Kopacz – premier administrator
Wtorek, 9 września 2014 (09:09)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Ewa Kopacz kandydatką koalicji na premiera i wszystko wskazuje na to, że przejmie schedę po Donaldzie Tusku. To dobry kandydat na szefa polskiego rządu?
- Powiedzmy sobie uczciwie, że Margaret Thatcher to to nie jest. Natomiast kandydatura Ewy Kopacz na premiera jest na pewno kłopotliwa przede wszystkim dla samej Platformy Obywatelskiej. Z tego, co słychać i widać w PO, coraz bardziej na jaw wychodzą podziały, a osoba marszałek Kopacz raczej nie jednoczy, a bardziej dzieli. Myślę, że teraz po ustąpieniu Donalda Tuska nastąpi prawdziwy rozłam wewnętrzny w ramach struktur tej politycznej formacji. Zresztą swoista walka o pozycję lidera i przejęcie schedy po Donaldzie Tusku w PO już trwa. Tak czy inaczej nie jestem pewien, czy Ewa Kopacz będzie premierem do końca kadencji, i sądzę, że więcej wrogów będzie miała w PO niż w jakiejkolwiek innej partii.
Co taki wybór może oznaczać dla Polski, zwłaszcza w obliczu wydarzeń na Ukrainie?
- Po pierwsze sądzę, że wybór ten będzie oznaczał dryfowanie. Trzeba pamiętać, że Ewa Kopacz jest bardzo miałkim, nijakim politykiem, bez charyzmy. To, co prezentuje swoją osobą, politycznie uprawnia do stwierdzenia, że wiemy o niej niewiele ponad to, że jest. Jej ogromną słabością jest brak zaplecza politycznego. Nie jest to też silna osobowość, ale osoba, której cechy bardziej usprawniają do administrowania, i nic poza tym. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas się okazało, że to zadanie ją po prostu przerasta. Istnieje prawdopodobieństwo i może się okazać, że ta osoba nawet głosami wewnątrz PO nie przejdzie weryfikacji, próby czasu, jaką są głosowania w Sejmie i budowa samego rządu. Byłbym tu zatem bardzo ostrożny i zachęcam do bacznego śledzenia sytuacji wewnątrz samej PO.
Co Pana zdaniem zdecydowało o takiej rekomendacji?
– Wszystkie silne osobowości w PO premier Tusk zdążył wyrzucić ze swego otoczenia bądź zmarginalizował je wewnątrz tego ugrupowania. Tym samym stojąc w obliczu wyjazdu do Brukseli, musi się posiłkować tym, co mu zostało. Wiadomo, że swoich wrogów na pewno nie poleci na żadne ważne stanowisko, a jednocześnie trzeba powiedzieć, że ławka rezerw – potencjalnych następców, jakie ma, staje się coraz krótsza. Polityka Donalda Tuska pokazała, że poprzez eliminację silnych osobowości w partii w jakiś sposób sam podkopał morale wewnątrz PO i spowodował, że dzisiaj, kiedy potrzeba godnego następcy, który będzie w stanie utrzymać w ryzach struktury bądź co bądź potężnej partii, bo partii rządzącej, to pojawia się poważny problem. Mamy zatem do czynienia z poszukiwaniami osoby, która musi być, ale żeby gwarantowała sukces tej formacji, to mam poważne wątpliwości.
Przyjaźń Ewy Kopacz z Donaldem Tuskiem i jego rodziną oraz lojalność wobec ustępującego szefa rządu wystarczy, żeby rządzić Polską?
- Myślę, że na to pytanie powinni odpowiedzieć przede wszystkim posłowie, którzy będą decydowali, kto zostanie premierem. W mojej ocenie, jest to za mało i trzeba powiedzieć, że jest to żaden argument. Uważam, że dzisiaj piłka jest po stronie prezydenta Komorowskiego, który według prawa jest, a przynajmniej powinien być tym, który wskazuje nowego premiera, a nie ustępujący Donald Tusk. Chciałbym wierzyć, że prezydent Rzeczypospolitej będzie strażnikiem Konstytucji RP i że to on ostatecznie podejmie decyzję, a nie Donald Tusk, bo to, co zrobił obecny premier, było zachowaniem nonszalanckim, wręcz złamaniem prawa.
