Wygrali, ale jeszcze bez awansu
Sobota, 13 września 2014 (23:39)Polscy siatkarze już widzieli się oczyma wyobraźni w trzeciej rundzie mistrzostw świata i mieli do tego prawo, bo wygrali w Łodzi z Iranem dwa pierwsze sety, a w trzecim prowadzili 24:22. Szansy nie wykorzystali, kolejne dwa sety padły łupem rywali, którzy z kolei wygrywali niemal przez cały tie-break. Biało-Czerwoni w porywającej końcówce okazali się jednak lepsi, zwyciężyli 3:2 (25:17, 25:16, 24:26, 19:25, 16:14), ale to jeszcze nie dało im awansu.
Wychodząc na boisko, Polacy wiedzieli, że zwyciężając 3:0 lub 3:1 zapewnią sobie awans do kolejnej rundy mistrzostw. Wiedzieli też, że przyjdzie im stoczyć prawdziwą bitwę. Iran do tej pory zbierał bowiem same znakomite recenzje, grając siatkówkę nowoczesną i zwycięską. Biało-Czerwoni natomiast w drugiej rundzie turnieju spisywali się w kratkę, przegrywając z USA i pokonując, acz po przeciętnym spotkaniu, Włochów.
Nie brakowało zatem obaw, a nawet optymiści wypowiadali się w sposób stonowany, podkreślając klasę przeciwnika. Początek meczu potwierdził przypuszczenia tych, którzy spodziewali się niezwykle wyrównanego widowiska. Na pierwszą przerwę techniczną oba zespoły zeszły przy prowadzeniu 8:7 gości. Ale po wznowieniu gry rozpoczął się koncert Biało-Czerwonych. Karol Kłos, Mariusz Wlazły i Michał Winiarski skutecznie zaatakowali trzy razy z rzędu i nasi wygrywali 10:8. Rywale zmniejszyli stratę, jednak po fantastycznych akcjach Michała Kubiaka, asie serwisowym Winiarskiego Polacy odskoczyli na 14:9.
Na przerwę techniczną udali się, prowadząc 16:10, a po niej nie zwolnili. Przy wyniku 22:14 stało się jasne, że seta zwyciężą wysoko i przekonująco. Tak się oczywiście stało, a wynik 25:17 oddawał to, co działo się na boisku. I bądźmy szczerzy: niewielu spodziewało się takiej dominacji, jednak Polacy grali rewelacyjnie. W drugiej parii Irańczycy prowadzili raz, na samym wstępie 2:1, gdy udało się im zablokować Winiarskiego. Kolejne trzy punkty zdobyli już Polacy i do końca seta nie dali rywalom nawet cienia złudzeń, że mogą coś osięgnąć. Porywająco dysponowani Biało-Czerwoni tylko powiększali swoją przewagę. 4:2, 8:4, 14:8 i 16:9 – wtedy było pewne, że krzywda ich nie spotka.
W całej partii oddali Irańczykom ledwie 16 punktów, a to była już deklasacja. W tym momencie jedynym możliwym wynikiem zdawało się pewne i wysokie zwycięstwo reprezentacji Polski. Nikt nie zakładał czarnego scenariusza, ba, nikt nie sądził, że nasi przegrają choćby seta. Szczególnie że trzeciego też zaczęli dobrze. Wygrywali 4:2, 8:5, 11:6, 13:7. Iran praktycznie nie istniał. Ale wtedy obraz gry zaczął się zmieniać. Przeciwnicy zdobyli cztery punkty z rzędu i uwierzyli, że jeszcze nie wszystko stracone. Polacy co prawda na przerwę techniczną zeszli, prowadząc dość pewnie, bo 16:13, jednak po niej pozwolili się dogonić. Rywale wyrównali na 17:17, a potem nawet objęłi prowadzenie 20:19. Wtedy rozegrał się dramat Winiarskiego. Kapitan Biało-Czerwonych padł na boisko i nie był w stanie sam go opuścić.
