• Czwartek, 30 kwietnia 2026

    imieniny: Mariana, Chwalisławy

Rada Ministrów Jedności Partyjnej

Piątek, 19 września 2014 (15:52)

Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki z UKSW, rozmawia Marta Milczarska

Desygnowana na premiera Ewa Kopacz zaprezentowała skład gabinetu. W rządzie będzie pięciu nowych ministrów: Cezary Grabarczyk, Maria Wasiak, Teresa Piotrowska, Andrzej Halicki i oczywiście Grzegorz Schetyna...

– Chyba nikogo skład nowego rządu nie zaskoczył. Od kilku dni byliśmy przygotowywani przez „medialne” doniesienia, kto w jego skład wejdzie. Myślę, że były to „przecieki” kontrolowane przez Donalda Tuska, by przygotować opinię publiczną do zmian. Moim zdaniem, nie jest to rząd jedności narodowej, ale rząd jedności partyjnej. Wejście w skład nowego-starego rządu Grzegorza Schetyny, Andrzeja Halickiego i Cezarego Grabarczyka ma zabezpieczyć przed secesją w ramach Platformy Obywatelskiej. Po przejściu Donalda Tuska do Brukseli stało się jasne, że trzeba będzie zagospodarować politycznie Schetynę, który mógłby być dużym zagrożeniem dla jedności partyjnej, pozostając na rządowym marginesie. Z pewnością nie wchodząc w skład nowego gabinetu, wykorzystałby on swoje umiejętności organizacyjne przed wyborami samorządowymi. Wykonano tutaj jedyny możliwy ruch, czyli zaproponowano mu ważny resort, jakim jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

W obecnej sytuacji międzynarodowej trwający konflikt na Ukrainie, rosyjskie groźby inwazji na Europę to dobry czas, żeby zmienić szefa MSZ?

– Choć nie uważam, żeby minister Radosław Sikorski był dobrym szefem tego resortu, to jeszcze mniej kompetentny na tym stanowisku wydaje się Grzegorz Schetyna. Trudno sobie wyobrazić, żeby człowiek, który nie ma żadnego doświadczenia w dyplomacji, którego jedynym atutem jest kierowanie komisją sejmową do spraw polityki zagranicznej, poradził sobie w prezentowaniu polskiego stanowiska na arenie międzynarodowej. To wszystko pokazuje, że Platforma myśli bardzo krótkodystansowo i biorąc pod uwagę jedynie interes partyjny. Schetyna w polityce międzynarodowej jest „no name”, jest zupełnie nieznany, a jego wybór na to stanowisko to najsłabszy punkt tego rządu. Można także zaryzykować stwierdzenie, że oddanie mu steru MSZ jest chęcią zdyskredytowania go w polityce. Zauważmy, że Schetyna nie ma żadnych relacji w świecie dyplomacji i może to być dla niego zgubne.

Mimo wszystko te zmiany, które nam tak hucznie ogłoszono, nie zapowiadają nic nowego. Exposé Ewy Kopacz będzie tak na prawdę częścią exposé Tuska.

Dużym zaskoczeniem jest pozostawienie na stanowisku ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza.

– Obawiam się, że wynika to jedynie z braku innego kandydata na to stanowisko albo Ewa Kopacz postanowiła nie kompromitować na tym stanowisku kolejnego polityka PO. Służba zdrowia to bardzo trudna sfera działań, która jeszcze nigdy nie przysporzyła żadnemu ministrowi sympatii obywateli. A nawet jeśli znalazłby się jakiś polityk, który wziąłby na siebie ten resort, to i tak rząd Ewy Kopacz nie doprowadziłby do żadnych korzystnych dla polskiego pacjenta zmian, gdyż jest to rząd na przetrwanie do wyborów. Zauważmy, że do nieudolności Arłukowicza już się nieco przyzwyczailiśmy i coraz rzadziej są mu wypunktowywane potknięcia w sferze chociażby refundacji leków dla najciężej chorych pacjentów.

Sikorski został przesunięty z rządu na marszałka Sejmu. Degradacja czy nobilitacja?

– Biorąc pod uwagę doświadczenie ostatnich lat, to z pewnością jest to awans. Zauważmy, że zarówno Bronisław Komorowski, jak i Ewa Kopacz, którzy byli marszałkami Sejmu, zostali najważniejszymi osobami w państwie. Dlatego też może to oznaczać przygotowywanie Sikorskiego do poważniejszych zadań w państwie. Sikorski jest jednym z najbliższych i najbardziej oddanych współpracowników Donalda Tuska. Nie chciałbym jednak, aby stanowisko marszałka Sejmu było „trampoliną” do dalszej kariery dotychczasowego szefa MSZ.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska