Iran, czyli wielkie wyzwanie
Sobota, 13 września 2014 (09:57)Nieobliczalny i szalenie groźny Iran będzie dziś w Łodzi rywalem polskich siatkarzy w przedostatniej kolejce zmagań w drugiej rundzie mistrzostw świata. Naszych interesuje tylko zwycięstwo, bo inny wynik szalenie skomplikuje ich drogę do trzeciej fazy turnieju.
Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś powiedział, że polscy siatkarze będą z respektem podchodzili do spotkania z Iranem, zostałby uznany za szaleńca. Ekipa ta w świecie bowiem się zupełnie nie liczyła, czego najlepszym odzwierciedleniem były wyniki uzyskiwane na mistrzostwach globu. W czterech wcześniejszych występach na imprezie tej rangi wygrała jeden mecz. Jeden! Tymczasem w ostatnim czasie dokonała niewiarygodnego postępu, chyba największego spośród wszystkich drużyn świata. Przekonali się o tym choćby Polacy, przegrywając z nią w tym roku, i to zdecydowanie, dwa spotkania w Lidze Światowej. Irańczycy awansowali potem do Final Six tych rozgrywek, a na rozgrywanym właśnie w naszym kraju championacie pokazują się tylko ze znakomitej strony. Do tej pory przegrali tylko raz, z Francją, uznawaną przez wielu za kandydata nawet do zdobycia złotego medalu. Ale Iran też bywa wymieniany w gronie zespołów, które stać na podium. Jeśli wygrywa się z Włochami, USA, Belgią i Argentyną, nie może być inaczej. Nic zatem dziwnego, że co chwilę jest komplementowany.
- Na Irańczykach nie ciąży żadna presja, bo nikt od nich nie wymaga sukcesu. Jest na nich tylko jeden sposób: mocna i agresywna zagrywka, która utrudni przyjęcie i rozgrywanie Saeidowi Maroufowi – przyznał David Lee, kapitan reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Akurat jemu i jego kolegom to się nie udało. Świetne zdanie o dzisiejszych rywalach ma również Marcin Możdżonek.
- Technicznie i taktycznie to zespół na medal. Pytanie tylko, czy jest na to gotowy mentalnie – powiedział. Wspomniany Marouf to wielka gwiazda i chyba najlepszy jak na razie rozgrywający całych mistrzostw. Ale w drużynie gra także najlepszy blokujący turnieju Seyed Mousavi oraz przyjmujący Farhad Ghaemi. Do boju prowadzi ich Serb Slobodan Kovac, który w marcu przejął stery od słynnego Argentyńczyka Julio Velasco. Wszystko to pokazuje, jak trudne dziś czeka zadanie Biało-Czerwonych.
Polacy w drugiej rundzie mistrzostw przegrali z USA i pokonali Włochów. Swoją grą nie powalali, ale potrafili podnieść się w potyczce z Italią, pokazując spory charakter. Stephane Antiga i jego podopieczni mieli jednak nad czym pracować, bo w obu tych meczach popełnili trochę błędów, które trzeba było za wszelką cenę wyeliminować. Słaba zagrywka, taki sobie blok i gra falami jakoś jeszcze uszły w potyczce z rozbitymi Włochami, ale z Iranem i jutro z Francją mogą przynieść opłakane skutki. Nasi to wiedzą i zrobią, co w ich mocy, by najbliższe mecze rozstrzygnąć na swoją korzyść. Zapowiadają walkę na całego i maksymalną mobilizację.
Antiga zastanawiał się nad drobnymi korektami w składzie, być może postawi na Marcina Możdżonka, który do tej pory wchodził z ławki rezerwowych i nigdy nie zawodził. Tak czy inaczej Biało-Czerwoni muszą zwyciężyć. Na razie w tabeli grupy E zajmują drugie miejsce. Tracą punkt do Francji, mają jeden punkt więcej od Iranu, dwa od USA i trzy od Serbii. Te pięć drużyn wciąż liczy się w rywalizacji o awans, który wywalczą trzy najlepsze zespoły. Jeśli nasi wygrają z Iranem 3:0 lub 3:1, być może już dziś zapewnią sobie przepustkę. Porażka byłaby natomiast katastrofą. Polacy prawdopodobnie spadliby na czwartą pozycję w tabeli i nawet mogłaby im nie wystarczyć wygrana w jutrzejszym spotkaniu z Francją. Stąd nic innego się nie liczy, jak tylko zwycięstwo. Muszą zwyciężyć! W pozostałych dzisiejszych meczach grupy E Francja zmierzy się z Serbią, USA z Australią, a Argentyna z Włochami. Z kolei w grupie F Brazylia zagra z Kanadą, Rosja z Niemcami, Finlandia z Chinami, a Bułgaria z Kubą.
Mecz Polska – Iran rozpocznie się o 20.25.
Piotr Skrobisz