Pstryczek w nos dla Tuska
Piątek, 26 września 2014 (18:50)Zdaniem ekspertów odebranie przywilejów Marii Wasiak i Igorowi Ostachowiczowi to efetek walki frakcji w Platformie Obywatelskiej, która traktuje instytucje państwowe jak prywatny folwark.
Maria Wasiak została odwołana ze stanowiska w zarządzie PKP SA, aby objąć stanowisko ministra infrastruktury i rozwoju w rządzie Ewy Kopacz. Pełniła funkcję wiceprezesa, jej wynagrodzenie wynosiło 42,5 tys. złotych miesięczne, nie licząc premii. Odchodzącej wiceprezes spółka PKP była zobowiązana wypłacić odprawę – 510 tys. złotych.
Zdaniem poseł Krystyny Pawłowicz (PiS) to skandal, że Maria Wasiak dostała umowę, która obowiązywała przez całą kadencję rządu i nikt jej nie zweryfikował. – Taka umowa nigdy nie powinna być zawierana na całą kadencję, bo przecież często rząd zmienia się przed jej upływem. Wtedy spółki muszą wypłacać odprawę. Oczywiście tego typu umowy są przeznaczone tylko dla wybranych, najbardziej zaufanych. Taką umowę załatwił pani Wasiak Sławomir Nowak – komentuje w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl poseł Pawłowicz.
Igor Ostachowicz był jednym z najbardziej zaufanych współpracowników Donalda Tuska. 24 września został zatrudniony w zarządzie PKN Orlen z rekomendacji nowego ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego. Jego wynagrodzenie miało być 15 razy większe niż w KPRM. – Dostał od swojego promotora Donalda Tuska ogromną nagrodę: 2 mln złotych rocznie. Został zabezpieczony na całe życie. To pokazuje, że takie precedensy były dopuszczalne w rządzie Donalda Tuska - dodaje posłanka.
Po rozmowie z premier Ewą Kopacz minister Wasiak zdecydowała się oddać odprawę na cele dobroczynne, natomiast Igor Ostachowicz zrezygnował z posady w Orlenie. – To tylko próby ratowania się rządu przed skutkami niesamowitych wpadek – mówi poseł Pawłowicz.
Jak twierdzi Andrzej Maciejewski, politolog z Instytutu Sobieskiego, cała ta afera mogła być efektem przepychanek wewnątrzpartyjnych w Platformie Obywatelskiej. – To mógł być pstryczek w nos dla odchodzącego premiera, który liczył, że nadal będzie miał wpływy w Polsce. Miało to na celu ustawienie do szeregu ekipy po Donaldzie Tusku – mówi nasz rozmówca.
Zdaniem politologa ostatnie dni pokazały, że zarówno nowa, jak i stara ekipa rządząca traktuje instytucje publiczne jak swój prywatny folwark. Stanowiska są rozdzielane jako forma nagrody, nie zaś ze względów merytorycznych.
ER