Koniec szarej strefy?
Wtorek, 9 września 2014 (14:08)Duże ułatwienia w sprzedaży bezpośredniej produktów spożywczych przez rolników zakłada projekt ustawy przygotowany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości.
Teraz rolnik może sprzedać tylko nieprzetworzone produkty ze swojego gospodarstwa o wartości do 7 tys. zł rocznie. To oznacza, że legalnie można co najwyżej sprzedawać świeże owoce i warzywa oraz mleko, ale już nie przetwory czy wędliny lub chleb. Wielu rolników i tak to robi, ale nielegalnie, nie zgłaszając tego rodzaju działalności. Obawiają się bowiem, że będą musieli nie tylko płacić wysokie podatki, ale zostaną też potraktowani przez państwo jako przedsiębiorcy ze wszystkimi tego skutkami w postaci utraty statusu rolnika i konieczności rejestracji zakładu przetwórczego i przechodzenia przez skomplikowane kontrole sanitarno-weterynaryjne. PiS proponuje więc uregulowanie tych kwestii bez szkody dla gospodarki, budżetu państwa i rolników.
Posłowie proponują więc w swoim projekcie, aby rolnicy mogli sprzedawać nie tylko nieprzetworzoną, ale również przetworzoną żywność i nie płacili z tego tytułu podatków dochodowych. Taka działalność nie byłaby traktowana wszak przez państwo jako produkcja przemysłowa, ale w dalszym ciągu jako działalność rolnicza. Poseł Krzysztof Jurgiel (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zastrzega, że rolnik będzie musiał jednak spełnić kilka istotnych warunków, aby móc skorzystać z zapisów projektowanej ustawy. Przede wszystkim przetwarzaniem produktów żywnościowych będzie mógł zajmować się tylko sam rolnik lub członkowie jego najbliższej rodziny, nie będzie mógł w tym celu zatrudniać innych osób na podstawie umów o pracę czy innych umów. Jeśli będzie miał pracowników najemnych, wtedy będzie traktowany tak samo jak normalny zakład przetwórczy. Takie ograniczenie gwarantuje, że wytwarzanie żywności w gospodarstwie będzie się odbywać na niedużą skalę i będzie to dodatkowa, a nie podstawowa praca rolnika.
Drugim istotnym warunkiem jest to, że można będzie przetwarzać tylko produkty roślinne i zwierzęce pochodzące z własnej uprawy lub hodowli. Czyli jeśli rolnik ma w gospodarstwie tylko świnie, a nie hoduje krów, to będzie mógł wytwarzać wędliny wieprzowe. Ale nie będzie mógł już produkować masła czy sera. A jeśli nie ma sadu ze śliwami, to nie będzie mógł wytwarzać powideł. Gdyby bowiem kupił od innego rolnika mleko czy owoce, też zostanie potraktowany jak osoba prowadząca przemysłową, a nie rolniczą działalność gospodarczą. Inny obowiązek, jaki będzie spoczywał na rolniku, to konieczność prowadzenia ewidencji sprzedaży.
Bardzo ważną zmianą w stosunku do dotychczasowych przepisów jest też umożliwienie właścicielowi gospodarstwa sprzedaży swojej żywności przez lokalne sklepy czy bary i restauracje. Posłowie PiS uważają, że ich projekt nie spowoduje zachwiania warunków konkurencji, gdyż wytwarzanie żywności w gospodarstwach rolnych nigdy nie będzie prowadzone na wielką skalę i nie zagrozi pozycji przetwórni przemysłowych. Nie straci też na tym budżet państwa, bo sprzedaż bezpośrednia i tak teraz odbywa się często w szarej strefie, więc jest nieopodatkowana.
O losach ustawy zdecyduje Sejm – pierwsze czytanie projektu rozpocznie się na najbliższym posiedzeniu izby, które rozpoczyna się w środę. Można być niemal pewnym sprzeciwu ze strony Ministerstwa Finansów, które nie chce od dawna się zgodzić na zbytnie poluzowanie obecnych przepisów dotyczących sprzedaży bezpośredniej.
Krzysztof Losz