Mierna, ale wierna
Czwartek, 4 września 2014 (10:24)Ruszyła giełda nazwisk następców Tuska, jeśli chodzi o szefowanie PO i objęcie funkcji prezesa Rady Ministrów. Zanim się dokona ostateczny wybór, produkowane są spekulacje, kto ma być numer jeden w PO. Ławka rezerwowa jest mizerna. Trener kadry zatroszczył się o to skrupulatnie. Wszyscy zostali wycięci w pień. Pozostali wierni poddani. Wśród potencjalnych następców pojawia się nazwisko aborcjonistki Ewy Kopacz, osoby, która jako minister zdrowia doprowadziła do śmierci dziecka słynnej Agaty.
Kopacz jako premier jest niezwykle problematyczna dla Platformy Obywatelskiej. Dla mediów mainstreamowych także. Bardzo trudno będzie ukrywać jej wpadki, arogancję, bezwzględność, wybuchowość, brak ogłady, niezrównoważenie emocjonalne (które zdołaliśmy niestety poznać po katastrofie smoleńskiej). Kolczyki od Swarovskiego nie załatwią sprawy. Oczywiście na wszystko znajdzie się odpowiednia narracja, ta wyświechtana w postaci „ale za to Kaczyński…” albo „no, ale PiS…”, i kopanina będzie trwać dalej.
Pytanie tylko, czy wyborcy PO, szczególnie ci o lewicowych poglądach, będą nadal to znosić i nie popłyną szerokim strumieniem do SLD. Nawet dla wyznawców PO charakter Ewy Kopacz będzie trudny do zniesienia. Ona przywodzi na myśl w biografii wyborców nielubianą nauczycielkę, która terroryzowała klasę, a przecież każdy na swojej drodze spotkał takiego belfra, czy to od matematyki, czy polskiego, czy od biologii. Tusk swoim wyjazdem z Polski niezwykle osłabił PO. Pojawiają się w związku z tym ciche i nieskrywane pretensje w szeregach lokalnych działaczy, polityków, a także prorządowych dziennikarzy. Z punktu widzenia dobra PO najlepszym kandydatem byłaby zapewne Elżbieta Bieńkowska, miła, sympatyczna, prezentowana jako efektywny ekspert, pracowita i mało polityczna. Przy okazji przystojna blondynka z tatuażem byłaby świetnym kontrastem do Jarosława Kaczyńskiego. Tak to już jest, że nie jakość, ale wygląd zewnętrzny staje się w demokracjach masowych atutem.
Ewa Kopacz to partyjny beton. Mierny, ale wierny. Agresywny i wygadany harcownik, który nadaje się do wypełniania rozkazów, ale nie do zarządzania. Pojawiają się zatem głosy, że dla Tuska to idealny zastępca w czasie życia na uchodźstwie, tak jak gdyby Kopacz miała zagwarantować sukces i przetrwanie centrolewicowej formacji.
Niestety dla PO, nie zagwarantuje ona przetrwania, bo pod jej dyktatem partia się posypie. I chociaż w tej chwili nie ma wśród peowskiej wierchuszki żadnego mocnego kandydata na premiera i przewodzącego partii, w ciągu najbliższych lat wyłonią się w PO silne osobowości, kliki i spółdzielnie, które rozpoczną zażarty bój o władzę. Odległe iluminacje Słońca Peru nie powstrzymają rozkładu.
Kopacz będzie zmuszona do stałego wydzwaniania z najbłahszą sprawą do Tuska, który w pewnym momencie przestanie odbierać telefony. Ten typ już tak ma. Swoje osiągnął, jego osobiste korzyści stały zawsze wyżej niż dobro kolektywu, a zatem „prezydent Europy” pożegnał się właśnie na dobre z Polską i PO. Syty wrażeń brukselskich może powróci z Brukseli na wybory prezydenckie, ale do szefowania PO i mało intratnego biznesu, jakim jest bycie premierem Polski, już nie. Dla tego środowiska byłby to regres. W końcu awansem nazywa się u nas porzucenie funkcji szefa 40-milionowego państwa dla mało prestiżowej posady figuranta i marionetki (ale za to dobrze płatnej).
Z drugiej strony Kopacz jest tak naprawdę prawdziwym obliczem Platformy Obywatelskiej. Maska PO, jaką był Tusk, spadła. Make-up słodkich uśmieszków, luzu, przyjazności wytarł się, odsłaniając brzydotę i charakter tej formacji. Kopacz nie pasuje do tuskobusa, nie włoży kaloszy na wały przeciwpowodziowe, nie zje obiadu z wielodzietną rodziną w Pułtusku. Gdyby się jednak na to odważyła, ordynarny fałsz PR-owskich zabiegów byłby aż nadto czytelny. Dlatego w największej panice po decyzji Tuska, który wysłał podrobione CV do Brukseli, są spin doktorzy. Niektóre typy są niereformowalne. Tusk niewątpliwie był świetnym materiałem do modelowania. Kopacz nie.
Dr Tomasz M. Korczyński