Tylko gest?
Piątek, 26 września 2014 (11:46)Chciałbym kontynuować temat ważności symboliki i znaków katolicyzmu, które są zewnętrznymi przejawami naszej wewnętrznej wiary i które nie mogą być nam odebrane. Tym razem jednak w kontekście zjawiska prześladowań chrześcijan (tym tematem zajmowałem się też TUTAJ).
Dla katolika znaki wiary są jego jestestwem, określają w sposób zewnętrzny głębokie życie duchowe. Widoczność symboliki powoduje, że wierzący staje się celem. I przeciwnie, jeżeli nie dotyka nas prześladowanie, oznacza to, że nie głosimy Chrystusa w sposób widoczny dla świata.
Prześladowanie, ucisk mogą oczywiście przyjmować różne formy, w Europie, ściślej mówiąc, w Unii Europejskiej, jest to dyskryminacja. W wielu krajach Zachodu, wydawać by się mogło, cywilizowanych, praworządnych, rozwiniętych gospodarczo i moralnie, za to, że ktoś nosi na szyi krzyżyk, obrączkę z różańcem, modli się przed posiłkiem lub kładzie Biblię na biurku, może stracić pracę, stając się dodatkowo celem ataków.
Japoński pisarz katolicki, Shūsaku Endō w książce „Milczenie” opowiedział trudne początki chrześcijaństwa w Japonii w XVII wieku. Był to czas najbrutalniejszych prześladowań katolików w historii tego kraju. Prześladowcy wymagali od torturowanych misjonarzy tylko jednego gestu, a mianowicie podeptania fumi-e, obrazów z Jezusem, Maryją lub z innymi świętymi. Po tym akcie misjonarz wychodził z więzienia, ale potem już tylko cierpiał wstyd wewnętrzny, miał poczucie klęski. Oprawcy mądrze przygotowywali swoje ofiary do tego bluźnierczego i poddańczego aktu, jednak złamali niewiele sumień. Większość tych, którzy wytrwali i odrzucili pokusę wyparcia się Boga, jednym, na pierwszy rzut oka nic nie znaczącym gestem, zabijali w niezwykle okrutny i wyrafinowany sposób.
Kiedy myślę o prześladowanych chrześcijanach np. z Kuby, Wietnamu, Chin czy Indonezji, którzy wiele ryzykują, aby uczestniczyć w procesji Bożego Ciała, a potem słyszę, jak w Polsce to wspaniałe święto deklaracji, swoisty coming out katolika, jest wyszydzane i blokowane, które dogorywa na Zachodzie, to ogarnia mnie wstyd. Ryzyko utraty wszystkiego jest w świecie prześladowań ogromne. U nas możemy się narazić jedynie na wyszydzenie, oplucie, wyśmianie.
Świadek to męczennik, bez prześladowania nie ma bowiem świadectwa. Kościół na Zachodzie o tym zapomniał. W ponad 60 krajach, gdzie Kościół jest prześladowany, świadectwo, również to wyrażane przez rytuały, okupione jest przelewem krwi. Nie czcimy przedmiotu, lecz to, co on symbolizuje, jakie wartości są za nim ukryte. W przestrzeni publicznej ich obecność jest dla uciskanych niezbędna, zaświadcza o ich silnej identyfikacji ze światem wartości, za które warto oddać życie, zdrowie, wolność, pracę, szkołę.
My i rytuały
Przejawy zewnętrzne światopoglądu nie są domeną wyłącznie chrześcijaństwa. Demonstracje polityczne, zgromadzenia i marsze są odsłoną ważnej potrzeby człowieka, jaką jest dzielenie się swoimi poglądami. Pokazujemy to, czym, kim jesteśmy, to, w co wierzymy.
Dlatego formą dyktatury jest próba wyrugowania z przestrzeni publicznej i debaty wyznawców Chrystusa w imię równości, neutralności światopoglądowej, poprawności politycznej, aby rzekomo nie obrażać mniejszości. Znak krzyża czyniony bez obawy w kościele, na zewnątrz świątyni gdzieś w nas zastyga.
Do tej katolickiej odwagi zachęcał Polaków o. James Manjackal podczas swoich ostatnich rekolekcji w Warszawie. Warto czasem siebie zapytać, czy jako katolik czynię znak krzyża w przestrzeni publicznej, np. jedząc w pracowniczej stołówce, w restauracji, na ulicy albo przejeżdżając tramwajem obok kościoła, w którym doskonale wiem, że przechowywany jest Najświętszy Sakrament?
To są małe kroki ku heroizmowi, który w krajach prześladowań jest codziennością, tyle że tam można za to utracić pracę, rodzinę, własność, zdrowie, wolność i życie. Niezależnie od form dyskryminacji i prześladowań, jakich doświadczamy w Polsce, stawajmy dzielnie w obronie gestów, symboli i rytuałów, bo to zewnętrzny znak naszego sprzeciwu, wyraz naszego stawania po stronie Boga, przyznawania się odważnie do Chrystusa i Jego Kościoła.
Może to kosztować wiele, ale chrześcijaństwo nie jest bajką, lecz misją, która nas prowadzi przez trudy ku wieczności.
Dr Tomasz M. Korczyński