• Czwartek, 30 kwietnia 2026

    imieniny: Mariana, Chwalisławy

Nowa premier nie zaskoczyła

Środa, 17 września 2014 (21:32)

W ostatniej swojej wypowiedzi na łamach „Gazety Wyborczej” red. Katarzyna Kolenda-Zaleska (pracownica TVN) żali się na niesprawiedliwość „wszystkich”, że są bezwzględni w swojej ocenie dla pani Ewy Kopacz, która nie została jeszcze premierem, nie wydała nawet jednego zarządzenia, a już jest złym premierem.

Jest to tym zabawniejsze, że nie kto inny, ale właśnie pani red. Kolenda-Zaleska i jej zleceniodawcy z Wiertniczej przypuścili frontalny atak na rząd Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zanim ci zaczęli rzeczywiście rządzić.

Jednak nie o kwestie obiektywizmu i sprawiedliwości dziejowej tu chodzi. W końcu po siedmiu latach każdy zdaje sobie sprawę, że ani sprawiedliwości, ani obiektywności od tak zwanych niezależnych mediów prorządowych nie można oczekiwać. Chodzi mi tu raczej o przyjrzenie się procesowi ocieplania wizerunku (trzeba przyznać – strasznego wizerunku) Ewy Kopacz, który ma stopniowo przygotowywać umysły Polaków do pełnej aprobaty, akceptacji i popierania „jej” rządu, a w konsekwencji do ratowania Platformy Obywatelskiej po katastrofie „ucieczki brukselskiej”, wspierać ją w najbliższych wyborach samorządowych i parlamentarnych. W gruncie rzeczy nic nowego, toczy się w końcu ważna gra o władzę, o zachowanie traconej mocy Platformy Obywatelskiej po Tusku, który był jedynym paliwem tej formacji.

Mainstream zrobi teraz wszystko, aby wyprodukować „wybitną premierę”, skuteczną na złe czasy „żonę stanu”, „samodzielną żelazną damę”, „odpowiedzialną wojowniczkę” itp. (żonglerka chwytliwymi sloganami i epitetami będzie nas oświetlać przez najbliższy czas). Tusk zamówił kilka chwytliwych artykułów i nagłówków, resztę dopiszą w międzyczasie jego spin doktorzy.

Ogromny kredyt zaufania, jaki posiada u mediów prorządowych osoba Ewy Kopacz, nie zostanie szybko utracony, bo jest schedą po ukochanym i nieodżałowanym Tusku. Nie zostanie utracony, nawet jeżeli bezpośrednim doradcą Kopacz jest skompromitowany Sławomir N. i skompromitowany Jacek Protasiewicz. Dwór przetrwał. Najbliższe otoczenie Donalda Tuska (Sławomir N. czy Protasiewicz są przyjaciółmi byłego premiera i doradcami) ma się wciąż dobrze.

Ostatni news o starych-nowych doradcach Kopacz jest tylko kolejnym potwierdzeniem tego, co każdy obserwator życia politycznego w naszym kraju wie. Arogancja władzy trwa w najlepsze. Ewa Kopacz jest uległym dyspozytorem woli starszych w PO, jest zależnym urzędnikiem, tanią populistką, w pełni niesamodzielną i w pełni zależną, gotową w każdej chwili do ślepego wykonywania odgórnych rozkazów służbistką, wykonawczynią, wreszcie podobną w modelu do Gronkiewicz-Waltz i innych marionetek Tuska (bo w tym układzie każdy ma swoją marionetkę, Bruksela i Berlin Tuska, a Tusk Kopacz). Krótko mówiąc, nowa premier jest do dyspozycji Tuska i jego zaplecza pozostawionego w Polsce.

Wracając zatem do pretensji pani red. Kolendy-Zaleskiej, utyskiwanie na krytyków Ewy Kopacz za to, że jeszcze nie została premierem, nie podjęła żadnej decyzji i już jest atakowana, nie jest zasadne. Główne dyspozycje dla Kopacz zostały już wydane, inne będą przychodzić z centrali, ona ma tylko dryfować, jakoś przerwać, „nic-nie-robić”, nie psuć opinii PO, nie psuć swojego i tak popsutego wizerunku i nie zaniedbywać „swoich”, aby się dalej żyło lepiej wszystkim… swoim.

Dr Tomasz M. Korczyński