• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Nieopłacalne odszkodowania

Poniedziałek, 15 września 2014 (21:11)

Stawki rekompensat dla rolników, którzy ponieśli straty z powodu rosyjskiego embarga, są nieopłacalne i korzystniejsza od nich może okazać się sprzedaż owoców i warzyw na krajowym lub zagranicznym rynku. Dlatego wielu rolników może podjąć decyzję o rezygnacji ze starań o wypłatę rekompensat.

System odszkodowań przygotowany przez Komisję Europejską jest bardzo skomplikowany. Inne stawki dotyczą żywności oddanej za darmo przez rolnika na rzecz organizacji charytatywnych, a inne, gdy producent zrezygnuje ze zbiorów i zostawi swoje plony na polu, aby uległy zniszczeniu. Inna jest też stawka dla grup producenckich, a inna dla rolników indywidualnych (a tych drugich jest wśród dostawców owoców i warzyw więcej).

Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz wyjaśnia, że przykładowo, jeśli pojedynczy rolnik oddaje żywność na cele charytatywne, to za kilogram jabłek dostanie 70 groszy rekompensaty, papryki – 1,82 zł, ogórków – 98 groszy, a kalafiorów – 64 grosze. Jeśli natomiast decydowałby się na zniszczenie zbiorów, wtedy za jabłka Bruksela zapłaci 24 grosze, za paprykę – 55 groszy, ogórki – 30 groszy, a kalafiory – 19 groszy. Tymczasem żadna z tych stawek nie pokrywa nawet produkcji i w tej sytuacji właściciele gospodarstw sadowniczych i ogrodniczych zastanawiają się, czy w ogóle warto starać się o unijne wsparcie.

– Wielu rolników kalkuluje, czy zamiast ubiegać się o rekompensaty za straty poniesione w wyniku rosyjskiego embarga nie zdecydować się na sprzedaż owoców czy warzyw na rynku – powiedział Wiktor Szmulewicz.

Tymczasem nasi producenci złożyli w Agencji Rynku Rolnego około 9 tys. wniosków o wsparcie finansowe z unijnego budżetu. Minister rolnictwa Marek Sawicki informował, że kwota rekompensat zapisana w tych wnioskach to prawie 180 mln euro, podczas gdy KE przeznaczyła na ten cel dla całej UE ledwie 125 mln euro. Nie pomogły kilkukrotne interwencje ministra Sawickiego u unijnego komisarza rolnictwa Daciana Ciolosa. Sawicki od początku mówił, że 125 mln euro to zdecydowanie za mało i niejako w akcie desperacji wysłał też list w tej sprawie do nowego szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, bo najwyraźniej komisarz Ciolos już w tej sprawie nic nie zrobi, bo szykuje się do opuszczenia stanowiska.

Prezes KRIR uważa, że polscy rolnicy złożyli dużo wniosków, bo liczyli, że warunki wypłacania pomocy będą korzystniejsze. Ponieważ mają prawo czuć się zawiedzeni, mogą teraz rezygnować z unijnych pieniędzy.

Okazuje się, że choć ceny na wiele gatunków warzyw i owoców mocno spadły z powodu rosyjskiego embarga, to jednak są wyższe niż stawki rekompensat. Na przykład, według ostatnich notowań na giełdzie rolnej „Elizówka” w Lublinie kalafiory kosztowały średnio 2,50 zł (za sztukę), ogórki – 2,25 zł za 1 kg, papryka czerwona – ponad 3 zł, a jabłka (w zależności od odmiany) – od 1,17 do prawie 1,90 zł za 1 kg. Na giełdzie rolnej w Poznaniu jabłka kosztowały od około 70 gr do ponad 1,50 zł. Za kalafior rolnicy otrzymywali od 2,50 do 4 zł, za ogórki – około 1 zł, a za paprykę – od około 3 do ponad 4 zł.

– Niektórzy rolnicy mogą też spróbować przynajmniej część zbiorów sprzedać bezpośrednio na targowiskach, gdzie ceny są jeszcze wyższe – mówi Karolina Ludwińska, która prowadzi firmę handlową zajmującą się skupem warzyw od producentów.

– Oczywiście jednorazowo na targu nie da się sprzedać dużych ilości warzyw i owoców, a duzi producenci są zainteresowani sprzedażą hurtowych ilości, dlatego wybierają giełdy rolne lub innych pośredników. Ale i tak ceny giełdowe są przecież dużo wyższe niż unijne rekompensaty – dodaje. Zapewne niedługo okaże się, ilu rolników ostatecznie wystąpi o odszkodowania i tym samym ile żywności trafi na cele charytatywne.

Izby rolnicze mają jeszcze inny pomysł na walkę ze skutkami rosyjskiego embarga. Prezes Szmulewicz zaapelował bowiem o kupowanie w sklepach polskiej żywności, co może poprawić sytuację przedsiębiorstw spożywczych, a także rolników. Duże sieci handlowe naciskają bowiem na przetwórnie, aby obniżały ceny zbytu swoich towarów, a zakłady obniżają z tego powodu ceny skupu. Gdyby więc Polacy zaczęli kupować więcej żywności krajowej produkcji, poprawiłyby rentowność branży rolno-spożywczej. – Całe społeczeństwo musi się zmobilizować, żeby pomóc grupie, która najbardziej na tym cierpi: rolnikom i przetwórcom rolno-spożywczym – powiedział prezes Wiktor Szmulewicz.

Krzysztof Losz