I po żniwach
Środa, 12 września 2012 (11:11)Jeszcze kilka dni i zbiory zbóż praktycznie się zakończą. Wiadomo, że produkcja ziarna będzie niższa niż przed rokiem, ale eksperci spierają się o skalę spadku plonów. Minister rolnictwa nie kryje przy tym obaw, że to zwiastuje wzrost cen ziarna, a przez to również podwyżkę cen produktów zbożowych w sklepach.
Żniwa trwają jeszcze w części północnej kraju, gdzie do ścinania zbóż przystępuje się najpóźniej. Ale choć jest tu wiele dużych specjalistycznych gospodarstw nastawionych na uprawę pszenicy, to jednak wyniki, jakie na tych terenach osiągnęli rolnicy, nie zmienią już naszego bilansu zbóż.
W poprzednim sezonie zebrano z pól prawie 26 mln ton pszenicy, żyta, pszenżyta, jęczmienia i innych gatunków zbóż. Teraz żniwa okazały się uboższe, ale nie wiadomo jeszcze, jak duża będzie skala spadku produkcji ziarna, bo eksperci różnią się w swoich prognozach. Dlatego musimy poczekać na jesienny raport GUS, który poda najbardziej wiarygodne dane.
Ministerstwo rolnictwa szacuje, że rolnicy zbiorą z pól od 23 do 25 mln ton zbóż, co jest przede wszystkim skutkiem zimowych wymarznięć, gdy na wielu tysiącach hektarów trzeba było wiosną robić przesiewy i wydajniejsze odmiany ozime zastępować jarymi.
Czym grozi taka sytuacja? Spadkiem podaży ziarna na krajowym rynku, który tylko częściowo może uzupełnić import. Minister rolnictwa Stanisław Kalemba jest optymistą, bo jak wskazuje, dla odmiany w tym roku mamy bardzo duże plony kukurydzy, które wskazują, że jej produkcja może przekroczyć 3 mln ton – byłoby to o połowę więcej niż zbiory tego ziarna w 2011 roku. I dzięki temu nasz bilans zbożowy znacznie się poprawi. Co prawda kukurydziane żniwa potrwają jeszcze około miesiąca, ale nawet pogorszenie warunków pogodowych nie powinno spowodować kłopotów dla producentów kukurydzy. To także dobra informacja dla hodowców zwierząt, bo kukurydza będzie mogła zastąpić niektóre pasze wytwarzane na bazie jęczmienia czy pszenicy, których będzie mniej na rynku.
Konsumenci mają jednak powody do zmartwień, i to poważne. Przede wszystkim dlatego, że ziarno nadal będzie drogie, a przez to wysokie pozostaną ceny mąki i innych produktów zbożowych. Jeśli teraz tona pszenicy konsumpcyjnej kosztuje 925 zł, a żyta ponad 690 zł, to musimy niestety liczyć się z tym, że tak będzie przez wiele miesięcy, bo ziarno jest drogie na całym świecie. To głównie dlatego, że w USA susza spowodowała zniszczenie znacznej części upraw pszenicy, mniejsze zbiory mają także Rosja i Ukraina, skąd również zazwyczaj eksportowano spore ilości pszenicy. Gdy więc w jakimś kraju plony były niższe, mógł on się ratować przed wzrostem cen importu – teraz takiego zabezpieczenia nie ma. I to, co jest akurat korzystne dla rolników, czyli dobre ceny skupu, może zaszkodzić konsumentom. Sytuacja jest o tyle trudna, że i tak coraz bardziej dosięga nas kryzys, rośnie bezrobocie, spada siła nabywcza wynagrodzeń, co w efekcie uderza w rodziny, które muszą ograniczać konsumpcję. Dla nich groźby podwyżek cen żywności są jednym z najczarniejszych scenariuszy.
Na północy kraju, jak wspomnieliśmy, żniwa jeszcze trwają, ale tam, gdzie je wcześniej ukończono, rolnicy przystąpili do siewu zbóż ozimych lub prowadzą na polach prace przygotowujące ziemię pod nowe uprawy. Jedyne, co ich teraz martwi, to pogoda. Jeśli bowiem końcówka lata i jesień będą suche, to w glebie będzie za mało wilgoci i rośliny będą słabsze przed nadejściem zimy. A wtedy, jeśli znowu pojawią się siarczyste mrozy, mogą ponownie zniszczyć znaczną część ozimin.
Krzysztof Losz