• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Islamiści jak zły sen

Piątek, 5 września 2014 (11:10)

Media rządzą się własnymi prawami. Gonią za nowinkami, nie lubią „wyświechtanych” tematów. Ile można pisać o rzeziach w Azji, Afryce czy na Bliskim Wschodzie, relacjonować wydarzenia z walk jakichś „dzikich ludów”? Jak długo można zajmować się cierpieniem Nigeryjczyków czy Irakijczyków? Jest tyle innych ważniejszych tematów. Czasem przeraża mnie ten okcydentalny cynizm i poczucie wyższości wypływające z etnocentryzmu Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych. Ileż mamy na sumieniu.

Dziś świat chrześcijański skupiony jest na Iraku i na Nigerii, gdzie tysiące wiernych chrześcijan są uchodźcami we własnym kraju, gdzie są ścigani i terroryzowani przez bezlitosnych radykałów z Państwa Islamskiego i Boko Haram. Dobrze, że współcześni męczennicy w ogóle trafiają na strony gazet, ale wiemy, z jakim uporem i niechęcią jest to czynione. Ile czasu zajęło mainstreamowi wypowiedzenie słowa na „ch”, gdy wiele, wiele, wiele lat temu Boko Haram uprowadziło chrześcijańskie dziewczynki z miejscowości Chibok. Oczywiście nie minęło od tego tragicznego wydarzenia wiele lat, zaledwie pięć miesięcy, jednak dla mediów głównego nurtu jest to zamierzchła przeszłość.

Z wielkim trudem oglądam zdjęcia i filmy z masowych egzekucji, jakie islamiści urządzają bezbronnym Irakijczykom. Unikam oczywiście tych najokrutniejszych, ale od czasu, gdy dostałem zdjęcie od ks. Andrew White’a z Bagdadu, przedstawiające zamordowaną rodzinę chrześcijańską i poznałem jego argumentację (zob. TUTAJ), duchownego, który codziennie ryzykuje życie, by pozostać z wiernymi, sądzę, że nie można tego ignorować i czasem należy się zmierzyć z okrucieństwem zła, zobaczyć, do czego zdolny jest diabeł korzystający z usług opętanych ludzi; ludzi, którzy mordując chrześcijan w imię swego boga, myślą, że wykonują wolę Bożą. Jakąż to otchłań obłędu piekielnego osiągnęli ci bezwzględni mordercy pociągający za spust lub ścinający bezbronnych cywilów.

Zmieniam kanał. Przenoszę się wraz ze Stowarzyszeniem Papieskim Pomoc Kościołowi w Potrzebie do najludniejszego państwa Afryki, które na swojej północy doznaje oblężenia przez siły zbrojne dżihadystów. Boko Haram na zdobytych przez siebie terenach ogłosiło powstanie kalifatu. Terroryści są zdeterminowani, by stale zacieśniać swój żelazny uścisk poprzez zabójcze kampanie, do których niedawno zaczęli werbować dziewczęta w wieku od 10 lat. Służą im one jako nałożnice, a potem jako kamikadze. Tak wygląda sytuacja w Nigerii, gdzie mało skuteczny i nieudolny odzew ze strony rządu, mediów oraz Zachodu sprawił, że przywódcy Kościoła zostali jednymi z nielicznych, którym ludzie jeszcze ufają.

Wśród nich jest ks. abp Ignatius Kaigama z Jos, 56-letni przewodniczący Konferencji Episkopatu Nigerii, jeden z najbardziej widocznych i odważnych biskupów katolickich w tym kraju. Przebywając w Jos, gdzie w maju, w ciągu jednego dnia miały miejsce dwa ataki bombowe ze strony Boko Haram, arcybiskup sam znajduje się w niebezpieczeństwie. Mimo to stanowczo odmawia odbywania wizyt duszpasterskich w towarzystwie uzbrojonych ochroniarzy.

„Nie posiadam ochrony” oświadczył przedstawicielowi Pomocy Kościołowi w Potrzebie. „Byłoby to jak magnez na złoczyńców”. Ponadto ks. abp Kaigama dodał, że „chronienie siebie uczyniłoby ze mnie więźnia. Sprawiłoby, że ludzie by się bali. Wyobraźcie sobie księdza chodzącego z ochroną! Wierzymy, że Bóg jest z nami. Wierzymy, że będziemy triumfować pomimo machinacji terrorystów”.

Arcybiskup uważa, że jego zadaniem jest „bycie obecnym, wyjście do ludzi, nawet w sytuacji, gdy jesteśmy otoczeni przez przemoc. Nasi przywódcy są zwyczajnie za mało wrażliwi na los ubogich ludzi”, podczas gdy Kościół, pomimo że posiada „ograniczone możliwości”, robi, co może, by pomóc chrześcijanom, jak i muzułmanom, „stając ponad podziałami politycznymi czy religijnymi”.

Jeszcze na długo przed pojawieniem się Boko Haram, który, jak twierdzi, opiera się na „groźnych zwolennikach”, zarówno w obrębie Nigerii, jak i poza nią, arcybiskup był pionierem „dialogu życia”.

Jest to podejście do muzułmańsko-chrześcijańskich stosunków, które, patrząc realistycznie na teologiczną przepaść między tymi dwiema religiami, podkreśla istotę, jaką jest zawarcie przyjaźni i więzi na najbardziej podstawowym poziomie. Myślą przewodnią prowadzenia „dialogu jest zwyczajnie fakt, że twoje życie wpływa na moje, a moje na twoje”, jak ujął to arcybiskup.

Arcybiskup stwierdził, że „kiedy zabijasz i niszczysz, nie tylko żołnierzy, ale także kobiety i dzieci, biednych ludzi, to jest złe. Ci, którzy zmarli na rynku Jos, byli sprzedawcami pomarańczy, orzechów ziemnych, mleka, oni chcieli zarobić trochę pieniędzy na wieczór. Zamordowanie ich to przejaw zła”. Nie jest mu też obcy strach.

„To normalne, że człowiek się boi”, mówi arcybiskup, „ale poświęciłem wszystko, by służyć Bogu i ludziom. Nie mam biologicznej rodziny, dobytku, który mógłbym nazwać swoim. Jeśli miałbym stracić życie, broniąc prawa ludzi do wolności wyznania i jedności ludzkości, nie zostawiłbym po sobie żadnych zobowiązań. Mimo to człowiek boi się śmierci, to tyczy się każdego z nas”.

Zły sen trwa. W Nigerii, w Iraku, w Syrii, w ponad trzydziestu krajach islamu, jakie znalazły się na tegorocznym Światowym Indeksie Prześladowań 2014 Open Doors, a w sumie w ponad 50 krajach wyniszczania chrześcijan. Nie można się z tego koszmaru przebudzić, tak jak gdyby był on wiecznym koszmarem. Jako chrześcijanie mamy jednak wieczną nadzieję, że zły sen pierzchnie w jasności Prawdy Jezusa Chrystusa, kiedy się nareszcie objawi.

Dr Tomasz M. Korczyński