Boże, użycz mi pogody ducha...
Czwartek, 4 września 2014 (12:18)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Krzysztofa Kmiecika z 31. dnia pielgrzymki rowerowej grupy NINIWA Team w Nieznane
Wakacje już się skończyły, w powietrzu czuć zbliżającą się jesień. Jest to okres, w którym wyjątkowo czuję upływający czas. Został jeszcze ponad tydzień Wyprawy w Nieznane, ale pragnienie pokoju w wielu sercach będzie trwało całą wieczność.
Dzisiaj wyprawa dotarła do przedmieść Rotterdamu, gdzie bez żadnych problemów znalazło się odpowiednie miejsce na rozbicie namiotów na nocleg i świętowanie 21. urodzin Krzyśka. Solenizant w prezencie dostał dziecięcy różowy bidon, pudełko do kanapek i dużo cukierków.
Poprzednią noc cała ekipa spędziła w Polskiej Misji Katolickiej u Ojców Oblatów w Brukseli. Podczas czekania na salkę, która była zajęta do 22.00 przez grupę anonimowych alkoholików spotykających się właśnie tego wieczoru, o. Tomasz zobaczył na ścianie korytarza wiszącą na ścianie kartkę z modlitwą. Jak powiedział, modlitwa ta jest bardzo potrzebna wszystkim, którzy podejmują trud nie tyko uwolnienia się od nałogów, ale także wszystkim działającym na rzecz pokoju na świecie.
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”
Po nocy spędzonej w Misji, o 6.00 pobudka i przygotowanie do Mszy Świętej. Msza odbyła się w kaplicy o 6.15, a po niej śniadanko i przygotowanie się do wyjazdu. O 8.10 grupa ruszyła w kierunku miejsca, gdzie znajduje się europarlament. Pod ponurym budynkiem, gdzie mędrcy zjednoczonej Europy decydują o życiu i śmierci, ekipa postanowiła się na chwilę zatrzymać. Zaraz jednak pojawiła się jakaś kobieta, która zaczęła wyraźnie wszystkich wyganiać z placu przed parlamentem, jakby miała do czynienia z natrętnym robactwem, coś na zasadzie: „sio muchy”. Niestety, wrażenia z tego kraju są bardzo ponure. Ludzie w ogóle nie reagowali na wesołe gesty powitania przejeżdżającej grupy, wszyscy byli jacyś dziwnie nieobecni. Panowie w czym droższych garniturach mieli na twarzach wypisane smutek i pustkę.
Wyjazd z Brukseli opóźnił się trochę z powodu Adama, który gdzieś się zapodział. Droga z Brukseli do Rotterdamu w całości przebiegała ścieżką rowerową. Holandia pod względem kultury jazdy na rowerze jest bardzo bliska rowerowym podróżnikom. Infrastruktura ścieżek rowerowych jest bardzo rozwinięta. Niestety, tak dobrze rozbudowana sieć szlaków rowerowych, po których porusza się wielu rowerzystów, nie była łatwą drogą dla naszej dużej grupy z przewieszonymi na bagażnikach sakwami. Dodatkowo, przez całą drogę wiał z różnych stron dość mocny wiatr, co spowalniało jazdę. Pojawił się też problem z rowerem Agaty – jedyny rower wyposażony w hamulce tarczowe na płyn hydrauliczny, które zaczęły się psuć.
Miłe wrażenie zrobiła na wszystkich niska zabudowa ciągnących się wzdłuż trasy nieogrodzonych domków z dużymi oknami, przez które widać było wnętrza mijanych domów.
Bilans dnia:
155 km
Nocleg: Holandia, Rotterdam
Przejechanych do tej pory kilometrów: 4716
Źródło: NINIWA Team