• Czwartek, 30 kwietnia 2026

    imieniny: Mariana, Chwalisławy

Wszyscy byliśmy drużyną Stéphane’a Antigi

Piątek, 19 września 2014 (09:29)

Postraszył nas Władimir Władimirowicz, oj, postraszył. Zamarzył sobie, że w dwa dni, jakby tylko zechciał, już by był w Warszawie. Do Kijowa też wpadłby w ciągu dwóch dni, jakby tego chciał, ale nie chce.

Widać, że życzeniowe myślenie rosyjskiego władcy przełożyło się na marzenia rosyjskich siatkarzy. Oni też na swoich Twitterach zapowiadali pogrom na Polakach, prawie tak potężny i skuteczny, jakby sobie tego życzył z kolei faszysta Żyrinowski, ale, jak wiemy od wczoraj, wyszło słabiej, niż sobie to wydumali. Polacy wygrali.

Na buńczucznych zapowiedziach się skończyło. Tak się kończą wielkie plany samozwańczych zwycięzców i panów świata. I w polityce, i w sporcie. Putin też podobnie skończy. Strach, jaki nim kieruje w prowadzeniu wojny w Europie Wschodniej, jest paliwem, które nie wystarczy na długo. Wprawdzie dziś jego naród cieszy się z popłochu, jaki wywołuje na Zachodzie „wielka” Rosja, ale po pierwsze, samozadowolenie z tego, że jest się osiedlowym gangsterem i sieje się postrach wśród zwykłych mieszkańców tego osiedla, nie jest raczej powodem do chluby. Po drugie, ta euforia będzie trwała do pewnego czasu.

Jak tylko kolejni żołnierze rosyjscy zaczną znikać (jak na razie paleni w mobilnych krematoriach przygranicznych i grzebani w pośpiechu, bez honorów, niemal pod płotem), a potem, gdy nie da się już ukryć smutnej prawdy, że giną naprawdę i fala trumien zaleje Rosję, gdy zaczną się braki w dostawach żywności, ceny ruszą drastycznie w górę, wówczas Putin okaże się hochsztaplerem, zdrajcą, rosjanobójcą, i jego i narodu rosyjskiego piękny sen o potędze się skończy.

Już teraz pan z Kremla jest persona non grata na całym świecie, nie licząc oczywiście kilku bandyckich reżimów, gdzie się go wita jak swego kamrata z sojuszniczej szajki. Niestety wraz z nim, nad czym szczerze boleję, napiętnowany został cały naród rosyjski, i to ciężkim stygmatem. Postrzegany jest od czasu aneksji Krymu, wygnania z niego Tatarów, potem zaatakowania militarnie Ukrainy, rzucania gróźb Zachodowi, zestrzelenia samolotu pasażerskiego… jako naród „morderców cywilów”, „imperialistów”, „najeźdźców”, „barbarzyńców XXI wieku” itp.

Dochodzi nawet do tak skandalicznych zachowań, jakie miały miejsce w Sopocie, gdy jeden z właścicieli zakazał wpuszczania do środka swojej restauracji rosyjskich klientów. Oczywiście takie postawy należy piętnować. W cywilizowanym świecie nie powinny mieć miejsca akty dyskryminacji ze względu na etniczność, narodowość, religię, ale atmosfera antyrosyjska w Europie przybiera na sile.

Niezależnie od mojej wielkiej sympatii do narodu rosyjskiego i jego kultury, przypatrując się uprzedzeniom rosyjskim w Europie, w tym w Polsce, trzeba mieć świadomość, że problemem Rosjan jest akceptacja polityki putinowskiej.

Zwykli Rosjanie stoją twardo, na razie, po jego stronie i oczywiste jest, że odium opinii światowej wobec nich, wynikające z niechęci do postradzieckiego rozumienia wszechświata, ze sprzeciwu wobec mordowania Ukraińców (w tym dzieci przez rosyjskich terrorystów) ma swoje określone konsekwencje: mnożenie się antyrosyjskich resentymentów.

Mecz siatkarzy miał rzecz jasna od samego początku podtekst polityczny. Euforia ze zwycięstwa Polaków nad Rosjanami w przełomowym i ważnym meczu także. Zachowanie poprawności politycznej w takiej sytuacji byłoby chyba nawet niemożliwe. Kibice domagali się utarcia nosa aroganckim Rosjanom i się tego doczekali.

Wcześniej kibicowali Brazylijczykom, chociaż, jak wiemy, lepiej by było, gdyby to Rosjanie z nimi wygrali, a my już wcześniej mielibyśmy zapewniony awans do półfinałów. Wyszło wspanialej, niż można było sobie tego zażyczyć. Po dwóch setach byliśmy już pewni gry w półfinałach i znaleźliśmy się w najlepszej czwórce świata. Rosjanie przestali się liczyć i odpadli.

Polacy dali jeszcze pohasać Rosjanom na boisku w trzecim i czwartym secie, odpoczęli, a potem ich dobili. Potrzeba zwycięstwa nad Rosjanami była naprawdę wielka. Nie tylko dla drużyny narodowej, ale dla całej Polski, ponieważ ta sprawa była priorytetem i rozgrywała się ponad podziałami politycznymi i światopoglądowymi.

Na nic groźby Putina najazdem, oblężeniem, atakiem jądrowym na Polskę. Pogróżki cara ucichły, stały się odległym echem i zanikły w czasoprzestrzeni. Polski nie zdobędzie ani nie ujarzmi żaden zacofany i zagubiony w czasie dyktator. Nigdy.

To już wiemy, od dawna.

Dr Tomasz M. Korczyński