więc przejść obojętnie wobec propozycji Benedykta XVI, żeby budować taki ekosystem, który by zapewnił użytkownikom mediów równowagę w zakresie wywieranych przez media wpływów. Papież przypomniał nam, że milczenie jest integralną częścią komunikacji międzyludzkiej.
Benedykt XVI zwraca uwagę, że "współczesny człowiek jest bombardowany pytaniami, których nigdy sobie nie zadawał, albo potrzebami, których nie odczuwa". Czy kształtowanie umiejętności milczenia nie jest ważną częścią wychowania do korzystania ze środków społecznego przekazu?
- Uleganie wpływowi mediów z jednoczesnym pominięciem ciszy czy milczenia prowadzi do groźnych następstw. Przede wszystkim człowiek traci orientację, co w jego życiu jest naprawdę ważne, a co jest błahe czy nic nieznaczące. Zjawisko takie nazywa się zatruciem informacyjnym. Używa się go jako narzędzia w zorganizowanym manipulowaniu ludźmi. W takiej sytuacji człowiek gubi się i nie wie w końcu, które pytania w życiu są ważne. Medioznawcy zwracają uwagę na zjawisko banalizacji wartości, widoczne bardzo wyraźnie zwłaszcza w programach telewizji komercyjnych. Odbiorca tych programów, jeżeli żałuje czasu na ciszę i krytyczną ocenę, nie jest zdolny dostrzec ich negatywnego wpływu na swoje życie duchowe, a także na poziom myślenia i wypowiadania słów. Sprawdza się dziś coraz częściej polskie powiedzenie: "Kto nie umie milczeć, nie potrafi też mówić". Człowieka spłyca również bezkrytyczne realizowanie naczelnego hasła komercji medialnej, głoszącego, że życie człowieka powinno być łatwe, lekkie i przyjemne. Ponieważ deficyt ciszy (czy milczenia) powoduje w jednostce skutki negatywne, również w odbiorze mediów, przeto temat postawy wyciszenia powinien się stać przedmiotem intensywnej pracy nad sobą. Mówi się nawet, że w rodzinie powinno się zbudować taką atmosferę ciszy, żeby można było w niej usłyszeć własne myśli, a sama cisza, żeby była zawsze w gronie domowników gościem honorowym.
Potrzeba nowej ewangelizacji i rozpoczynający się wkrótce Rok Wiary to wyzwanie także dla katolickich mediów. Jaką powinny one odgrywać rolę w zakresie głoszenia Chrystusa tym, którzy Go nie znają?
- Powiem więcej. Zarówno obradujący w październiku Synod Biskupów, poświęcony nowej ewangelizacji, jak i rozpoczynający się 11 października Rok Wiary będą dla mediów katolickich nie tylko nowym wyzwaniem, ale przede wszystkim staną się wyjątkową szansą na wypełnienie specyficznej dla nich misji. Najważniejszą bowiem ich funkcją jest funkcja ewangelizacyjna, dlatego pod ich adresem wzrosną oczekiwania katolików polskich, a także innych chrześcijan zainteresowanych tym, co ważnego dzieje się w Kościele katolickim. Przypomnę przy okazji, że powinno się mówić o ewangelizacji "przez media" i "w mediach". Zwykła obserwacja potwierdza prawidłowość, że wtedy media katolickie skutecznie ewangelizują, gdy stały się przede wszystkim miejscem ewangelizowania, a nie tylko jego narzędziem czy środkiem. Oznacza to, że media te nie tylko mówią o walorach dawania świadectwa wiary, ale to świadectwo jest dawane na szpaltach czasopisma, w studiu telewizyjnym i radiowym. Podobnie trzeba powiedzieć o katechezie, innym ważnym środku ewangelizacji. Media katolickie nie tylko z szacunkiem mówią o niej, ale przede wszystkim systematycznie przekazują ją swoim odbiorcom. Również działalność charytatywna nie może być jedynie teorią w funkcjonowaniu mediów katolickich, ale powinna się znaleźć w ich codziennej praktyce. Dodam, że tego rodzaju rozumienie ewangelizacji jest pewnego rodzaju testem na katolickość mediów. W szerszym znaczeniu ewangelizacja oznacza także ujawnianie tych zjawisk, które utrudniają czy wręcz unicestwiają głoszenie Ewangelii. Przygotowane do wypełnienia tej misji media katolickie powinny przestrzegać swoich odbiorców przed tego rodzaju zagrożeniami. Mają też odpowiedzieć na pytanie, jak się ma do recepcji treści ewangelizacyjnych fakt podkreślany przez specjalistów, że kultura masowa przede wszystkim roznieca w jej użytkownikach namiętności, a jednocześnie nie rozwija ich intelektu. Albo jakie mają szanse skorzystania z ewangelizacji przez media osoby od nich uzależnione.