Koledzy musieli sobie radzić bez niego, ale wydawało się, że sobie poradzą. Po kilku świetnych akcjach doprowadzili do wyniku 24:22, czyli mieli dwie piłki meczowe. Niestety, nie wykorzystali ich, do końca partii nie zdobyli już punktu, a to oznaczało, że Iran wrócił do gry. A naszym niestety ta gra szalenie się skomplikowała. Brak Winiarskiego był aż nadto widoczny, a poza tym zachwiała się chyba psychika zawodników. Już czuli się przecież zwycięzcami, już widzieli się w kolejnej rundzie, a tu wszystko jeszcze mogło się zdarzyć. Od początku czwartego seta dominowali Irańczycy. Wygrywali 8:5, potem 14:11, a nikłe nadzieje wstąpiły w serca kibiców, gdy przed drugą przerwą techniczną nasi doszli na 14:15. Niestety, nic więcej już nie ugrali, partię przegrali wysoko, a to oznaczało, że o wszystkim zadecyduje tie-break.
Od początku prowadzili w nim Irańczycy. Jednym, dwoma punktami, ale stale. Przy wyniku 9:11 sytuacja Polaków była więcej niż ciężka, ale wtedy zdobyli arcyważne trzy punkty z rzędu. Tyle że za kilka minut to rywale mieli piłkę meczową (13:14). Bohaterami końcówki okazali się jednak Kubiak i Marcin Możdżonek, co znaczyło, że Biało-Czerwoni wybrnęli z gigantycznej opresji. Wygrali seta, wygrali mecz, ale awansu sobie jeszcze nie zapewnili. Powalczą o niego jutro z Francją. Dziś Trójkolorowi w pojedynku grupy E pokonali Serbię 3:1 (25:27, 25:23, 25:23, 25:20) i są już pewni swego. Polacy w meczu z nimi będą potrzebowali dwóch setów, jeśli je wygrają, to także przejdą do trzeciej rundy. Szanse mają również Amerykanie, którzy wygrali z Australią 3:0 (25:15, 25:19, 25:20). Na razie Francja ma na koncie 16 punktów, Polska 14, USA 13, a Iran 12. To gwarantuje niesamowite emocje. W ostatnim dzisiejszym meczu tej grupy Argentyna pokonała Włochy 3:1 (17:25, 25:21, 30:28, 25:21), ale było to tylko zwycięstwo honorowe, gdyż obie ekipy już wcześniej wiedziały, że w niedzielę pożegnają się z turniejem.
W grupie F dziś wszystko potoczyło się tak, jak przewidywano, czyli awans zapewniły sobie Brazylia i Rosja. „Canarinhos” pokonali Kanadę 3:0 (25:19, 25:23, 29:27), a „Sborna” Niemcy 3:0 (25:17, 25:18, 26:24). Pokonani jutro zagrają o trzecie miejsce, ostatnie premiowane przepustką do trzeciej rundy. W pozostałych spotkaniach, niemających już większego znaczenia, jeśli chodzi o układ sił, Chiny wygrały z Finlandią 3:2 (22:25, 25:22, 25:23, 20:25, 16:14), a Kuba z Bułgarią 3:0 (25:23, 25:18, 30:28).
Polska – Iran 3:2 (25:17, 25:16, 24:26, 19:25, 17:15).
Polska: Paweł Zagumny, Michał Kubiak, Piotr Nowakowski, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Karol Kłos oraz Paweł Zatorski (libero), Dawid Konarski, Mateusz Mika, Marcin Możdżonek.
Iran: Mir Saed Marouflakrani, Farhad Ghaemi, Adel Gholami, Amir Ghafour, Mojtaba Mirzajanpour, Seyed Mousavi oraz Farhad Zarif Ahangaran (libero), Shahram Mahmoudi, Mehdi Mahdavi, Armin Tashakori, Milad Ebadipour.
Piotr Skrobisz