EWANGELIA
Niedziela, 7 września 2014 (07:19)Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,15-20).
Szukając prawdy
Upomnienie braterskie wobec grzesznika nie może mieć na celu stygmatyzacji, odegrania się – ma być motywowane pragnieniem przywrócenia jedności wspólnoty, w której relacje zostały zaburzone przez grzech któregoś z jej członków. Jest zatem szukaniem prawdy w miłości. Próbą ocalenia duszy tego, kto się zagubił, ale też wyrazem uczciwości i autentycznej troski o prawdziwe dobro człowieka. Trudem skutecznym tylko wtedy, gdy zarówno upominany, jak też upominający są dojrzali i mają właściwie ukształtowane sumienia.
Wbrew pozorom upomnienie braterskie nie jest łatwe. Na przeszkodzie staje lęk przed niewłaściwym zrozumieniem, wygodnictwo – czasem niewiara, że może ono cokolwiek zmienić. Bywa, że pokusa „świętego” spokoju jest nazbyt kusząca, aby chciało się ją nam jej przeciwstawić. Tłumaczymy się: „Po co się narażać, skoro może mnie dosięgnąć zemsta napominanego? Są bliżsi, niech oni zdobędą się na trudne słowa”. Gdy jest za późno, piłatowym gestem zrzucamy z siebie odpowiedzialność. A czasem poranieni i sponiewierani impetem rozpoczętej przez upomnianego wendety za to, że ktoś ośmielił się zwrócić uwagę na popełniane przez niego błędy – wolimy usunąć się na bok.
W wymiarze społecznym upomnienie braterskie lokuje się na przeciwległym biegunie tolerancji, która nader często jest rozumiana jako przyzwolenie na wszystko. Ubiera się ją w nonszalanckie „jakoś tam będzie”, pokrywa zakulisowymi szeptami bądź toksycznym milczeniem. Skutek? Nawet najlepsza struktura (poczynając od rodziny, kończąc na makrospołeczności narodu czy państwa) zaczyna korodować od środka – na początku na zewnątrz nie widać śladu erozji, gdy ukazuje się ludzkim oczom, zwykle jest już za późno na to, aby cokolwiek jeszcze móc uratować.
Bywa, że upomnienie braterskie jest nieskuteczne. Nie są słyszalne przez napominanego słowa troski wypowiedziane w cztery oczy, głos wspólnoty, autorytet Kościoła. Czy wtedy także ponosimy winę za grzech brata czy siostry? Jezus zwalnia nas z niej, więcej – sugeruje dystans, aby toksyny, które nagromadziły się w nich, nie zatruły także naszej duszy. Pozostaje modlitwa, post, czyny pokutne – ofiarowane w intencji zapiekłego w złu człowieka są jedynym darem bratniej miłości, jaki możemy złożyć. Na więcej on sam nie pozwala.
Ks. Paweł Siedlanowski