• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Już nie niepokonani

Środa, 10 września 2014 (23:23)

Polacy ponieśli pierwszą porażkę na rozgrywanych w naszym kraju mistrzostwach świata. Dziś w Łodzi, na początek drugiej fazy turnieju, Biało-Czerwoni przegrali 1:3 z USA (27:29, 22:25, 27:25, 23:25) i stracili na rzecz Francji prowadzenie w tabeli grupy E.

Polacy drugą fazę mistrzostw rozpoczęli z dziewięcioma punktami na koncie, czyli kompletem. Bez straconego seta. Amerykanie mogli się pochwalić dorobkiem ledwie czterech „oczek”, co oznaczało, że znajdowali się pod ścianą. Nie mogli już sobie pozwolić na wpadkę, porażka redukowała ich szanse na awans do kolejnej rundy niemal do zera. Polacy, wygrywając, czynili tymczasem gigantyczny krok w stronę wyznaczonego celu, jakim jest medal.

Biało-Czerwoni zaczęli dobrze, do stanu 7:5 kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Siódmy punkt zdobył Mariusz Wlazły, z czym nie mogli pogodzić się rywale, twierdząc, że piłka po jego ataku wyszła na aut. Ta sytuacja zmobilizowała Amerykanów, którzy wywalczyli trzy kolejne punkty i objęli prowadzenie. Od stanu 10:10 goście przejęli inicjatywę. Skutecznie zakończyli trzy akcje z rzędu, na drugą przerwę techniczną zeszli wygrywając 16:13. Gdy odskoczyli na 20:14, wydawało się, że set jest rozstrzygnięty. Wtedy jednak nasi zabrali się do pracy, kilka razy ze świetnej strony pokazał się Michał Kubiak i przewaga Amerykanów zaczęła topnieć. Działoby się to szybciej, gdyby nie seryjnie psute zagrywki Biało-Czerwonych. Na szczęście przeciwnicy też się mylili i Polacy, broniąc pierwszą piłkę setową, wyrównali na 24:24.

Niestety, w kolejnych minutach znów poza boisko zaserwowali Kubiak i Piotr Nowakowski, a w ostatniej akcji seta szkolny błąd popełnił Paweł Zagumny, i nasi musieli pogodzić się z porażką. Już wiedzieli, że będzie ciężko, dużo ciężej niż we wszystkich wcześniejszych meczach razem wziętych. W drugim secie od początku prowadzili siatkarze z USA. Minimalnie, jednym, góra dwoma punktami, ale stale. Polacy dogonili ich i przegonili po dwóch efektownych akcjach Karola Kłosa, po których na tablicy wyświetlił się wynik 13:12 dla podopiecznych Stephane'a Antigi.

Na boisku trwała niesamowita walka, nikt nie odpuszczał ani na moment. W dwóch kolejnych atakach pomylił się jednak Kubiak i nasi znów musieli gonić. Do stanu 19:19 nic nie było jeszcze przesądzone, ale wtedy Amerykanie zdobyli trzy punkty z rzędu i z trudem wywalczonej zaliczki już nie zaprzepaścili. Wygrali seta numer dwa, co oznaczało, że Polacy znaleźli się pod ścianą i stracili pierwsze punkty na mistrzostwach. Ile – miało się dopiero rozstrzygnąć.

W trzeciej partii nasi wreszcie zaczęli z rozmachem, imponująco. Objęli prowadzenie 4:1, potem było 6:3 i 10:7. Przed drugą przerwą techniczną rywali oszukał Kubiak i Biało-Czerwoni wygrywali 16:13. Było dobrze, ale szybko nastroje na trybunach się pogorszyły, bo po wznowieniu gry rywale zdobyli cztery punkty z rzędu. Końcówka była już wojną nerwów. Polacy prowadzili 23:20, ale za chwilę był już remis po 23. Przy stanie 25:24 Wlazły przyjął piłkę, która szła na aut, a Winiarski zaatakował poza boisko. Emocje sięgały zenitu, ale wtedy klasę pokazał Marcin Możdżonek. Dwa razy wbił „gwoździe” po drugiej stronie siatki, Polacy wygrali seta i wrócili do gry.

W czwartym secie nie zmieniło się nic. Nadal trwała niesamowita walka, a wynik najczęściej oscylował wokół remisu. Nikomu nie udawało się zdobyć większej przewagi. Do wyniku 19:19 realny był każdy scenariusz. Niestety, kolejne dwa punkty zdobyli Amerykanie, choć przy stanie 19:20 nasi mogli i powinni wyrównać, bo atakowali aż trzykrotnie. Nieskutecznie. Gdy rywale uciekli na 24:21, sytuacja stała się dramatyczna, ale Polacy się nie poddali. Doskoczyli na dystans jednego punktu, ale to było wszystko, co mogli zrobić. Ostatni atak skutecznie zakończyli Amerykanie i to oni cieszyli się ze zwycięstwa, a nasi musieli przełknąć gorycz porażki.

Miała ona i inne konsekwencje, bo Biało-Czerwoni spadli na drugie miejsce w tabeli grupy E. Wyprzedziła ich Francja, która pokonała w Bydgoszczy Argentynę 3:1 (21:25, 25:17, 29:27, 25:18). W pozostałych meczach Iran w tym samym mieście wygrał z Australią 3:1 (25:23, 25:21, 21:25, 25:17), a Serbia w Łodzi zwyciężyła Włochów 3:0 (25:19, 29:27, 25:22). Z tymi ostatnimi dziś zagrają Polacy. Muszą zwycięzyć, jeśli nie chcą, by ich sytuacja mocno się skomplikowała. Na razie wciąż jest dobra, bo nasi tracą do Francji tylko punkt, a do kolejnej rundy awansują trzy najlepsze zespoły. Włochy są w kryzysie, rozbite, więc powinny być doskonałym rywalem, z którym będzie można się odbudować. Oczywiście - nie znaczy, że będzie z nimi miło, łatwo i przyjemnie. Prawdziwy test i to, co najtrudniejsze czeka Biało-Czerwonych w weekend, czyli pojedynki z niezwykle groźnymi Iranem i Trójkolorowymi, którzy zdaniem wielu wyrastają na rewelację mistrzostw i kandydata nawet do złotego medalu.

W grupie F pokaz siły dali wielcy faworyci. Brazylia rozbiła groźną i nieobliczaną Bułgarię 3:0 (25:15, 25:21, 25:21), grając rewelacyjną siatkówkę. Jeszcze większe wrażenie wywarła postawa Rosji, która rozgromiła Finlandię 3:0 (25:10, 25:18, 25:16). Jednostronne było także spotkanie Niemiec z Chinami, wygrane przez naszych zachodnich sąsiadów 3:0 (25:19, 25:22, 25:17). Najwięcej emocji było w potyczce Kanady z Kubą, w której lepsza okazała się drużyna z Ameryki Północnej 3:2 (25:27, 25:18, 23:25, 25:11, 15:13).


Polska – USA 1:3 (27:29, 22:25, 27:25, 23:25). Polska: Zagumny, Mateusz Mika, Piotr Nowakowski, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Karol Kłos oraz Paweł Zatorski (libero), Michał Kubiak, Fabian Drzyzga, Dawid Konarski, Marcin Możdżonek.

Piotr Skrobisz