• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Odpowiedzi w październiku

Poniedziałek, 8 września 2014 (19:25)

Nawet efektowne 7:0 z Gibraltarem na początek eliminacji Euro 2016 nie dało pełnej odpowiedzi na pytania dotyczące możliwości i potencjału piłkarskiej reprezentacji Polski. Pewnie poznamy je w październiku, po meczach z Niemcami i Szkocją.

Na razie było dobrze. Dobrze, jeśli chodzi o wynik. Biało-Czerwoni chcieli eliminacje zacząć od efektownego zwycięstwa i to zrobili. Rywal okazał się słabiutki, w zasadzie mało kto spodziewał się innego scenariusza. Gibraltar w strukturach UEFA jest nieco ponad rok, do tej pory rozegrał kilka spotkań na międzynarodowej arenie, ma w kadrze piłkarzy przeciętnych, by nie powiedzieć bardzo słabych, z których kilku futbol traktuje jako dodatek do normalnej, zawodowej pracy. Adam Nawałka co prawda porównywał go do Litwy, ale nie wiadomo, czy mówił na serio. Chyba raczej nie. Innego rezultatu zatem być nie mogło, 7:0 to i tak był najmniejszy wymiar kary, jaki mógł spotkać gospodarzy. Teoretycznych, bo mecz odbył się w portugalskim Faro.

W Gibraltarze nie ma stadionu spełniającego wymogi UEFA. Polakom wystarczył kwadrans dobrej gry po przerwie i w samej końcówce, kiedy to strzelili sześć goli. W pierwszej połowie zdobyli jednego i był to okres, o którym powinni jak najszybciej zapomnieć, bo robili wszystko, by dorównać poziomem przeciwnikom. A to było prawdziwą sztuką. Wydarzeniem spotkania były cztery bramki Roberta Lewandowskiego. Wcześniej tylko siedmiu polskim piłkarzom udało się w jednym meczu reprezentacji trafić cztery lub więcej razy. Rekordziści, Ernest Pohl i Włodzimierz Lubański, wbili rywalom (Tunezji i Luksemburgowi) po pięć goli, a w XXI wieku sztuka ta udała się Pawłowi Kryszałowiczowi (Wyspy Owcze) i Euzebiuszowi Smolarkowi (San Marino).

W ogóle „Lewy” powiększył swój dorobek w narodowych barwach do 23 trafień, dzięki czemu awansował na ósme miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych reprezentantów Polski. Wkrótce pewnie wyprzedzi Zbigniewa Bońka, który ma na koncie jednego gola więcej. Rekordzista, Lubański, zgromadził ich 48. – Wygraliśmy, prowadzimy w tabeli (w innych meczach grupy D Niemcy pokonały Szkocję 2:1, a Irlandia w identycznym stosunku wygrała z Gruzją) i byłoby wspaniale, aby utrzymać tę pozycję jak najdłużej. Czy tak będzie, nie wiem, na pewno będziemy robić swoje i postaramy się wykorzystać wszystkie swoje atuty. Mogę obiecać tylko walkę i zaangażowanie – powiedział napastnik Bayernu Monachium. W pierwszej połowie niedzielnego meczu grał fatalnie, ale w drugiej zatarł złe wrażenie. Strzelił cztery gole, brał udział w praktycznie wszystkich akcjach ofensywnych, wygrywał pojedynki. Teraz czekamy, aby podobnie wypadł w starciach z poważniejszymi rywalami.

Za mecz w Faro trzeba też pochwalić aktywnego i błyskotliwego Kamila Grosickiego, nieźle radził sobie Maciej Rybus. Ale byli i tacy, którzy nawet na tle beznadziejnego rywala prezentowali się mizernie. Co ciekawe, w tym gronie znalazł się całkowicie bezbarwny i chaotyczny Grzegorz Krychowiak, tak dobrze radzący sobie w Primera Division. Fatalnie grał i kierował (?) drużyną Mateusz Klich, który po powrocie do Wolfsburga kompletnie nie potrafi się odnaleźć. Ogrywać dawali się obrońcy, Jakub Wawrzyniak i Paweł Olkowski, na którego Nawałka stawia z niezrozumiałych powodów, mając w odwodzie zbierającego świetne recenzje za występy w lidze rosyjskiej Artura Jędrzejczyka.

Podsumowując: dziwny to mecz, który wygrywa się 7:0, a zbiera sporo krytyki. Nie można jednak przejść obojętnie obok tego, co na boisku w Faro działo się w pierwszej połowie. Oczywiście z niedzielnego spotkania nie da się wyciągać daleko idących wniosków. Poczekajmy do października. Na tle Niemiec i Szkocji wyjdzie wartość naszej drużyny i wcale nie jest powiedziane, że będzie źle. Przeciwnie. W tych pojedynkach wszystko będzie inne: poziom, zaangażowanie, stadion, atmosfera, widownia.

Piotr Skrobisz