Sięgnijcie po złoto!
Niedziela, 21 września 2014 (18:13)Polscy siatkarze zagrają dziś wieczorem w katowickim Spodku o mistrzostwo świata. Ich rywalem będzie Brazylia, z którą przed ośmiu laty przegrali finał mundialu. Teraz marzy im się rewanż i złoto.
W tamtym turnieju występowąło trzech zawodników, których Stephane Antiga powołał na obecny turniej: Mariusz Wlazły, Michał Winiarski i Paweł Zagumny. Każdy z nich był wtedy liderem narodowej drużyny, każdy jest nim teraz. Wlazły pracował nawet na miano najlepszego siatkarza mistrzostw, a być może najlepszego w świecie. Wtedy, przed ośmiu laty, srebro było wielkim sukcesem, ale też pewną niespodzianką. W finale nasi przegrali bezdyskusyjnie, 0:3, ale nikt nie miał o to do nich najmniejszych pretensji, tak wielka była radość ze srebra. Jak będzie teraz, dziś, w Katowicach, w jednym z najważniejszych spotkań nie tylko w historii polskiej siatkówki, ale i naszego sportu w ogóle?
Warto pamiętać, że we wszystkich grach zespołowych Biało-Czerwoni tylko raz byli mistrzami świata – w 1974 roku na szczyt wspięli się siatkarze dowodzeni przez Huberta Wagnera. Trenera legendę, znanego i szanowanego poza granicami naszego kraju. Teraz w jego ślady może podążyć Antiga, a więc absolutny żółtodziób w tym fachu. Człowiek, który kilka miesięcy temu był jeszcze czynnym zawodnikiem, a trenerską pracę rozpoczął nie z kim innym, jak z naszą narodową drużyną. Został rzucony na wodę najgłębszą z możliwych, ale wyzwanie podjął i obiecał medal. Słowa dotrzymał, bo Polacy zdobyli już co najmniej srebrny, a szansę na złoty na pewno mają dużo większą niż przed ośmiu laty. Ba, te szanse są praktycznie idealnie równe, pół na pół. Wyniku nie sposób przewidzieć, pewne jest tylko to, że zadecydują o nim szczegóły oraz to, że pod siatką będzie nerwowo. Szalanie nerwowo.
Obie drużyny na tym turnieju spotkały się już w trzeciej jego fazie. Wtedy Polska wygrała 3:2, a rywale z takim scenariuszem kompletnie nie potrafili sobie poradzić. Trener Bernando Rezende nie przyszedł na zwyczajową konferencję prasową, nie puszczając na nią żadnego ze swoich zawodników. Brazylijczycy w ogóle nie udzielili żadnego wywiadu, a z takim lekceważniem mediów, a co za tym idzie – kibiców, na imprezach najwyższej rangi się nie spotykaliśmy. Ale i w trakcie pojedynku podopieczni Rezende co chwilę prowokowali, obrażali, co dodatkowo podgrzewało atmosferę, bo Polacy jeszcze przed meczem powiedzieli sobie, że nie pozwolą na takie traktowanie. Stąd do spięć dochodziło szalenie często. Dziś pewnie będzie podobnie, ale Biało-Czerwoni są na to gotowi.
– Brazylijczycy się nas boją, dlatego stosują te swoje brudne gierki i sztuczki. Zachowują się jak rozkapryszone gwiazdki, ale my postaramy się utrzeć im nosa. Jednak nie w taki sposób, tylko dobrą grą i zabawą – zapowiedział Fabian Drzyzga, młody rozgrywający naszej narodowej drużyny.
Oba zespoły są już niesamowicie zmęczone trudami mistrzostw. Za nimi po kilkanaście męczących pojedynków, czyli prawdziwy maraton, który wytrzymują tylko najsilniejsi. Kiedy jednak mecz się rozpocznie, o zmęczeniu nie będzie pamiętał nikt. Na tej jeden bój wszyscy wykrzesają z siebie najgłębiej skrywane pokłady sił, byle tylko cel osiągnąć. A tym celem jest złoto, dla jednych i drugich.
– Pokazaliśmy już, że z Brazylią da się wygrać i trzeba włożyć kawał serca i zdrowia, i zwycięstwo wyszarpać. Nie mamy nic do stracenia, to na rywalach ciąży więsza presja, bo mimo wszystko są lekkimi faworytami – podkreślił Karol Kłos. Ale za chwilę dodał: – Przed mistrzostwami srebro wzięlibyśmy w ciemno, lecz ale teraz apetyty wzrosły. Marzy nam się złoto.
Piotr Skrobisz