• Piątek, 1 maja 2026

    imieniny: Józefa, Filipa, Jeremiego

Stadniny w fatalnym stanie

Wtorek, 23 września 2014 (19:45)

18 mln złotych – tyle strat przyniosła działalność państwowych stadnin koni w latach 2011-2012. Sprzedawanie za bezcen zdrowych zwierząt na rzeź, fatalny stan infrastruktury, brak kontroli ze strony Ministerstwa Rolnictwa – to nieprawidłowości, które wymienia Najwyższa Izba Kontroli (NIK) w najnowszym raporcie.

Celem istnienia stadnin państwowych nie jest zysk, ale przechowywanie materiału genetycznego dla potrzeb hodowli krajowej. Działalność ta nie zawsze jest dochodowa. Tym bardziej że – jak wykazał raport NIK – spada zapotrzebowanie na usługi ogierów do celów rozpłodowych. Ale nie jest to jedyny powód strat.

W wielu stadninach nie przestrzegano procedur dotyczących wyceny koni. Często zdarzało się, że zwierzęta były sprzedawane po zaniżonych cenach. W Stadninie Koni Walewice sprzedano zdrowe konie nielegalnemu pośrednikowi. Pośrednik za 36 zwierząt zapłacił 82 tys. złotych, 27 z nich przeznaczył na rzeź, a za ich mięso dostał 129  tys. złotych.

Ponadto w stadninach często zdarzały się przypadki zaniżania cen za dzierżawę i przechowywanie koni. Co więcej, niektóre placówki nie posiadały nawet opracowanych zasad odbierania należności. Zatem niektóre ze stadnin po prostu udostępniały swoją infrastrukturę i konie za bezcen. W efekcie trzy z nich straciły na tym 88 tys. zł.

Kolejnym problemem, na który zwrócili uwagę kontrolerzy NIK, jest fatalny stan infrastruktury. W większości stadnin pomijano przeglądy techniczne, nie dokonywano na czas niezbędnych napraw. W konsekwencji w wielu przypadkach doprowadziło to do całkowitego zniszczenia budynków. Po zbadaniu 88 budowli okazało się, że wiele z nich ma nieszczelne dachy, zniszczone lub pokryte grzybem ściany, a część z nich nawet grozi zawaleniem.

Kto jest temu winien? Stadniny nadzoruje Agencja Nieruchomości Rolnych. Jak wskazuje raport NIK, agencja ta nierzetelnie przeprowadzała kontrole i nie egzekwowała poprawy po stwierdzeniu nieprawidłowości. Natomiast ANR kontrolowana jest bezpośrednio przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jak możemy przeczytać w raporcie, nadzór ministra był pasywny i ograniczał się jedynie do zwracania się do Agencji o różnego rodzaju opracowania.

ER