Podnieść się po porażce
Czwartek, 11 września 2014 (13:59)Polscy siatkarze zagrają dziś z Włochami w drugim meczu drugiej fazy mistrzostw świata. Interesuje ich tylko jeden wynik, zwycięstwo, i będą faworytami. Rywale zapowiadają jednak, że łatwo się nie poddadzą.
Nasza drużyna przystąpi do tego spotkania pod sporą presją. Po pięciu kolejnych zwycięstwach, efektownych, przekonujących, potknęła się na reprezentacji Stanów Zjednoczonych, która dla odmiany wcześniej na mistrzostwach bardziej zawodziła, niż zachwycała. W środowy wieczór to Amerykanie zaprezentowali się jednak z dużo lepszej strony.
Przewyższali Polaków w niemal każdym aspekcie siatkarskiej sztuki, w bloku, zagrywce, byli skuteczniejsi w ataku i obronie. Byłoby jednak nieprawdą stwierdzenie, że tego dnia Biało-Czerwoni zagrali źle. Nie, to nie był wcale najgorszy występ podopiecznych Stéphane’a Antigi, ale tym razem brakowało im błysku widocznego w poprzednich meczach, dokładności i pomysłu. Niesamowicie przy tym walczyli i za charakter oraz nieustępliwość kibice nagrodzili ich brawami. Na rywali to niestety nie wystarczyło.
– Szwankowała u nas zagrywka, ale jeszcze większe problemy mieliśmy z zatrzymaniem atakującego Andersona, którego nie mogliśmy w żaden sposób powstrzymać – przyznał Antiga.
Nasi stracili w środę pierwsze punkty na mistrzostwach, doznali pierwszej porażki i mają nadzieję, że w ten sposób limit niepowodzeń wyczerpali. Ważne jest, by po przegranej szybko się podnieść, dlatego wszyscy z zadowoleniem przyjęli fakt, że dziś Biało-Czerwoni zmierzą się z Włochami. Kto wie, czy Włochy nie są najwięszym in minus zaskoczeniem mistrzostw. Miały walczyć o medale, a tymczasem już są praktycznie poza grą o podium. Każda kolejna porażka je rozbija, w środę zostały zdeklasowane przez Serbię, nie zdobywając nawet jednego seta.
Włosi co prawda deklarują, że jeszcze chcą walczyć, jeśli już nie o sportowy sukces, to o honor, ale czy zdołają się podźwignąć, nie wiadomo. Antiga oczywiście nie zawraca sobie głowy problemami rywali, czyli nie uważa, by miały one wpływ na ich postawę. Nie oczekuje łatwego spotkania i łatwej wygranej, przeciwnie, spodziewa się raczej kolejnej bitwy, w której ciężko ranni przeciwnicy spróbują się ocalić. I zapowiada zmiany, choć trzyma je w tajemnicy.
– Każdy przeciwnik jest inny, więc przed każdym meczem trzeba coś zmienić, bo nie ma jednego skutecznego sposobu na wszystkie spotkania. Przed spotkaniem z Włochami też więc coś zmienimy, ale na razie nie powiem co – zapowiedział Francuz. Być może pośle od początku Marcina Możdżonka, który dał w środę bardzo dobrą zmianę.
Z pozostałych spotkań grupy E najciekawiej zapowiada się starcie Serbii z USA. Dla Amerykanów będzie to kolejny bój o wszystko, wszak nadal ciągnie się za nimi słaba pierwsza runda turnieju. Nie mogą już sobie pozwolić na wpadki, ale już udowodnili, że pod presją spisują się świetnie. Francja, która została nowym liderem grupy, spotka się z Australią i nie powinna mieć większych problemów. Emocji nie zabraknie również w pojedynku Iranu z Argentyną. Ciekawe, czy ekipa z Azji po raz kolejny pokaże się ze znakomitej strony, na razie z pewnością jest jedną z rewelacji turnieju.
W grupie F najbardziej wyrównany powinien być mecz Niemiec z Bułgarią. Nasi zachodni sąsiedzi z każdym kolejnym spotkaniem spisują się coraz lepiej i nie odżegnują się od odważnych zapowiedzi sprzed mistrzostw. Wtedy mówili o medalu, teraz też powtarzają, że pozostał ich celem. Z kolei Bułgarzy trochę zawodzą, ale to zespół, który może w każdym momencie „odpalić”. Faworyci, Brazylia i Rosja, tym razem zagrają z dużo niżej od siebie notowanymi przeciwnikami. Canarinhos z Chinami pewnie się nawet nie zmęczą, Rosja też raczej spokojnie odprawi z niczym Kubę. W ostatnim spotkaniu grupy Kanada zagra z Finlandią.
Piotr Skrobisz