Policja, jak zawsze, na miejscu
Czwartek, 18 września 2014 (18:10)Polska to wprawdzie raj na zielonej wyspie, ale i na niej od czasu do czasu pojawiają się niebezpieczne elementy reakcyjne, które należy monitorować i przed nimi się bronić. Rosja wie to najlepiej. Wielokrotnie doznała małostkowej niewdzięczności ze strony brunatnych faszystów, zwanych polskimi patriotami. Zaniepokojona ich brutalną aktywnością poprosiła w ostatnim czasie sojusznicze władze Warszawy o baczniejszą niż zawsze uwagę w czasie święta wyswabadzania Polski przypadającego na dzień 17 września.
Rosjanie bardzo lubią Polaków. Tylko ich pozdrowią po przyjacielsku, nazywając serdecznie „pszokami”, tylko w ich stronę wykonują symboliczne gesty przyjaźni (słynna spiridonówka w postaci salw honorowych z kałasznikowa do polskiej publiczności na meczu Rosja – Niemcy).
Wiedząc z kolei o naszej nieustającej miłości do Rosji, Moskwa postanowiła poprosić samodzielne i niezależne władze PO – PSL o pomoc w zapewnieniu czci i pamięci zagrożonych przez wspomniane czarne siły narodowe pomników zwycięstwa sowieckich gierojów nad faszystowskim okupantem niemieckim, jakże pięknie zdobiące nasze warszawskie ulice (i nie tylko warszawskie). Władze w ratuszu jak to władze PO, zareagowały w mig.
Ponieważ od dawna starają się one prześcigać w okazywaniu szacunku dla zagrożonych i dyskryminowanych Rosjan w naszej Ojczyźnie, postanowiły i tym razem chronić ważnego – z punktu widzenia historii, polityki, sztuki i kultury – dziedzictwa narodowego, czyli pomników sowieckich.
Na zielonej wyspie szczęśliwości Tuska, którą niedawno obwołany prezydent Europy zostawia w dobrobycie, środków w budżecie na takie okazje jest w bród. Na tyle dużo, że wystarczy ich bez mała na ten ważny gest kwitnącej wciąż przyjaźni polsko-rosyjskiej.
Na wyspie szczęśliwości Tuska nie ma w końcu przestępstw, nie ma pilnych wydarzeń, w które dzielni funkcjonariusze musieliby być zaangażowani. Dlatego pilnują spokoju dla sławy sowieckiego żołnierza i niezakłócania ciszy bojownikom o wolność.
Policyjne patrole, jak przystało na pamięć policyjnych mundurów odnajdywanych w lesie katyńskim, stały w pobliżu m.in. pomnika na cmentarzu żołnierzy sowieckich przy ul. Żwirki i Wigury oraz gen. Zygmunta Berlinga, dowódcy 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i 1. Armii WP.
A i Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków pokazał prawdziwy gest i wpisał do rejestru zabytków cmentarz żołnierzy sowieckich w Bolęcinie.
Polskie władze stolicy i Mazowsza, jak przystało na wiernych sojuszników Wschodu i Zachodu, z nabożną determinacją pilnują dóbr kulturowych przed fanatykami narodowymi i tłuszczą pospólstwa patriotycznego. Szczególnie gdy chodzi o pomniki miłości i tolerancji na placu Zbawiciela, czy o znaki świetności naszego PRL-owskiego państwa przed 1989 rokiem, kiedy to zakończyła się epoka wzrostu, wolności i potęgi.
17 września nie został na szczęście zakłócony. Świętowanie tego dnia przez Rosjan, dnia jakże ważnego, bo symbolizującego wyswobodzenie Polski, oznaczającego łaskawe i opiekuńcze przyjęcie jej wschodnich połaci do szczęśliwego grona Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, odbyło się bez incydentów. Premier Władimir Putin zjadł nawet z tej okazji polskie jabłko i w dobrym nastroju przygotowuje sie na siatkarski mecz przyjaźni polsko-rosyjskiej, który zostanie rozegrany dzisiaj wieczorem.
Donald Tusk na wszelki wypadek zakodował transmisję, żeby w przypadku niefortunnego niepowodzenia naszych rosyjskich sojuszników polscy widzowie nie musieli doświadczać smutku i psuć sobie dobrego nastroju.
Dr Tomasz M. Korczyński