Dyżurnego ze Starzyn potraktowano jak bandytę
Piątek, 14 września 2012 (12:12)Związek Zawodowy Dyżurnych Ruchu PKP (ZZDR PKP) potępił działania częstochowskich prokuratorów, z polecenia których policja zatrzymała Andrzeja N. – dyżurnego ruchu podejrzanego o nieumyślne spowodowanie katastrofy kolejowej pod Szczekocinami.
Związkowcy w specjalnym oświadczeniu wyrazili swoje oburzenie i wyraźny protest przeciwko metodom działania śledczych z Częstochowy. Jak wyjaśniają związkowcy, funkcjonariusze policji przeprowadzili o godz. 6.00 rano spektakularną akcję w celu zatrzymania dyżurnego ze Starzyn.
„Nasz kolega nie został wcześniej w żaden sposób poinformowany o dacie, terminie i miejscu stawienia się na przesłuchanie prokuratorskie. Andrzej N. nie został potraktowany jak podejrzany lub nawet przestępca, lecz według metod, jakie stosuje się wobec najgroźniejszych bandytów” – napisano w oświadczeniu przesłanym NaszemuDziennikowi.pl.
Jednocześnie ZZDR PKP przypomniał, iż dyżurny ze Starzyn przeszedł ciężką terapię szpitalną. Takie traktowanie przez prokuraturę – dodają związkowcy – może w szybkim czasie zniweczyć całą pracę wielu lekarzy, którzy ustabilizowali stan zdrowia Andrzeja N.
„Zastanawiamy się czy w naszym kraju zmieniły się standardy i procedury postępowania, a prokuratorzy polscy będą próbowali tego typu działaniami poprawić swój obecnie już i tak nadwątlony ostatnimi głośnymi sprawami prestiż? Czy może zabrakło nowych rewelacyjnych zeznań świadków koronnych, aby prokurator mógł zaistnieć medialnie?” – pytają związkowcy.
Jednocześnie podkreślają, iż niedopuszczalne jest, by w Polsce „obywatel nie miał szans i możliwości sam stawić się na wezwanie prokuratury, a był wywlekany we wczesnych godzinach rannych z domu jak pospolity bandyta”.
„Wydawało się, że te metody należą już do przeszłości i mrocznej historii naszego kraju” – czytamy.
Do tragedii pod Szczekocinami koło Zawiercia doszło wieczorem 3 marca br. Wówczas na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w kierunku Krakowa zderzyły się czołowo pociągi TLK "Brzechwa" z Przemyśla do Warszawy oraz Interregio "Jan Matejko" relacji Warszawa - Kraków. Pociąg jadący ze stolicy wjechał na tor, po którym z naprzeciwka jechał pociąg relacji Przemyśl - Warszawa.
Z ustaleń śledczych wynika, że Andrzej N. doprowadził do skierowania jednego z pociągów na niewłaściwy tor, co spowodowało czołowe zderzenie z drugim składem.
W katastrofie zginęło 16 osób, a ponad 50 zostało rannych.
Dyżurnemu ze Starzyn postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi do 8 lat więzienia. Dwa miesiące po tragedii Andrzej N. przebywał w szpitalu pod obserwacją psychiatrów i psychologów. Uznali oni, że w chwili obserwacji był on poczytalny, co oznacza, że może odpowiadać karnie.
Izabela Kozłowska