• Czwartek, 30 kwietnia 2026

    imieniny: Mariana, Chwalisławy

Przyćmiona wygrana

Wtorek, 9 września 2014 (11:19)

Niedzielne uzupełniające wybory do Senatu w województwach mazowieckim, świętokrzyskim i śląskim wygrali kandydaci Prawa i Sprawiedliwości, ale wczoraj prawie do południa w mediach publicznych i prywatnych przekonywano Polaków, że w dwóch okręgach wygrali przedstawiciele Platformy i PSL.

Tylko zwycięstwo Marii Koc z PiS w województwie mazowieckim (w okręgu obejmującym powiaty miński, garwoliński i węgrowski) nie było kwestionowane (uzyskała blisko 60 proc. ważnie oddanych głosów). Na Śląsku jeszcze długo wygrywał kandydat Platformy, a w województwie świętokrzyskim kandydat PSL.

Wszystkiemu temu towarzyszyło zamieszanie powodowane dodatkowo przez Państwową Komisję Wyborczą, która – mimo że startowało zaledwie po kilku kandydatów w każdym z okręgów wyborczych, a do wyborów poszło zaledwie parę procent uprawnionych do głosowania – nie była w stanie poradzić sobie z szybkim policzeniem głosów (psuły się komputery, nie działał system informatyczny).

Wybory uzupełniające do Senatu we wspomnianych trzech okręgach wyborczych wbrew pozorom nie były łatwe dla kandydatów PiS. Na Mazowszu najmocniejszą częścią okręgu wyborczego był powiat miński i z tego właśnie powiatu pochodził kandydat Platformy (zresztą burmistrz jednej z gmin), kandydatka PiS reprezentowała najmniejszy – węgrowski – i mimo to wygrała z ponaddwukrotną przewagą (blisko 59 proc. do 29 proc. ważnie oddanych głosów). Na Śląsku z kolei kandydat Platformy reprezentował najliczniejszy powiat rybnicki, a kandydatka PiS Izabela Kloc – najsłabszy ludnościowo powiat mikołowski.

Ponadto w kampanię kandydata Platformy zaangażował się w ostatnich dniach premier Tusk, już po wyborze na przewodniczącego Rady, i jeszcze mocniej wicepremier Bieńkowska, która przebywała na terenie tego okręgu przez kilka dni. Ale także i tutaj zwycięstwo kandydatki Prawa i Sprawiedliwości było przekonywujące (48 proc. do 42 proc. ważnie oddanych głosów).

Wreszcie w województwie świętokrzyskim, gdzie rządzi niepodzielnie czy wręcz panuje od wielu lat PSL, kandydatem tej partii w wyborach uzupełniających był członek zarządu województwa. Samorząd województwa jest, jak wiadomo, głównym rozgrywającym w rozdziale unijnych pieniędzy, a najważniejszymi beneficjentami tego podziału są wójtowie, burmistrzowie i starostowie reprezentujący gminy i powiaty. Mimo że w kampanii wyborczej zarząd województwa z PSL obiecywał gminom i powiatom „deszcz unijnych pieniędzy”, także i tutaj wygrał kandydat PiS Grzegorz Rusiecki (37 proc. do 35 proc.).

Mimo więc niesprzyjających okoliczności we wszystkich trzech okręgach wyborczych wybory uzupełniające do Senatu wyraźnie wygrali kandydaci PiS i musiał być to szok dla tych trzymających „medialną wajchę”. Bowiem od momentu wybrania premiera Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej była lansowana w mediach teza (znaleziono odpowiednich ekspertów), że czeka nas odbicie notowań dla Platformy (tzw. efekt Tuska). Ba, przygotowano i „odpalono” w niedzielę dwa sondaże, w których Platforma wyraźnie zyskuje, a PiS traci, i w związku z tym mamy wręcz nowego lidera na scenie politycznej.

W sondażu przygotowanym dla TVP Platforma zyskała aż 10 punktów procentowych, a PiS straciło 4 punkty procentowe i teraz prowadzi Platforma 34 proc., a PiS ma tylko 28 proc. W zaprzyjaźnionych z rządzącymi mediach pojawili się więc odpowiednio dobrani politolodzy i socjolodzy, którzy zaczęli tłumaczyć, na czym polega tzw. efekt Tuska, i prognozowali, że utrzyma się on nie tylko w czasie kampanii samorządowej, ale nawet w tej przyszłorocznej, parlamentarnej. Aż tu nagle wczoraj w południe trzeba było ogłosić zwycięstwo trojga kandydatów z PiS, czyli tzw. efekt Kaczyńskiego. Efekt Tuska i cała związana z nim narracja poszły się szczypać.

Dr Zbigniew Kuźmiuk