TVP wozi drewno do lasu
Wtorek, 11 września 2012 (06:05)Telewizja publiczna wynajęła firmę zewnętrzną do prezentacji jesiennej ramówki. Pracownicy TVP mówią otwarcie: spółka nie wykorzystuje naszego potencjału i działa wbrew własnym interesom.
Trudno o bardziej trafne podsumowanie sytuacji, w jakiej znajduje się nadawca. Z jednej strony zwolnienia pracowników, z drugiej - outsourcing. Nieoficjalnie TVP odpowiada: tego rodzaju produkcje są dla nas tańsze.
Pod koniec sierpnia Rada Pracowników TVP SA skierowała w tej sprawie pytanie do prezesa Juliusza Brauna, domagając się spotkania z zarządem spółki - dowiedział się "Nasz Dziennik". Odpowiedź jeszcze nie nadeszła, choć to nie pierwszy tego rodzaju monit, który dotyczy korzystania z zewnętrznej produkcji. W ocenie Rady Pracowników TVP, która domaga się spotkania z zarządem spółki, wynajmowanie obcych podmiotów ze sprzętem telewizyjnym do promocji własnych produktów to de facto działanie przeciwko firmie, "szczególnie w chwili gdy ograniczane są wynagrodzenia i kiedy z braku zajęcia dla pracowników Zarząd wydaje zgodę na czasowe zawieszenie klauzuli konkurencyjności".
- Dzieje się to wbrew zapewnieniom prezesa Brauna, który deklarował, że będzie chciał się przyjrzeć nadmiernym zleceniom produkcji na zewnątrz firmy. W sytuacji gdy zwalnia się pracowników i płaci im wysokie odprawy, pozbawianie ich pracy, którą mogliby wykonać, jest co najmniej dziwne - komentuje poseł Barbara Bubula z Rady Programowej TVP.
Jak dodaje, nowa ramówka nie została nawet przedstawiona członkom Rady. - Wokół tej sprawy, a więc arogancji władz TVP, które nowej ramówki z nami nie konsultowały, a także wokół sprawy związanej z bardzo złą sytuacją finansową telewizji i przedstawioną na koniec roku ogromną stratą, jaką zanotowała spółka, a także w związku z brakiem ustawy o finansowaniu mediów publicznych rodzi się coraz więcej pytań - mówi poseł Bubula.
Oficjalna prezentacja nowej, jesiennej ramówki TVP odbyła się 21 sierpnia na Woronicza. Imprezę organizowało Biuro Marketingu i Promocji TVP. Jak się jednak okazuje, prezentacja i wykonanie zostały zlecone firmie zewnętrznej. "Pracownicy naszej firmy ze zdziwieniem obserwowali przygotowania do tej imprezy, które określane były jako "przywiezienie drewna do lasu"" - napisali w liście kierowanym do prezesa Brauna przedstawiciele Rady Pracowników TVP SA.
- Kiedy się dowiedzieliśmy, że zostało to zlecone firmie zewnętrznej, postanowiliśmy interweniować. Pieniądze poszły na zewnątrz, zresztą nie po raz pierwszy - mówi "Naszemu Dziennikowi" jeden z członków związku działającego w TVP. Pracownicy telewizji, z którymi rozmawialiśmy, chcą jednak zachować anonimowość. Jak podkreślają, prezentację zorganizowano i wyprodukowano za pomocą sprzętu należącego do firm zewnętrznych. "Pracownicy TVP mogli być głównie obserwatorami, a nasz własny sprzęt - w tym oświetleniowy i dźwiękowy - leżały w magazynach. Podobnie scenografia nie została wykonana w naszych pracowniach" - dziwią się autorzy pisma, które trafiło do prezesa.
Na Woronicza można usłyszeć, że część scenografii przeznaczonej do prezentacji jesiennej ramówki została jednak wykonana siłami spółki. Tak czy inaczej pracownicy TVP pytają, jaki sens mają takie zamówienia związane z wyprowadzaniem pieniędzy na zewnątrz spółki, zwłaszcza w czasie, gdy wszem i wobec wiadome jest, że jej sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, tego rodzaju zlecenia nie są czymś nadzwyczajnym, a jeśli prezentacja jesiennej ramówki została wyprodukowana przez firmę zewnętrzną, to mogły przesądzić o tym koszty. - Decydują tutaj względy finansowe, widocznie okazało się, że korzystanie z usług własnych byłoby droższe - usłyszeliśmy w odpowiedzi.
Jednak z informacji zawartych w piśmie rady pracowników do prezesa Juliusza Brauna wynika, że wszystkie materiały wyjściowe, jakie powstały przy okazji prezentacji ramówki, musiały zostać przegrane w wersji HD, czym zajęły się ostatecznie... działy oprawy poszczególnych anten. "Trudno przypuszczać, że wśród pracowników TVP zabrakłoby "sił intelektualnych" mogących przygotować tę prezentację na wysokim poziomie merytorycznym i z dobrym skutkiem promocyjnym" - konstatują pracownicy telewizji publicznej.
- Tyle, ile w tej chwili jest tutaj rozmaitych biznesów, to się w głowie nie mieści. "Bitwa na głosy" - program, który nie przyniósł żadnych poważnych profitów, znów jest produkowany. Dla programów porankowych robi się nowe scenografie - po co? Jak to nie ma pieniędzy? - mówią przedstawiciele zatrudnionych.
Sytuacja mediów publicznych jest katastrofalna. Jak informował prezes Braun, poprzedni rok spółka zamknęła stratą w wysokości 88 mln zł. W tym roku przewiduje się, że strata przekroczy szacowaną wcześniej kwotę 60 mln zł. Jednym z powodów jest oczywiście systematyczny spadek wpływów z abonamentu radiowo-telewizyjnego.
W 2007 r. telewizja publiczna uzyskała tą drogą 515 mln zł, w 2011 - już tylko 205 mln zł. W maju NIK ogłosiła raport pokontrolny, w którym stwierdziła, że w latach 2009-2011 prowadzono w spółce nierzetelną księgowość.
Według raportu, liczba pracowników spółki spadła w tym czasie o 586 osób. Koszty związane tylko z redukcją zatrudnienia wyniosły 50,5 mln zł, z czego z tytułu odpraw wypłacono ponad 35 mln zł, a 9 mln zł z tytułu odszkodowań związanych z zakazem konkurencji.
Blisko 70 proc. tej kwoty pochłonęły odszkodowania dla kadry kierowniczej. Jednocześnie w ostatnich tygodniach TVP przedłużyła kontrakt z Hanną Lis, która ma otrzymywać 30 tys. zł miesięcznie za prowadzenie "Panoramy". Wkrótce też na wizji w TVP z kontraktami gwiazdorskimi pojawią się byłe gwiazdy TVN.
Maciej Walaszczyk