• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Wielki triumf siatkarzy

Wtorek, 16 września 2014 (23:26)

Polscy siatkarze po niesamowitym, niezwykle dramatycznym i pełnym zwrotów akcji meczu pokonali Brazylię 3:2 na rozpoczęcie trzeciej rundy mistrzostw świata. Jeśli jutro Canarinhos nie sprostają Rosji, nasi awansują do półfinału niezależnie od wyniku czwartkowego spotkania ze Sborną.

Zanim mecz się rozpoczął, wszyscy odetchnęliśmy z głęboką ulgą. Michał Winiarski, kontuzjowany w meczu z Iranem, pojawił się na rozgrzewce, co oznaczało, że jest zdrowy i gotowy do gry. W innym wypadku Stephane Antiga by nie zaryzykował i nie posłał do boju kapitana prowadzonej przez siebie drużyny. Początek spotkania należał jednak zdecydowanie do Brazylijczyków. Ci szybciej opanowali nerwy i poukładali swoją grę. Kiedy w trzech akcjach z rzędu pomylił się Winiarski, a na tablicy wyników pojawiło się 3:7, było nieciekawie. Antiga poprosił o czas, ale niewiele to pomogło. Nadal dominowali rywale, którzy odskoczyli na 6:10, potem 9:14. Od stanu 10:15 wszystko się jednak zmieniło. Nagle Polacy złapali wiatr w żagle i zaczęli grać tak, że Brazylijczycy nie za bardzo wiedzieli, co się dzieje. W efekcie nasi zdobyli pięć punktów z rzędu i wyrównali.

Kolejny kluczowy moment miał miejsce przy wyniku 17:18. Biało-Czerwoni ponownie zdobyli cztery kolejne punkty i zdobytej w ten sposób przewagi już nie zmarnowali. Seta wygrali w pięknym stylu, po końcówce, która mogła i musiała podobać się każdemu. Poza oczywiście sympatykami Canarinhos, którzy w pewnym momencie nie wyobrażali sobie innego scenariusza niż wygrana swych ulubienców, a musieli pogodzić się z porażką.

Druga partia, niestety, rozpoczęła się identycznie jak pierwsza, czyli od przewagi gości. Nasi mieli problemy, atakowali poza boisko, kiepsko zagrywali, w efekcie znów musieli gonić. Przed przerwą techniczną przegrywali 5:8, ale po chwili prawie rywali doścignęli. Było 8:9, lecz kolejne trzy punkty zdobyli podopieczni Bernardo Rezende. Potem następne i odskoczyli na 11:16. Przy wyniku 14:18 nawet optymiści zwątpili, czy uda się jeszcze odwrócić losy seta, jednak Polacy zaatakowali. Zdobyli dwa punkty, a potem w arcykontrowersyjnych okolicznościach sędzia z Iranu odebrał im kolejny. Nasi jednak się nie załamali i po asie serwowisowym Mariusza Wlazłego wyrównali na 21:21! Wszystko wydawało się zatem jeszcze możliwe, lecz końcówkę Polacy rozegrali źle, w przeciwieństwie do rywali, którzy na pomyłki już sobie nie pozwolili.

Trzeci set był katastrofą. Biało-Czerwonym od początku nie wychodziło w nim nic, a Brazylijczycy robili, co chcieli. W zasadzie 14 zdobytych w nim przez naszych punktów mówiło wszystko. Po takiej klęsce wydawało się, że Polacy mogą się już nie podnieść, ale pokazali charakter. Od pierwszej piłki czwartej odsłony walczyli i nie odpuszczali ani na moment. Co prawda do stanu 6:9 dominowali przeciwnicy, jednak po kilku minutach było już 13:12 i nasi siatkarze, niesieni fantastycznym dopingiem kibiców, nie zwalniali. Grali świetnie, a Mariusz Wlazły co chwilę wbijał po drugiej stronie siatki potężne gwoździe, obracając w proch brazylijską obronę. Od stanu 16:15 zrobiło się 21:16 i było jasne, że uskrzydlonych orłów nic nie zatrzyma. Nie zatrzymało, wielką Brazylię rozbili.

O wyniku musiał zatem rozstrzygnąć tie-break. Pierwszy punkt zdobyli w nim rywale, ale potem nasi rozpoczęli koncert najwyższych lotów. Po serii kapitalnych akcji Mateusza Miki objęli prowadzenie 4:1, po bloku Karola Kłosa i kolejnym ataku Miki było 7:2. Rezende poprosił o czas i przerwa poskuktowała, bo jego podopieczni zdobyli trzy kolejne punkty. Przy wyniku 8:5 rozpoczęła się wojna nerwów. Brazylijczycy skończyli dwie kolejne akcje, z czym nie mógł pogodzić się Michał Kubiak. A że stracił panowanie nad sobą, sędziowie ukarali go czerwoną kartkę, przyznając jednocześnie rywalom kolejny punkt. Na tablicy wyników pojawił się zatem remis. Nerwowo było już do samego końca. Przy wyniku 11:10 nasi nie skończyli akcji, za moment przegrywali 11:12. Po dwóch kapitalnych akcjach Miki znów prowadzili, potem mieli piłkę meczową przy stanie 14:13. Dwie kolejne akcje skutecznie wykończyli jednak Brazylijczycy i to oni zagrywali, by wygrać mecz. Odpowiedział fantastycznie Wlazły i znów nasi prowadzili 16:15! Tym razem nie zmarnowali okazji, postawili kropkę nad i, zwyciężyli i wykonali ogromny krok w stronę półfinału, a co za tym idzie – wymarzonego medalu.

Jeśli jutro Brazylijczycy nie wygrają z Rosją, nasi, niezależnie od wyniku czwartkowego meczu ze Sborną, zapewnią sobie awans do najlepszej czwórki turnieju. Zasłużyli na to. Pokazali dziś niesamowity charakter, podnieśli się z kolan, choć wydawało się, że są znokautowani. Za walkę, niesamowitą walkę można, ba, trzeba ścignąć przed nimi czapki. Brawo panowie, oby tak dalej!

Wielki krok w stronę medalu wykonała dziś także Francja. Trójkolorowi w meczu grupy G pokonali w Katowicach Niemcy 3:0 (25:15, 26:24, 25:22) i jedną nogą są już w czołowej czwórce mistrzostw. – To było perfekcyjne spotkanie w naszym wykonaniu – podsumował trener Laurent Tillie. Dziś Niemcy w pojedynku ostatniej szansy zmierzą się z Iranem i nie mają wyjścia – muszą zwyciężyć, choć i taki wynik niczego im jeszcze nie zagwarantuje. 

Polska – Brazylia 3:2 (25:22, 22:25, 14:25, 25:18, 17:15).

Polska: Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Piotr Nowakowski, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Karol Kłos, Paweł Zatorski (libero) oraz Dawid Konarski, Paweł Zagumny, Mateusz Mika, Rafał Buszek, Marcin Możdżonek.

Brazylia: Bruno, Lucarelli, Lucas, Visotto, Fonteles, Sidao, Mario (libero) oraz Felipe Silva (libero), Raphael. Trener: Bernardo Rezende.

Piotr Skrobisz