• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Między młotem a kowadłem

Piątek, 12 września 2014 (17:57)

Jest kilka podstawowych trudności dla chrześcijańskich obywateli reprezentujących nieznaczną mniejszość, których istnienia zwykły obywatel Pakistanu nie jest w pełni świadomy. Żyją oni na przecięciu dwóch światów. Z jednej strony dotykają ich te same problemy co muzułmańskiej większości, czyli bieda, wojna, terror, wyzysk, korupcja, mafijne i gangsterskie porachunki, z drugiej strony są celami ataków islamistów, a także są poddawani codziennej dyskryminacji przez legalne władze pakistańskie. Jeżeli dodamy do tej tragedii niechęć sąsiedzką i zjawisko gwałtów kobiet, a nawet dziewczynek, to ból i cierpienie przeważają na co dzień w życiu wyznawców Chrystusa w tym muzułmańskim państwie.

Z uwagi na to, że nie są Pasztunami, na terenach okupowanych lub kontrolowanych przez talibów chrześcijanie, o dziwo, są traktowani relatywnie dobrze. Talibowie nakazali na przykład wszystkim mężczyznom, aby zapuścili brody, jednak nie dotyczy to mniejszości religijnych. Informator międzynarodowego dzieła chrześcijańskiego Open Doors powiedział: „Pewnego razu zatrzymano mnie za zgolenie brody, jednak po chwili wypuszczono, gdy powiedziałem, że chrześcijaństwo nie wymaga ode mnie, bym ją zapuszczał”.

Oczywiście chrześcijanie mają ograniczone prawa, a za konwersję z islamu na chrześcijaństwo grozi śmierć. Szczególnie w trudnej sytuacji są kobiety. Pewna chrześcijanka z Północnego Waziristanu powiedziała rozgłośni BBC Urdu, że także chrześcijanki muszą przestrzegać Purdah, czyli muzułmańskiej praktyki ukrywania kobiet przed mężczyznami. Stosuje się w tym celu specjalną zasłonę okrywającą kobiety od stóp do głów, a także oddzielanie ich ścianami i zasłonami w domach.

Kolejnym problemem jest edukacja. Dziewczęta pod okupacją talibską nie mają do niej ani prawa, ani dostępu. Talibowie zamknęli szkoły katolickie, a rok temu państwowe liceum dla dziewcząt, ponieważ uważają naukę dziewcząt za niezgodną z islamem.

We wrześniu ubiegłego roku dwóch zamachowców-samobójców zabiło ponad 80 chrześcijan podczas nabożeństwa niedzielnego w kościele anglikańskim pw. Wszystkich Świętych w Peszawarze (komentowałem to tragiczne wydarzenie dla „Naszego Dziennika” w tym miejscu).

Główni talibscy przywódcy odcięli się od tych zamachów, do których przyznał się jeden z odłamów TTP o nazwie „Jundullah”. Jednak, co także istotne, nie potępili ich, stwierdzając: „Nie przeprowadziliśmy tego ataku na kościół. Uważamy jednak, że jest to zgodne z prawem szariatu”. Inny przywódca talibów z Północnego Waziristanu, co opisano w magazynie „Dawn”, wyraził z kolei swoje ubolewanie, łącząc się w bólu z chrześcijanami. Przekazał nawet „przesłanie współczucia i kondolencje”.

Oprócz talibów problemem jest pakistański rząd, który nie jest skłonny dać miejsce chrześcijanom do sprawowania kultu oraz nie szanuje prawa do pracy chrześcijan. Informator Open Doors powiedział: „Zdarza się, że chrześcijanie w Północnym Waziristanie pracują jako mechanicy lub nauczyciele, jednak większość z nich jako sanitariusze lub zamiatacze ulic. Są oni nierówno traktowani i dyskryminowani”. Twierdzi on, że pakistański rząd pozwala chrześcijanom żyjącym na obszarach plemiennych pracować tylko w charakterze zamiataczy ulic i jeżeli ktoś ma inną pracę, to należy do szczęściarzy. Wiąże się to ze społecznym naznaczeniem takiej osoby jako nieczystej i stanowi degradację w społecznym statusie.

Jedynym dopuszczalnym zawodem dla chrześcijańskich dziewcząt było bycie nauczycielkami, ponieważ muzułmańskie plemiona uważały za nieprzyzwoite, by wysyłać swoje kobiety do pracy fizycznej. Jednakże w wyniku trwającej wojny z talibami drzwi do tej profesji dla chrześcijan również zostały zamknięte. Oprócz tego nieprzestrzegana jest wolność religijna i prawo do swobodnego uczestniczenia w kulcie religijnym. Nabożeństwa niedzielne odbywają się na drogach, pod gołym niebem, i pomimo wielu próśb, jakie są stale kierowane do władz, pozostają one niechętne, aby przekazać jakikolwiek budynek na potrzeby chrześcijan.

Myślę, że te słowa świadka nawet w połowie nie ukażą nam ciężkiego i codziennego losu chrześcijan z Pakistanu, którzy potrzebują naszej modlitwy i pamięci.

Dr Tomasz M. Korczyński