Prezydent musi przejąć inicjatywę i musi zadać pani Kopacz podstawowe pytanie: czy potrafi stworzyć rząd i koalicję i doprowadzić rząd do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych? Nie może to być rząd jedynie administrujący, który ma dociągnąć Polskę do wyborów, ale sprawować władzę, stworzyć budżet i podejmować istotne decyzje przez ponad rok. Tak czy inaczej poważnych zadań nie brakuje, tym bardziej że skomplikowana jest także sytuacja międzynarodowa.
Jakim politykiem jest Ewa Kopacz?
- Przede wszystkim jest ona lekarzem i szkoda, że nie pracuje w swoim zawodzie, bo myślę, że byłoby to bardziej pożyteczne dla wszystkich. Polityka jest dość specyficznym miejscem i to, co widać po dokonaniach pani marszałek, pokazuje, że nie jest to chyba miejsce dla niej. Tezę tę potwierdzają także wszystkie szanse, jakie dotychczas miała, co pozwala zaobserwować, że orłem w polityce to Ewa Kopacz nie jest. Trudno zatem wróżyć jej sukces na stanowisku premiera. Warto też zastanowić się, na ile Ewa Kopacz pełni rolę swoistego przecinka i jest grą na czas w poszukiwania faktycznego kandydata na premiera. I tu pytanie, czy to nie jest moment, kiedy powinna się pojawić kandydatura premiera ponadpartyjnego, który miałby większe szanse doprowadzić do konsolidacji polskiej sceny politycznej w związku chociażby z sytuacją za naszą wschodnią granicą.
Nawet gdyby taka kandydatura się pojawiła czy taka osoba byłaby w stanie uzyskać poparcie większości parlamentarnej?
- No właśnie. Przyznam, że szukałem takiej kandydatury dość długo, i nie ukrywam, że jest problem. Dzisiaj na polskiej scenie politycznej mamy do czynienia z deficytem osobowości, które swoim nazwiskiem, autorytetem byłyby w stanie zbudować silne zaplecze. Jest także pytanie, na ile polscy politycy: posłowie i senatorowie dojrzeli do tego, aby stworzyć taką silną koalicję ponadpartyjną. Obawiam się, że nie jest to jeszcze ten moment i nie ten czas.
PO traci dystans, o czym świadczy chociażby wynik wczorajszych wyborów uzupełniających do Senatu. Jak te rezultaty mogą przełożyć się na wyniki jesiennych wyborów samorządowych?
- Po pierwsze, frekwencja w wyborach uzupełniających do Senatu była bardzo niska, bo na poziomie 7 czy 9 proc. To pokazuje postawę społeczeństwa i faktyczną ocenę wystawioną przez Polaków elitom politycznym. Po drugie, były to wybory w okręgach jednomandatowych, czyli na znanych kandydatów. Na pewno wynik pokazuje porażkę PO, który nijak się ma do sondaży. Z jednej strony pokazują one wzrost notowań partii Donalda Tuska, która próbuje gonić Prawo i Sprawiedliwość, a z drugiej wskazują na ewidentną porażkę PO w dogrywkach wyborczych do Senatu. Myślę, że na ten wynik trzeba spojrzeć ze spokojem i nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków.
Odejście Tuska zwiększa szanse PiS na wygraną także w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych?
- Na pewno jest to początek nowego rozdania na polskiej scenie politycznej. Z chwilą odejścia Donalda Tuska okazuje się, że król jest nagi. Pytanie brzmi: czy PO w dotychczasowej formie przetrwa do przyszłorocznych wyborów. Mam duże wątpliwości. Co więcej, czy PiS będzie umiało wykorzystać nadarzającą się okazję i przejmie inicjatywę. Pytań jest jednak więcej, jedno z nich brzmi: czy i na ile wszystkie związki polityczno-medialne będą chciały zachować status quo czy może dojdzie do pęknięcia i swoistego rozłamu wewnątrz tego układu, z jakim obecnie mamy do czynienia w Polsce. W mojej ocenie, obecnie wszystko zaczyna się od nowa, wszystkie ugrupowania polityczne liczą, że coś uszczkną z tego koszyka Platformy, a jednocześnie nie jestem do końca pewien przejrzystości PO i dobrego wyniku tej partii nawet w wyborach samorządowych.