Znaki wiary
Wtorek, 23 września 2014 (19:04)Kościół, jak powiedział podczas swej pierwszej homilii Ojciec Święty Franciszek, jest ciągle w drodze. Idziemy, a to niesie ze sobą odpowiedzialność bycia świadkiem. Nie zachowujemy tej wielkiej miłości, Prawdy wyłącznie dla siebie. W naturze ludzkiej jest zresztą wpisana zasada dzielenia się swoimi pasjami, hobby, radościami, nadziejami. Rozmawiamy o tym, co nas fascynuje. Jeżeli nasza wiara jest zdrowa, świetlista, jeśli jej sól nie wywietrzała, to chcemy o niej opowiedzieć, a przede wszystkim opowiedzieć o Chrystusie innym.
Chrześcijaństwo jest misyjne w swej istocie i wrogowie krzyża o tym doskonale wiedzą, dlatego chcą, żeby katolik poszedł na kompromis. Wyznają zasadę: „Jeśli masz ochotę, to wierz, zachowaj to dobro dla siebie, ale nie głoś, nie przemieniaj serc, nie głoś Chrystusa”.
Pod ideałami neutralności światopoglądowej i państwowej, która jest de facto cynicznym nihilizmem, chce się zgasić płomień wiary, a przecież zgodnie z poleceniem Jezusa światła Ewangelii nie zapala się i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim.
Wiele krajów Zachodu ustaliło odwrotne zasady. Często możemy się spotkać bowiem z pomysłami na chrześcijaństwo tworzonymi przez lewicowe, feministyczne, libertyńskie i ateistyczne środowiska, że prawo do wiary, owszem, nie może być negowane, ale należy wszelkie działania społeczne, zwane praktykami religijnymi zamknąć w czterech ścianach domów lub kościołów. Najlepiej gdyby na tych kościołach nie było krzyży i innych symboli religijnych.
Od Jerozolimy, czyli od domu
Chrześcijanin nie powinien poddawać się presji dyskryminującej nowomowy, która w gruncie rzeczy jest stara jak samo chrześcijaństwo. Krzyż zawsze wywoływał sprzeciw. Symbole katolickie, gest i rytuał demaskowały katolików przed ich wrogami. Za ich sprawą byli prowadzeni na rzeź.
Jeżeli mamy realizować w sposób efektywny misję, jaką wyznaczył nam Chrystus, musimy wyjść z domów, z kościołów, aby nieść prawdę Ewangelii innym ludziom. Jezus, posyłając swoich uczniów, kiedy rozsyłał ich na cały świat, powiedział znamienne słowa, które trochę nam umykają, bo znamy dobrze drugą część jego mowy: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”. Ale zanim padły te decydujące o losach ludzkości, również Europy, wytyczne, Mistrz powierzył Apostołom zadanie rozpoczęcia działalności od Jerozolimy, od swoich, a dopiero potem ruszenie w różne strony świata. Nasza postawa wymaga tej wielkiej determinacji pierwszych Apostołów.
Warto przywoływać wydarzenie opisane w Dziejach Apostolskich, aby naświetlić metodę działania chrześcijanina, także w obecnej postmodernistycznej rzeczywistości. Może nawet zwłaszcza teraz. Kiedy Piotr i Jan zostali zatrzymani przez władze świątynne za nauczanie w imię Chrystusa, następnie postawieni przed Sanhedrynem, wypowiedzieli ważne słowa, które stały się mottem kardynała Stefana Wyszyńskiego. „Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać, i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: »Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli«. Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało” (zob. Dz 4,18-21).
My także nie możemy nie mówić, nie świadczyć, nie okazywać, nie uczestniczyć w rytuałach, które od wieków przekazuje nam Kościół Święty. To sprawa wyboru i dojrzałości wewnętrznej, a nie puste znaki, czcze manifestacje.
Dr Tomasz M. Korczyński