• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Francja pokonana, gramy dalej!

Niedziela, 14 września 2014 (23:08)

Polscy siatkarze pokonali Francję 3:2 (25:18, 21:25, 25:23, 22:25, 15:12) i z drugiego miejsca w tabeli grupy E awansowali do drugiej rundy mistrzostw świata. Oprócz nich w grze o medale pozostali Trojkolorowi i Iran oraz z grupy F Brazylia, Rosja i Niemcy. 

Przed dzisiejszą serią spotkań, kończącą drugą rundę mistrzostw, Polacy nie byli jeszcze pewni swego. Równie dobrze mogli wygrać grupę, ale równie dobrze mogli spaść w jej tabeli na czwarte miejsce, a to równałoby się z pożegnaniem z marzeniami o awansie do trzeciej fazy i medalu. Wszystko jednak tak się szczęśliwie dla Biało-Czerwonych poukładało, że jeszcze przed wyjściem na parkiet poczuli ulgę. Awansowali dalej! Oto bowiem Amerykanie, którzy teoretycznie mogli jeszcze naszych prześcignąć, sensacyjnie przegrali z grającą już tylko o honor Argentyną 2:3 (25:19, 26:28, 20:25, 25:23, 11:15).

Tego nikt się nie spodziewał, bo w ostatnich meczach spisywali się znakomicie, m.in. wygrywając z Polską, ale nie poradzili sobie z presją. Oznaczało to, że z grupy E do kolejnej fazy zmagań przejdą Biało-Czerwoni, Francja oraz Iran, który wcześniej pokonał Serbię 3:1 (27:25, 22:25, 25:22, 25:18).

W takiej sytuacji potyczka naszych z Trójkolorowymi toczyła się o pierwsze miejsce w grupie i co za tym idzie - pewne uniknięcie w kolejnej rundzie Brazylii. Polacy zaczęli ją porywająco. W pierwszym secie wyrównana walka trwała do przerwy technicznej, kiedy to nasi prowadzili minimalnie, 8:7. Potem nastąpił odjazd Biało-Czerwonych. Po świetnych akcjach Michała Kubiaka, Karola Kłosa i Mariusza Wlazłego odskoczyli na 16:12. Potem było 19:14 i 20:15 i stało się jasne, że Polaków w tym secie krzywda nie spotka. I nie spotkała, wygrali go do 18, będąc zespołem wyraźnie lepszym. Wynik i styl optymistycznie rokowały przed dalszą częścią meczu, ale potem nie było już tak miło, łatwo i przyjemnie.

Francuzi ostro wzięli się do pracy, a naszym zaczęły przytrafiać się błędy. Jeszcze początek był dobry (5:3), jednak Trójkolorowi zdobyli trzy punkty z rzedu, objęli prowadzenie i go już nie oddali. Od przerwy technicznej tylko powiększali przewagę. 6:9, 8:13, 11:16 – było źle. Wtedy jednak Polacy się poderwali. Kilka razy świetnie zaatakował Dawid Konarski, a po sprytnej kiwce Pawła Zagumnego zrobiło się 18:19. Wydawało się, że wszystko jeszcze może się zdarzyć, niestety w koncówce nasi się pogubili, a rywale skrzętnie to wykorzystali. W tym momencie Polacy stanęli pod ścianą, bo chcąc wygrać grupę, nie mogli już przegrać seta.

Nic dziwnego, że na parkiecie od początku trwała niesamowita walka, a prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Było 3:1 dla Francji i 5:4 dla Polski. 8:6 dla naszych i 14:11 dla rywali. 18:15 dla Trójkolorowych i 18:18. Od stanu 18:19 cztery kolejne punkty zdobyli jednak Biało-Czerwoni i przewagę utrzymali do końca. Seta wygrali, czyli wykonali krok w stronę celu. Czwartą partię zaczęli jednak fatalnie. Nic im się nie kleiło, popełniali proste błędy, co Francuzi bezlitośnie wykorzystali. Prowadzili 6:1, 11:3, 19:12. W końcówce nasi zbliżyli się co prawda na dystans trzech punktów (23:21), lecz kropkę nad i postawili rywale. W tym momencie było jasne, że to Trójkolorowi okażą się najlepsi w grupie E.

Tie-break miał zatem znaczenie bardziej prestiżowe, ale nikt nie chciał go przegrać. Na parkiecie trwała zażarta walka, tym razem od początku do końca szalenie wyrównana. Gdy Francuzi objęli prowadzenie 10:8, sytuacja naszych stała się trudna, ale pokazali klasę. Od stanu 12:12 punktowali już tylko Biało-Czerwoni, najpierw atakiem Mateusz Mika, a potem dwoma perfekcyjnymi blokami Marcin Możdżonek. Polska wygrała, jednak Francji w tabeli grupy nie wyprzedziła. Najważniejsze jednak, że po raz kolejny pokazała się z bardzo dobrej strony i będzie walczyła o medale.

Piotr Skrobisz