Nie lubię poniedziałków?
Wtorek, 9 września 2014 (10:35)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Piotra Sachy z 36. dnia pielgrzymki rowerowej grupy NINIWA Team w Nieznane
Szósty poniedziałek wyprawy. Każdy zna to poniedziałkowe uczucie – trzeba rozpocząć kolejny tydzień szkoły, kolejny tydzień pracy, kolejny tydzień… jazdy na rowerze w nieznane. To był najzwyklejszy poniedziałek. Spokojny (tylko jedna awaria – przebita dętka w rowerze Joli), choć pracowity (znów ponad 200 kilometrów w nogach). Poniedziałek ze zwykłą pogodą (ani za zimno, ani za ciepło; jeszcze lato, ale już liście spadają z drzew). Ostatni poniedziałek w trasie, zarazem pierwszy poniedziałek jazdy bez strzałki. Od dziś przecież team z Niniwy sam wyznacza sobie plan powrotu do Kokotka.
– Zaczęliśmy ostatni tydzień jazdy w nieznane, choć wydaje się, że wszystko jest już znane – relacjonuje przeziębiony ojciec Tomek, tuż przed noclegiem, jakieś 100 kilometrów przed Berlinem. – Powstaje ryzyko, aby sobie już odpuścić. Ale nie odpuszczamy. To znaczy jesteśmy wciąż otwarci na to, co przygotował nam Pan Bóg.
To ciekawe, też obudziłem się dziś z bólem gardła i katarem, i setką powodów na to, żeby ponarzekać. Zacząłem od korków na drodze do pracy. Potem poszło już z górki (to znaczy wzrosło tempo malkontenctwa). Teraz jeszcze kilka zdań, ciepła herbata, gripeksik i kładę się do wygodnego łóżka… choć rzeczywiście, na wygodę łóżka też ostatnio narzekałem. W tym samym czasie rowerowa załoga rozbija nocleg pod namiotami, na obrzeżach miasta. – Jest jedność! – tak dziś brzmi telegram z Niemiec. Konkret. – Po 36 dniach chcemy trzymać się razem!
I jeszcze jedno. Ewangelia dała dziś znów do myślenia. Poniedziałek. Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak…”. Maryja – pokora zwykłych poniedziałków, plus odwaga i zaufanie w wyprawie w nieznane. Słowem – pokój.
Bilans dnia:
203 km
Nocleg: Niemcy, obrzeża miasta Kyritz.
Przejechanych do tej pory kilometrów: 5529
Źródło: NINIWA Team