Gdy nienormalność staje się normalnością...
Wtorek, 16 września 2014 (09:51)W komentarzu dla „Gazety Wyborczej” Andrzej Halicki zdemaskował założenia programowe Platformy Obywatelskiej i przy okazji swoją krótką wypowiedzią dowiódł, dlaczego katolik nie powinien głosować na jego twór polityczny. Poseł PO stwierdził bowiem lakonicznie, czego się „poważnie boi”.
„Poważnie boję się katolickich grup, które zachowują się fanatycznie. Ich prób narzucania ideologii, ingerencji w mechanizm działania państwa”.
Oprócz szerzenia chrystianofobii Halicki obnażył dodatkowo charakterystyczny sposób myślenia ludzi Platformy Obywatelskiej. Katolicyzm traktowany jest przez tę formację polityczną jako zagrożenie i niebezpieczeństwo. Ponieważ jednak Polska jest katolicka, co wyznaczane jest przez jej historię, tradycję, wiarę naszych ojców, wreszcie przez zwykłe statystki religijności, PO, chcąc nie chcąc, musi katolicyzm traktować jako „zło konieczne”, ale które należy koniecznie przenieść do swoistego skansenu.
Jeżeli katolicyzm będzie zamknięty i odseparowany od przestrzeni publicznej, wówczas panowie typu Halickiego zezwolą mu łaskawie na istnienie, byleby tylko katolicy nie bronili rodziny, dzieci, małżeństw, zdrowia i życia dzieci nienarodzonych. Jeżeli bowiem zaczną to robić, są niebezpiecznymi fanatykami, którzy narzucają swoją ideologię i ingerują w mechanizm działania państwa. Gdy tylko do głosu zaczną dochodzić aktywni katolicy, żyjący na serio i na co dzień wartościami chrześcijańskimi, wówczas stają się natychmiast, jak uczyniono to z przypadkiem prof. Bogdana Chazana, wrogami publicznymi. I na odwrót, działalność i aktywność środowisk LGBT będzie oczywiście definiowana jako normalność, zwyczajność, a dodatkowo zostanie dofinansowana i będzie głośno promowana.
Panu Halickiemu pomyliła się obrona mechanizmu państwa z obroną mechanizmu działania własnej partii. To PO jest dzisiaj zagrożeniem dla normalności i demokracji, a nie Kościół czy katolicy.
Aktywność katolików przeraża libertynów, bo ciemność i zło zawsze boją się światła, dlatego wyznaczeni do specjalnych poruczeń ludzie Platformy Obywatelskiej będą szerzyć swoją propagandę, będą robić znak równości między fanatyzmem religijnym a aktywnością samoświadomych katolików. Kto się przestraszy takich redukcji? Na pewno nie samoświadomi katolicy.
Sposób prowadzenia polityki i logika funkcjonowania Platformy Obywatelskiej sprawiają, że w PO mogą się odnaleźć karierowicze różnej maści, także ci o ambicjach parakatolickich, eksponowanych dla potrzeb kampanii wyborczych, tolerowanych i hodowanych do pełnienia funkcji tzw. listka figowego.
Dlatego mieniąca się katoliczką prezydent Warszawy stawia logo sodomii na placu Zbawiciela, konstrukcję, która przecież nieprzypadkowo odzwierciedla znak LGBT. Jest to logo o dokładnie tych samych barwach i tej samej kolejności ich występowania, jakie „zdobią” flagę LGBT.
Dlatego prezydent Warszawy usuwa ze stanowiska dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny, znajdując pierwszy lepszy pretekst do jego zwolnienia, co w konsekwencji doprowadza do śmierci nienarodzonego dziecka.
Dlatego prowokacyjnie zezwala na przemarsz gejów w stolicy, nie bacząc na to, że rodziny z małymi dziećmi, które wyszły na niedzielny spacer, muszą się zderzyć i konfrontować z ekstremą wulgarności i zwyrodnienia.
Dlatego ekipa byłego, na szczęście, premiera „nie kłania się księżom”, a w konsekwencji nie tylko karmi się i żywi nagonką na Kościół, ale sama szczuje, pomaga w deprawowaniu i dewastacji wartości chrześcijańskich, prowadząc zmasowany atak, który ma na celu wymazanie z przestrzeni publicznej katolicyzmu, łaskawie zostawiając katolikom coniedzielne Msze św., bo tego nie da się jeszcze, póki co, zakwestionować i wyeliminować. Jeszcze…
Dr Tomasz M. Korczyński