• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Modlitwa drogą do pokoju

Środa, 17 września 2014 (18:03)

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie rozmawia Magdalena Pachorek

 

Ukraina, Afganistan czy Syria to tylko przykładowe miejsca, gdzie obecnie toczą się konflikty zbrojne. Media codziennie informują nas o kolejnych ofiarach wojen, czy nie stajemy się obojętni na te bolesne fakty?

– Musimy sobie uświadomić, że niezależnie od tego, jak daleko od naszych granic mają miejsce wojny, to dotyczą one ludzi – naszych braci i sióstr, a wśród nich także i chrześcijan. Już samo to sprawia, że odległość geograficzna i topograficzna ustępuje miejsca poczuciu bliskości duchowej oraz solidarności chrześcijańskiej. To jest właśnie podstawowy klucz, według którego należy patrzeć na wszystkie konflikty.

Nie możemy poprzestać na przyjęciu do wiadomości faktu naruszenia pokoju kilka tysięcy kilometrów od naszych granic, jak ma to miejsce na Środkowym Wschodzie, czy tysiąc kilometrów od nas, jak chociażby na wschodniej Ukrainie. Musimy czuwać, by nieustannie docierające do nas wiadomości o konfliktach na świecie nie uczyniły nas niewrażliwymi na ból, cierpienia i krzywdę ludzką.

Musimy pamiętać także o tym, że pierwszą ofiarą wojen jest zawsze prawda. Prowadzeniu konfliktów zbrojnych towarzyszy ogromna propaganda i fałszowanie rzeczywistości. Kłamstwo i fałsz są nie mniej skutecznymi narzędziami wojennymi niż broń czy przemoc fizyczna.

Co niesie z sobą wybuch konfliktu zbrojnego?

– Wojna oprócz tego, że zostawia ofiary i zniszczenia, wyciska niezatarte piętno na świadomości, historii, kulturze oraz duchowości. Te skutki są odczuwane jeszcze przez wiele lat po jej zakończeniu. Przeogromne zło wojny dotyka głównie osoby, które tracą przez nią życie czy najbliższych, są zmuszane do walki czy opuszczenia swojego domu. Również sam lęk przed wybuchem konfliktu zbrojnego i związaną z tym utratą poczucia bezpieczeństwa jest niezwykle bolesny.

Przy każdym konflikcie musimy zadawać sobie pytanie o jego przyczyny i uwarunkowania. Niestety pewnym środowiskom zależy na wywoływaniu działań zbrojnych i prowadzeniu wojen, ponieważ dzięki temu mogą zarabiać duże pieniądze. Chodzi mi tutaj o przemysł zbrojeniowy nakręcający spiralę zbrojeń i walk. Również nad tą kwestią nie możemy przechodzić do porządku dziennego, powinniśmy demaskować takie kręgi i sprzeciwiać się prowadzeniu tego typu interesów.

W rozstrzyganiu konfliktów ogromna odpowiedzialność spoczywa na elitach intelektualnych i duchowych, które nie powinny stać się narzędziami fałszywej propagandy. Ich zadaniem jest ukazywanie dramatu wojny, dociekanie kto stoi za jej wywołaniem i pomoc w rozwiązaniu, aby jak najmniej niewinnych osób ucierpiało.

Krajowy moderator Żywego Różańca zaapelował o modlitwę o dar pokoju dla świata. Jakimi narzędziami możemy wprowadzać pokój?

– Jednym z nich jest zasada: chcesz pokoju, gotuj się do wojny, zgodnie z którą nakręcany jest wyścig zbrojeń. Drugim nurtem są wysiłki dyplomacji w kierunku budowania i utrzymywania pokoju. Takie mamy owoce ich pracy, jaką mamy dyplomację. Jeżeli kieruje się ona zasadami moralnymi i etycznymi, to w jej działaniach będzie się to odzwierciedlać. Jeżeli jednak jest skażona polityczną propagandą i stoi na usługach np. koncernów zbrojeniowych, to oczywiście i pożytki z niej płynące będą znikome, a nawet mogą być zasłoną dymną dla działań wojennych.

Pozostaje jeszcze trzecia droga, która na pierwszy rzut oka wydaje się mało skuteczna, gdyż angażuje zwyczajnych ludzi. A mianowicie jest to droga modlitwy o pokój. Losy ludzkości są w gruncie rzeczy w ręku Boga i to do Niego powinniśmy się uciekać w potrzebie. Wytrwałą modlitwą możemy zyskać przychylność Pana do naszych próśb i wyjednać przemianę serca dla osób odpowiedzialnych za wywoływanie czy prowadzenie wojen.

Wartość modlitwy jest przeogromna, bo nawet jeśli nie przynosi ona doraźnych rezultatów, to daje nadzieję i pokrzepienie. Kiedy z woli złych ludzi dojdzie już do katastrofy, to nie będziemy mogli sobie zarzucić, że nie robiliśmy nic, aby tego uniknąć. Nie zniechęcajmy się więc w naszych modlitewnych wysiłkach, bowiem czasami siły zła są tak przemożne, że dobro musi przeczekać, aby później znów zatriumfować.

 

Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Pachorek