O medale i kwalifikacje
Piątek, 12 września 2014 (13:40)Rozpoczynające się dziś w Santander żeglarskie mistrzostwa świata we wszystkich klasach olimpijskich będą okazją nie tylko do zdobycia medali, ale i wywalczenia nominacji na igrzyska do Rio de Janeiro. Stawka będzie przez to podwójnie wysoka.
Żeglarze na zawodach mistrzowskiej rangi spotykają się rokrocznie, ale osobno. Raz na cztery lata zjeżdżają jednak wszyscy w jedno miejsce, by stoczyć bój nie tylko o tytuły, ale i przepustkę na najblizsze igrzyska. Tak jest właśnie teraz, w Santander nad Zatoką Biskajską. – To ogromne przedsięwzięcie pod każdym względem, znacznie przewyższające regaty olimpijskie. W Brazylii w 2016 roku rywalizować będzie 380 żeglarzy. Natomiast u nas, w Santander, jest ich 1400 z 95 krajów.
Do tego dochodzą trenerzy, sędziowie, obsługa motorówek, co w sumie daje 5000 osób. Mamy nadzieję przeprowadzić tak tę imprezę, aby wszyscy mówili, że była zorganizowana wzorowo – podkreślił prezes hiszpańskiej federacji (RFEV) Jose Angel Rodriguez Santos. Faktycznie, o ile na igrzyskach dany kraj może wystawić wyłącznie po jednym zawodniku w danej klasie, to na mistrzostwach podobnego ograniczenia nie ma. Przez to o sukcesy jest jeszcze trudniej. Do Hiszpanii wybrało się 30 reprezentantów Polski – 12 kobiet i 18 mężczyzn, którzy rywalizowac będą w ośmiu klasach.
Mówiąc o medalach, wspomina się najczęściej silną grupę w windsurfingowej klasie RS:X. Kilka miesięcy temu na mistrzostwach Europy Piotr Myszka zdobył złoty, a Zofia Noceti-Klepacka oraz Przemysław Miarczyński brązowe medale. W Santander będzie o wiele trudniej, ale każdego z nich stać na podium. To zawodnicy wielkiej klasy, mający już na koncie wielkie sukcesy. Na dobry wynik stać również Piotra Kulę w klasie Finn oraz Kacpra Ziemińskiego w Laserze. Te oczekiwania potwierdza sekretarz generalny Polskiego Związku Żeglarskiego Zbigniew Stosio. – W walce o podium najbardziej liczymy na deskarzy, wśród których są medaliści londyńskich igrzysk Zofia Klepacka i Przemysław Miarczyński.
Na przyzwoitych miejscach powinni się uplasować laserowcy i finniści, miłą niespodziankę mogą sprawić zawodnicy w klasie 49-er – ocenił. Tak naprawdę jednak głównym celem Biało-Czerwonych nie będą medale, tylko jak największa liczba olimpijskich kwalifikacji. – W Santander w każdej klasie połowa miejsc na igrzyskach zostanie już obsadzona. Jeśli na przykład w RS:X liczba mężczyzn, jaka może wystartować w regatach olimpijskich, wynosi 36, to trzeba być w osiemnastce krajów, a nie zawodników. Tak więc nawet odległa lokata może dać kwalifikację, bo w każdej z 10 konkurencji dany kraj może być reprezentowany w igrzyskach tylko przez jedną osobę bądź załogę – podkreślił Stosio.
Pozostałe nominacje olimpijskie będzie można uzyskać w przyszłorocznych mistrzostwach świata, które będą rozgrywane na różnych akwenach dla różnych klas. Co ważne, w Santander zawodnicy będą zdobywali nominacje dla krajów, a nie dla siebie. O tym, kto poleci do Rio de Janeiro, zadecyduje dopiero system krajowych eliminacji ustalony przez PZŻ. W 2010 roku Myszka został mistrzem świata, ale potem przegrał walkę o igrzyska w Londynie z Miarczyńskim. Ten w Anglii szansę wykorzystał, zdobył brąz.
Dziś na akwenie w Santander pojawi się 150 zawodników na łódkach klasy Laser i 120 zawodniczek na Laserze Radialu. Jutro rozpocznie się to, co interesuje nas najbardziej, czyli zmagania deskarzy w klasie RS:X. Każdy z naszych głównych faworytów stał już kiedyś na podium mistrzostw globu. Myszka sięgnął po wspomniane złoto, Noceti-Klepacka także była mistrzynią, a poza tym zdobyła dwa srebrne medale, a Miarczyński dwa razy był drugi, a raz trzeci. To zawodnicy, którzych stać na wszystko i którzy wszystko mogą, zatem oczekujemy optymistycznych wiadomości z Hiszpanii. A może niespodzienkę sprawi ktoś jeszcze?
Piotr Skrobisz