Zgrane karty Kopacz
Piątek, 19 września 2014 (20:29)Rząd przetrwania, tak można podsumować „oryginalne” rozdanie pani Ewy Kopacz. „Chciałam stworzyć silny rząd”, powiedziała na wstępie swego wystąpienia na Politechnice Warszawskiej, ale postaci za nią stojące sprawiły, że mało kto uwierzył w powodzenie tej misji.
Niewątpliwie pokaz ministrów jest chwytaniem ostatniego oddechu przez Platformę Obywatelską, a ratowanie się przed utonięciem jest coraz bardziej rozpaczliwe.
Tuskowe tony przebijały właściwie przez całą wypowiedź nowej premier, która wyczytywała nieudolnie z kartki kolejne „rewelacje”. Ewa Kopacz nie kryła od początku, o co w tym wszystkim chodziło, nie tyle jej samej, co „kierownikowi” operacji pt. „rząd po liftingu”. Jest aż nadto czytelne, że „trener z Brukseli” chciał stworzyć rząd, który nie będzie bronić Polski i Polaków, ale zapewni jedność Platformie Obywatelskiej i wyrwie ją z wewnętrznego chaosu w jakim się znalazła po jego brukselskiej ucieczce. Sprawa naszej Ojczyzny jest tu kwestią trzeciorzędną.
Pierwszorzędną jest zaś utrzymanie układu PO – PSL u władzy oraz przetrwanie za wszelką cenę najbliższego roku, nawet kosztem porażki w wyborach samorządowych. Sprawą drugorzędną, choć równie ważną jest zjednoczenie skłóconej Platformy Obywatelskiej. I tyle.
Dopiero w tle, i to na dalszym planie znajduje się sprawa Polski. Ewa Kopacz zafundowała właśnie naszemu państwu niepewność, stworzyła także poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, w sytuacji, gdy wróg u bram.
Powiedzmy, że na wystąpienie pełne nerwów i błędów przyszłej premier można przymknąć oko, na brak przygotowania i czytanie z kartki z dykcją ucznia zatrwożonego występem na szkolnym apelu także (chociaż trochę czasu minęło i dobrze by było, aby kandydat na premiera był profesjonalistą pod względem prezencji). Ale to wszystko nic w porównaniu do skandalicznych decyzji personalnych Ewy Kopacz jakie nam wszystkim zafundowała.
Skład Rady Ministrów zasilili ministrowie z poprzedniego rządu Tuska oraz przedstawiciele różnych klik i układzików, co wprawdzie stabilizuje wewnętrzną sytuację w PO, ale dla Polski może mieć katastrofalne skutki. Słaby rząd partyjniacki scala na nowo w jedno PO, ale źle wróży najbliższej przyszłości Polski. Szpaler znanych, skompromitowanych twarzy, zasilanych dodatkowo przez osoby o miernych kompetencjach, żeby wspomnieć tylko Grabarczyka, Szczurka, Kluzik-Rostkowską, Arłukowicza, czy Fuszarę wywoływał konsternację i dysonans poznawczy u obserwatorów tego taniego spektaklu.
Szczególnie żenujące jest tu wszechobecne kolesiostwo. Raczej mało prawdopodobne, aby koleżanki i przyjaciółki pani Kopacz zostały ministrami na podstawie swoich kompetencji. Sylwetka skompromitowanego przyjaciela Donalda Tuska, Sławomira N. także zdążyła się już rzucić cieniem na nowy gabinet, gdy okazało się, że jest on doradcą od marketingu politycznego pani Kopacz (o tym skandalu pisałem na Portalu NaszDziennik.pl TUTAJ).
Nowy rząd Kopacz to także kontynuacja wojny polsko-polskiej, którą będzie podsycał Radosław Sikorski jako marszałek Sejmu, a więc człowiek od dorzynania watahy, człowiek, którego celem jest rozbicie PiS, człowiek, który posługuje się, jak ukazała to afera podsłuchowa, wulgarnym językiem. W celu konsolidacji obozu Radosław Sikorski ma zostać drugą osobą w państwie i sprawować pieczę nad obyczajnością, spokojnym przebiegiem prac w Sejmie RP. Brzmi jak żart.
Jednak dla mnie, szczególnie niepokojące są nominacje w ministerstwie spraw zagranicznych i ministerstwie spraw wewnętrznych. O ile, na nasze nieszczęście poznaliśmy już styl i umiejętności Grzegorza Schetyny, to drugie nieszczęście jawi się w postaci Teresy Piotrowskiej, o której właściwie nikt nic nie wie, oprócz tego, że jest ona przyjaciółką Ewy Kopacz. Resort objęty przez Piotrowską, która jest samorządowcem wymaga bardzo dobrego rozpoznania sytuacji, znajomości rzeczywistości służb mundurowych (i nie tylko), a w jej konkretnym przypadku, Ewa Kopacz chyba zapomniała, że ministerstwu spraw wewnętrznych, w międzyczasie ubyła literka „A”.
Dzięki Kopacz stajemy się królikami doświadczalnymi w eksperymentalnych występach amatorów pokroju Schetyny i Piotrowskiej, przechodzących okres prób i błędów w dwóch kluczowych resortach struktur państwowych, w sytuacji, gdy Państwo Islamskie wypowiedziało krwawą wojnę Zachodowi, a także, gdy za naszą wschodnią granicą Rojanie podpalają Ukrainę.
Powtórzę, ten rząd stwarza realne zagrożenie wewnętrzne i zewnętrzne dla naszej Ojczyzny, jest powołany, aby ratować PO przez najbliższy rok, ale nie Polskę.
Jeszcze raz ekipa PO udowodniła, że ambicje indywidualne w wyścigu o pozycje w partyjniackim procederze zagarniania władzy zastępują polską rację stanu. Stare dwory jak spółdzielnia Grabarczyka przetrwały. Schetynowcy też się mają dobrze, o czym świadczy osoba nowego szefa dyplomacji i jego totumfackiego Halickiego, a oprócz tych zwalczających się środowisk, powstaną przecież za chwilę nowe dwory i nowe strefy wpływów. Czekać tylko kiedy rozpęta się wojna domowa o schedę po Tusku jako przewodniczącym Platformy Obywatelskiej i wówczas wszystko się posypie. W końcu Schetyna nie ukrywa, że chce powalczyć o stanowisko szefa Platformy, a Kopacz i Grabarczyk jako wiceprzewodniczący partii miłości, pomimo gestów złączonych dłoni na wspólnym zdjęciu, chociaż schowali scyzoryki do kieszeni, to jednak ich ostrza ciągle są ostre.
Ożywcze tchnienie życia wraz z nowym rządem okazało się ciężką zawiesiną stagnacji w dusznym pokoiku, a wiadomo, że konsekwencją stagnacji jest zawsze regres.
Dr Tomasz M. Korczyński