Siatkarze meldują: zadanie wykonane
Czwartek, 4 września 2014 (22:57)Miało być spokojnie i w trzech przekonujących setach, i było. Siatkarze odnieśli trzecie zwycięstwo w trzecim meczu mistrzostw świata, trzecie bez straconego seta. Tym razem we Wrocławiu pokonali Wenezuelę, zapewniając sobie awans do kolejnej rundy turnieju.
Przed dzisiejszym meczem nikt nie pytał, czy Polacy zwyciężą. Nikt nie pytał też, czy wygrają w trzech setach, jeśli już jakieś wątpliwości się pojawiały, to dotyczyły one wyłącznie tego, jak wielka będzie przewaga Biało-Czerwonych w poszczególnych odsłonach. Trener Stephane Antiga posłał na boisko skład niemal identyczny jak w spotkaniach z Serbią i Australią, tylko rozgrywającego Pawła Zagumnego zastąpił Fabianem Drzyzgę.
W trakcie pojedynku dokonywał jednak licznych zmian, dzięki czemu wrocławskiej publiczności mogli się zaprezentować Rafał Buszek, Dawid Konarski i Michał Kubiak. Nasi zaczęli od punktu zdobytego po ataku Mariusza Wlazłego, a potem nastapił festiwal zepsutych zagrywek: gracze obu drużyn popsuli po dwie i to pod rząd. Wreszcie jednak Biało-Czerwoni uspokoili grę i z każdą minutą tylko powiększali swoją przewagę.
Na pierwszą przerwę techniczną zeszli, prowadząc 8:5 i już do końca seta nie pozwolili rywalom zbliżyć się na dystans mniejszy niż dwa punkty. Spokojnie kontrolowali to, co dzieje się na boisku. Drzyzga starał się udowodnić, że potrafi wystawiać piłkę nie gorzej od utytułowanego, starszego kolegi z drużyny, imponująco atakowali Mateusz Mika, Karol Kłos i Wlazły. Drugi set zaczął się od łatwo zdobytych trzech punktów, potem chwila dekoncentracji pozwoliła rywalom dojść na dystans jednego „oczka” (4:3), a to było wszystko, na co Polacy im pozwolili.
Kolejne cztery punkty padły już łupem Biało-Czerwonych, a przed drugą przerwą techniczną uciekli na 16:7. Antiga wpuścił na boisko Buszka i Konarskiego, ale nawet pojawienie się zmienników nie wybiło zespołu z rytmu. W tej odsłonie Polacy pozwolili rywalom zdobyć zaledwie 13 punktów. Trzecia partia ponownie rozpoczęła się imponująco, bo od prowadzenia 5:1. Nasi grali tak, jakby chcieli jak najszybciej znaleźć się w hotelowych łóżkach, czyli sprawnie, szybko i imponująco. Nie dali rywalom szans, wygrali do 14, pokazując po raz kolejny siatkówkę na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście z tego meczu i tego zwycięstwa nie można wyciągać daleko idących wniosków, bo drużyny dzieliła różnica co najmniej klasy, ale cieszyła postawa Biało-Czerwonych, których gra raduje i buduje. Oby tak dalej.
W pozostałych dzisiejszych spotkaniach grupy A też padły planowe wyniki. Serbia wygrała z Australią 3:1 (25:23, 25:22, 22:25, 25:17), a Argentyna z Kamerunem 3:0 (25:17, 25:18, 25:23). W tabeli z kompletem dziewięciu punktów prowadzi oczywiście Polska, która do tej pory nie straciła nawet seta. Biało-Czerwoni już zapewnili sobie awans do kolejnej rundy, a teraz ich celem będzie dostanie się tam bez jakichkolwiek strat. Przed nimi jeszcze pojedynki z Argentyną i Kamerunem i jest szansa, by swoje zadanie wykonali w stu procentach.
Przypomnijmy, że do drugiej fazy turnieju z każdej grupy awansują po cztery najlepsze drużyny, ekipy z „polskiej” grupy A połaczą się z zespołami z grupy D. Jeśli nasi swój cel zrealizują, to już na wstępie znajdą się w bardzo korzystnym położeniu, bo w grupie D nie brakowało niespodzianek, a punkty na razie tracili wszyscy. Na tych mistrzostwach, w przeciwieństwie do poprzednich, zostawiających pole dla kombinatorów, opłaca się wygrywać.
Polska – Wenezuela 3:0 (25:20, 25:13, 25:14). Polska: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Karol Kłos, Mariusz Wlazły, Fabian Drzyzga, Mateusz Mika, Paweł Zatorski (libero) oraz Michał Kubiak, Rafał Buszek, Marcin Możdżonek, Dawid Konarski.