• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Rosja musi wycofać wszystkich żołnierzy

Środa, 10 września 2014 (13:26)

Czy rozejm na Ukrainie ma w chwili obecnej sens? W mojej ocenie jedynie na zasadzie przegrupowania, uzupełnienia braków sił i dozbrojenia dla obu stron rozejm ma sens. Bo jest to właściwie nie kwestia pokojowa, a kwestia bardziej nawarstwienia ciągu dalszego działań militarnych. Czy wszelkiego rodzaju rozmowy i samo zawieszenie walk da pokój? Nie. Na pewno będzie ciąg dalszy działań, będą one jeszcze bardziej zintensyfikowane i brutalne. Na pewno mamy już dzisiaj jedną wyjaśnioną sytuację: Rosja już nie ukrywa, że jest stroną w konflikcie, co więcej, Rosja przestała kryć obecność swoich żołnierzy. W tym momencie mówimy o czymś takim jak stan wojny między Rosją a Ukrainą.

Jakie jest ryzyko wszelkich rozmów dzisiaj na tym etapie z Rosją? Taki, że będzie powtórka z Gruzji, tzn. Władimir Putin powie, że też jest za pokojem, za tym, żeby ludzie nie ginęli, ale umawiamy się, że tutaj, gdzie są żołnierze, tam jest granica, my, Rosjanie, zrobimy wszystko, żeby na tym terytorium był pokój, Ukraińcy nie martwią się swoją stroną.

W ten sposób może się nagle okazać, że w imię tzw. świętego spokoju wszystkie strony międzynarodowe szczególnie z Rosją dokonają swoistego podziału Ukrainy. Takie ryzyko jest bardzo poważnie rozpatrywane, bo widzimy to po przykładzie Gruzji. Gdy była mowa o wycofaniu wojsk rosyjskich w 2008, Putin powiedział swoje „tak” i do tej pory się nie wycofał i to samo będzie na Ukrainie.

Rosjanie muszą spełnić jeden warunek – całkowicie wycofać swoją armię z terytorium Ukrainy. Powrót do granic międzynarodowych i nierozpisywanie na nowo mapy Europy.

Wszystko zmierza ku temu, aby stworzyć ten swoisty korytarz na Krym, a z drugiej strony, jeżeli będzie taka potrzeba, też uruchomić jednostki, które są na terenie Naddniestrza i uruchomić kolejny front. Istnieje takie ryzyko, jest ono bardzo prawdopodobne. Pytanie, czy NATO ma się w to mieszać. Jak już tyle czasu się nie mieszało, to pytanie po co w ogóle się tam pojawiać. Trzeba było interweniować, jak był zajmowany Krym. Wówczas trzeba było gasić ognisko, a kiedy już jest pożar, to niestety będzie to tylko dolewanie oliwy.

Wszelkie manewry przeprowadzane dziś na terenie Ukrainy to biegnięcie z baniakiem benzyny na ogień, a to grozi rozprzestrzenieniem konfliktu nie tylko na terytorium Ukrainy, ale państw ościennych. W myśleniu rosyjskim takie działania to jest nic innego jak jawne wypowiedzenie wojny. W tym momencie albo jako NATO i Polska idziemy na całego, albo też dajemy sobie spokój. Musimy być przygotowani na to, że Rosjanie nie odpuszczą NATO takiego zachowania, tym bardziej że Sojusz Północnoatlantycki przez dobre pół roku nonszalancko nie reagował i pozwalał na wszystko.

Putin paradoksalnie zrobił chyba najwięcej w ostatnim roku ku zjednoczeniu wewnętrznie Ukraińców. Przez szereg ostatnich nieszczęść sami Ukraińcy wreszcie zobaczyli, kogo mają obok, i wszyscy, którzy uważali się za tzw. Ukraińców albo mieli tylko paszport ukraiński, już dawno uciekli albo przeszli na drugą stronę, a sami Ukraińcy zwarli bardzo mocno szeregi i myślę, że to była największa lekcja narodowotwórcza dla samych Ukraińców, jaką zafundował im Putin.

Nie ukrywajmy, że wojna przede wszystkim gospodarcza między Rosją a Unią Europejską bez wątpienia skonsolidowała Rosjan. W tamtejszych mediach działania krajów ościennych są przedstawiane na zasadzie: „Zobaczcie, oni nam grożą, zobaczcie, oni nie żartują, NATO w końcu nas zaatakuje”. Trzeba zatem mieć świadomość, że tutaj żarty się kończą. Już dawno nie balansowaliśmy na granicy tego konfliktu nie tylko na terenie wschodniej Ukrainy, ale i państw trzecich.

Andrzej Maciejewski