• Czwartek, 30 kwietnia 2026

    imieniny: Mariana, Chwalisławy

Spotkanie ze świadkami

Czwartek, 18 września 2014 (19:19)

Muzeum Armii Krajowej w Krakowie gościło dzisiaj uczestników Powstania Warszawskiego, mieszkających obecnie w Krakowie. W spotkaniu ze świadkami wzięła udział młodzież krakowskich szkół.

 

Do Muzeum AK przybyli dziś: Anna Duszkiewicz, Hanna Zawistowska-Nowińska, Maria Bińkowska, Henryk Schiele, Tadeusz Miszczak oraz Franciszek Dębowski. 

Anna Duszkiewicz powiedziała, że Powstanie Warszawskie musiało wybuchnąć, gdyż warszawiacy już byli bardzo zgnębieni, a kiedy nie zgłosili się do kopania dołów do fortyfikacji miasta, wielu groziła kara śmierci. 

Hanna Zawistowska-Nowińska w 1940 roku studiowała medycynę. Kobieta wspominała, że przed wybuchem Powstania ze wschodniego frontu wracali ranni Niemcy, którzy byli umieszczani w szpitalach w Polsce.

– To były bardzo ciężkie przypadki. Dodatkowo Niemcy wyjeżdżali z Warszawy, więc warszawiacy się cieszyli, że będą wolni. Nikt nie mówił, nawet najbliższym, że należy do jakiejś organizacji. Nie powiedział mi nawet brat. Konspiracja była pełna – mówiła i wspominała, że przed wybuchem godziny W jej brat wrócił do domu i poprosił ją, by dała mu medalik, który był w portfelu taty. – Powiedział mi, że już więcej się nie zobaczymy, i tak się stało, bo 18 sierpnia zginął. Bardzo to przeżyliśmy – mówiła wzruszona kobieta.

Pani Hanna wspominała czas prowokacji z czołgiem, kiedy zginęło wielu powstańców. – To był widok, którego nigdy nie zapomnę, ręce, nogi wszystko podrywane. Ulica Długa to był jeden cmentarz. A cały czas trwało niemieckie bombardowanie – opowiadała.

Niezwykle wzruszające wspomnienia przekazał młodym Henryk Schiele. – Kiedy dowiedziałem się, że jest jakiś czołg, mój kolega poszedł i tam zginął. Ja zostałem, bo chciałem czytać książkę Marka Twaina „Przygody Tomka Sawyera”. Ta książka ocaliła mi życie. Potem jednak zostałem ranny, a moi koledzy z konspiracji, „Atos” i „Portos”, zginęli – mówił. 

Maria Bińkowska zauważyła, że Powstanie Warszawskie było krzyżem. Podkreśliła, że przez wiele lat powstańcy nie mogli mówić o Powstaniu, o tym, że w nim uczestniczyli. Dopiero w ostatnich latach mogą głośno mówić o swojej młodości, o tym, co przeżyli w Warszawie. Wielkie wrażenie na uczestnikach spotkania zrobiła jej opowieść o tym, jak uczestniczyła w operacji amputacji nogi jednego z powstańców. – Ta odcięta noga towarzyszy mi przez całe 70 lat – wyznała.

Z kolei Franciszek Dębowski opowiadał, jak wraz z kolegami czekał na rozpoczęcie godziny W. – O godz. 17.00 wyskoczyliśmy, rozbroiliśmy trzy ciężarówki Niemców, którzy właśnie nadjechali. Potem poszliśmy odbić szkołę, ale to się nam nie udało i ta szkoła była w rękach Niemców do końca – mówił.

Tadeusz Miszczak miał 18 lat, kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie. – Moją placówką był budynek PKO. Moim zadaniem było służyć na posterunku obserwacyjnym i składać meldunki do sztabu. Nasz odział był osłonowy, składał się z 25 osób – wspominał. Mówił też młodym, że powstańcy byli niedozbrojeni, a Niemcy uzbrojeni po zęby. – Nie mieliśmy szans na zwycięstwo. Nasze dowództwo spodziewało się, że będzie trwać 2-3 dni. Udało się nam zdobyć wiele obiektów i przetrwać aż 63 dni. A bombardowania miały miejsce codziennie – zaznaczył.

Nauczyciel historii mgr Marek Choiński z Gimnazjum nr 1 w Krakowie, który uczestniczył w spotkaniu z uczniami klas drugich, w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl podkreślił, że samo zetknięcie się z uczestnikami Powstania Warszawskiego jest czymś bardzo ważnym.

– Wystarczy, że te osoby są, a kiedy jeszcze dają świadectwo o tamtych dniach, to jest coś wielkiego, zwłaszcza że tych ludzi jest coraz mniej – podkreślił.

Małgorzata Pabis