• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Jesteśmy mistrzami świata!

Niedziela, 21 września 2014 (23:40)

Polscy siatkarze zostali mistrzami świata. W rozegranym w katowickim Spodku finale kapitalnego turnieju pokonali broniącą tytułu Brazylię 3:1, powtarzając sukces legendarnej drużyny prowadzonej przez Huberta Wagnera, która osiągnęła podobny sukces przed 40 laty. Na najlepszego zawodnika imprezy wybrano Mariusza Wlazłego.

Polska z Brazylią spotkały się w finale mistrzostw świata przed ośmiu laty. Wtedy lepsi okazali się Canarinhos, wyraźnie, bezapelacyjnie wygrywając 3:0. Nasi zwieszali głowy tylko przez moment, potem wysoko je podnieśli, bo zdobywając srebrny medal, osiągnęli gigantyczny sukces. Teraz było podobnie, ale nie do końca. Z jednej strony, awansując do finału, już zrobili szalenie dużo, może nawet więcej niż wielu się spodziewało, ale marzyli o złocie i w złoto mierzyli. Nie ukrywali tego, przyznając, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a ich apetyt był ogromny.

Trudno było wskazać faworyta, szanse wydawały się niemal idealnie wyrównane. Brazylia wygrywała trzy ostatnie mundiale, chciała wygrać po raz czwarty z rzędu, co jeszcze nikomu się nie udało. Była w formie, przez cały turniej prezentując się świetnie. Do dziś poniosła tylko jedną porażkę, z Polską w trzeciej rundzie. I ten fakt utwierdzał naszych w przekonaniu, że podopieczni Bernardo Rezende są do pokonania. Poza tym Biało-Czerwoni mieli za sobą publiczność. Niesamowitą. To, co wyczyniali kibice w Spodku, przyprawiało o dreszcze i dodawało skrzydeł.

Pierwszy set nie przebiegł jednak tak, jak wszyscy oczekiwaliśmy. Od początku prowadzili w nim Brazylijczycy. Szybciej opanowali nerwy, złapali swój rytm gry. Udawało im się niemal wszystko, a Polacy rozpędzali się powoli i na tą odsłonę to nie wystarczyło. Obrońcy tytułu wygrali ją bardzo pewnie, zdecydowanie, nie napotykając po drodze dużego oporu. Wielu zastanawiało się, czy to nie była aby zapowiedź powrótki sprzed ośmiu lat. Ale nie, drużyna Stephane'a Antigi ma w sobie to coś, ten niesamowity charakter, który pozwala jej wychodzić z największych opresji. Radzić sobie, gdy jest pod górkę i nie poddawać się presji. Od początku drugiej partii nasi grali swoje. Świetnie, z wielką wiarą w swoje możliwości. Szybko objęli prowadzenie 4:1, a potem uciekli na 17:11.

W tym momencie kibice zgromadzeni w Spodku byli przekonani, że nic złego nie może ich już spotkać. Nagle jednak w sprawnie funkcjonującej maszynie coś się zacięło. Polacy się pogubili, a Brazylijczycy zdobyli sześć punktów z rzędu, doprowadzając do remisu. Sytuacja zrobiła się trudna, bardzo trudna, bo rywale dostali skrzydeł, a nasi znaleźli się w lekkim dołku. Na szczęście w tym trudnym momencie klasę pokazał kapitan. Michał Winiarski przerwał serię rywali, zdobył 18. punkt i nasi znów prowadzili.

Końcówka była nerwowa, dramatyczna, jednak lepiej rozegrali ją Biało-Czerwoni. Od początku trzeciego seta na parkiecie trwała bitwa, ale cały czas na plusie znajdowali się Polacy. Prowadzili jednym, góra dwoma punktami, lecz tego prowadzenia nie dawali sobie wyrwać. Brazylijczycy robili, co mogli, a to przecież fantastyczni siatkarze, ale nasi byli konsekwentni i dbali o to, by minimalnej zaliczki nie wypuścić z rąk. Nie wypuścili jej, seta wygrali, wykonując drugi krok na drodze do tytułu.

Czwarta partia przypominała trzecią. Znów nikomu nie udawało się uzyskać większej przewagi niż dwa punkty, a częściej prowadzili nasi. Po drugiej przerwie technicznej drugi oddech złapali jednak Brazylijczycy, którzy odskoczyli na 20:17. Wydawało się, że mogą doprowadzić do tie-breaka, ale Polacy im na to nie pozwolili. Genialne akcje Mateusza Miki, Mariusza Wlazłego, Piotra Nowakowskiego i Winiarskiego rozbiły kompletnie utytułowanych przeciwników. To Brazylijczycy wyglądali na spanikowanych i przestraszonych, to Brazylijczycy się trzęśli, podczas gry Polacy atakowali pięknie i z pasją. Nasi wygrali seta, wygrali mecz i zostali mistrzami świata. Z nowicjuszem na trenerskiej ławce, który jeszcze kilka miesięcy temu był czynnym zawodnikiem, a przygodę z nowym fachem rozpoczął właśnie od prowadzenia naszej narodowej drużyny na najważniejszym turnieju w historii. To niesamowite, jaki scenariusz napisało życie.

Na najbardziej wartościowego zawodnika turnieju, i to żadnego zaskoczenia nie było, został wybrany Wlazły. Szkoda, że był to ostatni wielki turniej z jego udziałem, poinformował bowiem, że zakończył reprezentacyjną karierę. Najlepiej blokującym siatkarzem został Karol Kłos. Obaj znaleźli się w „drużynie marzeń” mistrzostw, obok dwóch brazylijskich przyjmujących, Lucarelli i Murilo, niemieckiego środkowego Markusa Boehme, libero z Francji Jenii Grebennikova i niemieckiego rozgrywającego Lukasa Kampy.

Polska – Brazylia 3:1 (18:25, 25:22, 25:23, 25:22).

Polska: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Mateusz Mika, Karol Kłos, Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski (libero) oraz Paweł Zagumny, Dawid Konarski, Michał Kubiak.

Brazylia: Bruno Rezende, Sidão, Wallace De Souza, Ricardo Lucarelli, Lukas Saatkamp, Murilo Endres, Mario (libero) oraz Raphael Oliveira, Felipe Fonteles, Leandro Vissotto, Eder Carbonera.

Piotr Skrobisz