W jakim stopniu warunki skutecznej ewangelizacji wymienione przez Księdza Biskupa spełnia Telewizja Trwam, na temat której zrobiło się ostatnio tak bardzo głośno.
- Postulat, żeby telewizja katolicka była miejscem ewangelizowania, a nie tylko jej narzędziem, realizowany jest w Telewizji Trwam w całej rozciągłości. W tej Telewizji dawane jest permanentnie świadectwo wiary, zarówno przez ojców redaktorów, jak i przez zaproszonych gości. Szczególne walory wykazuje świadectwo osób uczestniczących w "Rozmowach niedokończonych". Te świadectwa urzekają swoją naturalnością, prostotą, a przede wszystkim emanacją wiary, dlatego odznaczają się wyjątkową siłą oddziaływania. Również inne środki ewangelizowania są stosowane w Telewizji Trwam z pełnym zaangażowaniem. Myślę o katechezie, która realizowana jest w różnorakiej formie, np. w głębokiej refleksji teologicznej, w interesującej rozmowie, ale też w budującym filmie i w mądrej piosence. W programach Telewizji Trwam prezentowana jest również bogata warstwa modlitewna. Tam prowadzona jest autentyczna modlitwa, bez cienia teatralności i zbędnych emocji. Podobnie działalność charytatywna przybiera różne postaci, także wtedy, gdy ma miejsce pomoc Telewizji Trwam o charakterze interwencyjnym. Bardzo ważne dla ewangelizacji są w tej Telewizji programy, w których ujawnia się różnorakie zagrożenia dla misji Kościoła, dla wartości chrześcijańskich oraz dla ludzi, którzy mają prawo do publicznego wyznawania swojej wiary. Telewizja Trwam ma odwagę nazywania rzeczy po imieniu, a przede wszystkim wskazywania na źródła i głównych prowodyrów tych zagrożeń. A jak nie powiedzieć z satysfakcją o tych programach Telewizji Trwam, które wykazują wyjątkowy potencjał ewangelizacyjny, jak np. transmisje z audiencji generalnych, z wypowiedziami Następcy św. Piotra, z podróży apostolskich Benedykta XVI czy z Apelu Jasnogórskiego. Dlatego należy dobitnie podkreślić, że warunki skutecznej ewangelizacji, o których mówimy, spełnia Telewizja Trwam w sposób wzorcowy.
Czy blokowanie dostępu do nowych technologii, takich jak cyfrowy multipleks katolickiej Telewizji Trwam, to strach przed siłą Prawdy i rzeczywistym pluralizmem w sferze medialnej?
- Uporczywe odmawianie Telewizji Trwam miejsca na multipleksie cyfrowym wykazuje znamiona tajemniczej afery. Przejdzie zapewne do historii polskich mediów jako przykład rażącego naruszania podstawowych zasad demokracji, pogardliwego nieliczenia się z głosem społeczeństwa czy utrwalania w majestacie prawa oligarchicznego modelu mediów. Z tym wiąże się popieranie i ochrona monopolu mediów o orientacji liberalnej oraz niekorzystnej dla Polaków koncentracji różnorakich mediów w rękach jednego ugrupowania politycznego. Cierpi na tym stronniczo informowany obywatel i zachwiany zostaje ład medialny w państwie. W takiej sytuacji nie może być miejsca na multipleksie dla Telewizji Trwam, która jest w Polsce jedyną telewizją alternatywną. Tym bardziej że oligarchów medialnych niepokoi fakt, iż spada zaufanie do tzw. mediów mainstreamowych, a ich dotychczasowi użytkownicy przechodzą na stronę alternatywnych źródeł informacji. Ludzie mają już dosyć nieliczenia się z prawdą i różnych form zorganizowanej manipulacji. Tymczasem media, które mają odwagę ujawniania tych zjawisk, skazane są na społeczną marginalizację i wykluczenie. W Dzień Środków Społecznego Przekazu należy sobie uświadomić, że media te zasługują na szacunek i pełne poparcie. Wymaga tego elementarna uczciwość, a przede wszystkim pamięć o błogosławionym Janie Pawle II - przyjacielu ludzi mediów, który nam przypominał, że należy konsekwentnie i dogłębnie poznawać prawdę, bo tylko ona może nas wyzwolić (por. J 8, 32).
Dziękuję za rozmowę.