Dysydentowi grozi deportacja
Środa, 6 czerwca 2012 (10:51)Kapitan Andrej Pyżyk, były śledczy białoruskiej milicji, który uciekł do Polski, został zatrzymany przez policję w podwarszawskim Brwinowie. Polskie służby prowadzą czynności, które mają doprowadzić do jego deportacji na Białoruś.
O sprawie poinformowała żona zatrzymanego. Pyżyk - wyjaśnia telewizja Biełsat - uciekł do Polski po tym jak reżim Łukaszenki, chciał zmusić go do sfabrykowania dowodów przeciwko białoruskiemu opozycjoniście i weteranowi wojny afgańskiej Aleksandrowi Komarowskiemu. Po czteroletnim pobycie w Polsce, Andrej Pyżyk wystąpił z prośbą o status uchodźcy politycznego. Informował on o zjawisku fałszowania przez białoruskie organy ścigania dowodów w sprawach więźniów politycznych na Białorusi. Był też jednym z ekspertów w filmie dokumentalnym Biełsatu „Strach w krainie spokoju”, opowiadającym o wybuchu w mińskim metrze. Jak wyjaśnia telewizja, w pokazanym również w TVP1 filmie, opowiedział o torturach stosownych przez funkcjonariuszy służb, by oskarżeni przyznawali się do winy. Po wyemitowaniu filmu białoruskie władze wysłały wniosek o ściganie go przez Interpol.
Z realcji żony Pyżyka wynika, że został on poinformowany przez dzielnicowego z komendy w Brwinowie, iż musi stawić się celem uzupełnienia danych dotyczących jego wniosku o azyl polityczny. Z wczorajszej wizyty na komendzie Policji juz nie wrócił. Poinformował żonę, że jego zatrzymanie ma związek z wystosowanym przez Białoruś do Interpolu listem gończym. – Zdążył tylko przekazać krótką informację, że jego zatrzymanie jest związane z udziałem w filmie „Strach w krainie spokoju”. Nikt o niczym go nie poinformował. Poszedł na policję i już nie wrócił – wyjaśniła Julia Pyżyk.
„Strach w krainie spokoju”, to dokument, który stawia pytania o wiarygodność śledztwa w sprawie ubiegłorocznego zamachu w mińskim metrze, w którym zginęło 15 osób a kilkaset zostało rannych. Sąd skazał na rozstrzelanie dwóch młodych mężczyzn, uznanych za sprawców zamachu. Wyroki zostały wykonane, ale nadal pojawiają się pytania, czy skazani zostali właściwi ludzie, czy też stali się oni kozłami ofiarnymi i kolejnymi śmiertelnymi ofiarami zamachu.
Izabela Kozłowska