Prowokacja czy ostrzeżenie?
Czwartek, 18 września 2014 (16:22)Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Marta Milczarska
Prezydent Rosji Władimir Putin podczas rozmowy z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką powiedział: „Gdybym chciał, rosyjskie oddziały mogłyby w ciągu dwóch dni być nie tylko w Kijowie, ale także w Rydze, Wilnie, Tallinie, Warszawie lub Bukareszcie”. Jak powinniśmy interpretować takie słowa?
– Przede wszystkim są to próby wywarcia nacisku na prezydenta Ukrainy. To nie pierwszy raz, kiedy Putin wypowiada się w takim tonie, kiedy wprost grozi inwazją zbrojną. Trzeba się zastanowić, na ile armia rosyjska jest przygotowana, aby wykonać taką operację. A ona na pewno nie byłaby prosta. Druga kwestia to, czy Rosja podjęłaby się bezpośredniej agresji na państwa NATO. Podkreślam, że w siłach konwencjonalnych Sojusz Północnoatlantycki znacząco przewyższa armię rosyjską. Choć innym pytaniem jest, czy byłaby decyzja NATO o odparciu rosyjskiej inwazji.
Putin miał ostrzegać także prezydenta Ukrainy, żeby nie liczył na pomoc Unii Europejskiej, gdyż dzięki swoim dwustronnym kontaktom jest w stanie doprowadzić do powstania „blokującej mniejszości” w Radzie Europejskiej, która uniemożliwi podjęcie niekorzystnych dla Rosji decyzji...
– Co nie zmienia faktu, że NATO jest zupełnie innym organem. Jak jednak widzimy, chociażby po sprawie umowy stowarzyszeniowej między Ukrainą a Unią Europejską, Rosja potrafi wywrzeć realną presję na politykę europejską. Rosyjskie wpływy doprowadziły do odciągnięcia podpisania tej umowy o niemal rok. Niewątpliwie w UE są państwa, które nie tyle sprzyjają Rosji, ile boją się otwartej konfrontacji. Czym innym jest jednak NATO. Niestety są europejskie państwa członkowskie jak Niemcy, Francja czy Włochy, których postawa nie jest jednoznaczna wobec działań Rosji. Jednakże najważniejszym rozgrywającym w NATO są Stany Zjednoczone, które jeśli tylko będą miały silne przywództwo, to będą w stanie pokierować działaniami sojuszu w taki sposób, żeby zapowiedzi Putina pozostały jedynie przechwałkami.
Jak na takie groźby powinien zareagować Zachód?
– Skoro o treści tej rozmowy poinformował Poroszenko, to chyba należało w tej sprawie raczej rozmawiać z Ukrainą. Co do reakcji na takie groźby, to trzeba przypomnieć, że jednym z najważniejszych elementów polityki Rosji jest kampania propagandowa. Myślę, że jest to jedna z najszerzej zakreślonych kampanii rosyjskich, do których używa się niezwykle wiele sił, m.in. mediów, prorosyjskich komentatorów z Europy Zachodniej. Dlatego też nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy powinno się reagować na tę falę propagandy, czy pozostawić ją bez odpowiedzi. Czy właśnie celem tej propagandy nie jest doprowadzenie do stanowczej reakcji Zachodu?
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska