Gazowy splot
Czwartek, 4 września 2014 (02:00)Moskwa nie ma technicznych możliwości wstrzymania dostaw gazu dla Ukrainy bez wstrzymania dostaw do Unii. W sporze gazowym Ukrainy z Rosją kraje europejskie stały się zakładnikiem.
Rosja planuje na zimę całkowite wstrzymanie tranzytu gazu przez Ukrainę do odbiorców w państwach UE – ostrzegł premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk.
– Wiadomo nam o planach Rosji dotyczących całkowitego wstrzymania tranzytu gazu, nawet do krajów Unii Europejskiej. Właśnie z tego powodu ich operatorzy gazowi dostali polecenie maksymalnego napełnienia gazem zbiorników na terytorium Europy – powiedział Jaceniuk. Rosja chce, jego zdaniem, odłączyć Ukrainę od wszelkich dostaw surowców energetycznych.
W razie nagłego odcięcia dostaw Europa nie miałaby dziś czym zastąpić względnie taniego rosyjskiego gazu, który notabene niekoniecznie pochodzi z Rosji, często z Azji Środkowej. Gaz skroplony z Kataru jest o kilkadziesiąt procent droższy, import gazu z Ameryki jeszcze nie ruszył, gazu norweskiego i z innych europejskich źródeł jest za mało do pełnego pokrycia potrzeb. Zależność Starego Kontynentu od Rosji ma zresztą charakter wzajemny: bez eksportu węglowodorów do Europy załamałyby się finanse Rosji, w których gaz stanowi 20 proc. dochodów z eksportu, a ropa – 30 procent. Wstrzymanie dostaw gazu przez Rosję jest mało prawdopodobne także i z tego powodu, że część „rosyjskiego gazu” pochodzi z Kazachstanu i innych krajów Azji Środkowej i Rosja musi za ten zakontraktowany gaz zapłacić, nawet jeśli go nie odbierze, w przeciwnym razie naraziłaby się na astronomiczne kary w arbitrażu międzynarodowym.
Zakładnicy sporu
Jak twierdzą specjaliści w sprawach przesyłu gazu, Rosja nie może zakręcić kurka samej Ukrainie, bo nie ma technicznych możliwości wstrzymania dostaw dla tego państwa bez wstrzymania dostaw do Unii. Chodzi o to, że transport gazu przez Ukrainę wymaga zatłoczenia surowca do ogromnych ukraińskich magazynów, inaczej jego odbiór byłby niemożliwy. Z kolei ewentualna rezygnacja Rosji z tranzytu przez Ukrainę spowodowałaby, że przepustowość pozostałych gazociągów nie pozwoli na przetransportowanie 170-180 mld m sześc. gazu rocznie do Europy. Według naszego rozmówcy, transport gazu przez terytorium Białorusi także odbywa się za pośrednictwem ukraińskich magazynów. W rezultacie Polska i część krajów UE są zakładnikami w sporze gazowym Ukrainy z Rosją. Dopóki gaz do nich płynie – Kijów zawsze może odebrać surowiec, nawet gdy za niego Rosji nie płaci.
Według eksperta Instytutu Studiów Energetycznych Pawła Poprawy, Ukraina, której kończą się zapasy gazu, będzie zmuszona tej zimy podbierać gaz przeznaczony dla sąsiadów z Unii. Z punktu widzenia tych ostatnich przyniesie to identyczny efekt jak przykręcenie kurka przez Rosję.
Scenariusz jest tym bardziej realny, że ukraiński państwowy Naftogaz, który zajmował się importem gazu z Rosji, jest praktycznie niewypłacalny.
– Wątpliwe, by MFW wyasygnował dla Naftogazu 1,6 mld euro na spłatę euroobligacji, których zapadalność przypada pod koniec września, wiedząc, że Ukraina nie realizuje uzgodnionego programu naprawczego i że Zachód tych pieniędzy nie odzyska – przewiduje dr Cezary Mech. Trzy główne agencje ratingowe obniżyły rating Ukrainy do poziomu CCC, a więc tylko o jeden punkt wyżej od dotkniętej bankructwem Argentyny.
W poszukiwaniu alternatywy
Rosnąca niepewność dostaw powoduje, że co jakiś czas powraca drażliwa sprawa gazociągu South Stream omijającego Ukrainę, którego budowę wstrzymała niedawno Komisja Europejska. Bułgarskie media ujawniły ostatnio nagrania wideo z portu w Warnie, na którym widać, jak pracownicy układają nowe rury pod budowę South Streamu dostarczone, jak ustalono, z Niemiec w połowie sierpnia. Co ciekawe, Komisja Europejska na tę niesubordynację praktycznie nie zareagowała, poza zdawkowym wyrażeniem „zaniepokojenia”.
W Polsce spore nadzieje wiąże się z uruchomieniem gazoportu i importem LNG. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że zwiększanie wolumenu gazu LNG spowodowałoby podwyżkę cen, bo gaz skroplony sprowadzany drogą morską jest o co najmniej 40 proc. droższy niż gaz transportowany tradycyjną rurą.
– Zapotrzebowanie w Europie na LNG spada, m.in. z powodu wybudowania Nord Streamu, którym można przesłać z Rosji do Europy Zachodniej 55 mld m sześc. gazu rocznie – przyznaje Tomasz Chmal, ekspert ds. rynku energii Instytutu Sobieskiego.
Gdy chodzi o zasoby gazów konwencjonalnych, które w przyszłości mogłyby być alternatywą dla gazu z Rosji – to ogromnymi niewykorzystanymi dotąd zasobami ponad 28 bln m sześc. gazu dysponuje Iran, który jednak nie posiada rozbudowanej infrastruktury przesyłowej, ponieważ eksport irańskiego gazu był od dziesięcioleci blokowany ze względów politycznych. Potwierdzony potencjał na poziomie ponad 45 bln m sześc. gazu posiadają też kraje Azji Środkowej – Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan, ale kraje te są związane wieloletnimi kontraktami na dostawy z Rosją. Jeśli zsumować ich zasoby z zasobami rosyjskimi (47,6 bln m sześc.), to staje się jasne, dlaczego Rosja utrzymuje pozycję ważnego dostawcy gazu dla Europy, który zapewnia ponad 30 proc. jej zapotrzebowania.
Obawy przed kryzysem gazowym rozpraszają informacje o nowych sposobach pozyskiwania gazu ziemnego metodami niekonwencjonalnymi. Głośnym echem w Polsce i na świecie odbiła się tzw. amerykańska „rewolucja łupkowa”. Ilość odwiertów za oceanem rośnie w lawinowym tempie. W Ameryce gaz ziemny wydobywany ze skalnych szczelin jest produktem ubocznym wydobywania ropy naftowej, co zasadniczo obniża koszty oraz finalną cenę surowca.
Rewolucja po amerykańsku
– Dzięki eksploatacji pokładów łupkowych koszt energii za oceanem jest obecnie prawie trzykrotnie niższy niż w Niemczech, które wdrażały w tym czasie politykę oziębiania klimatu. Przedsiębiorcy amerykańscy płacą dziś (w przeliczeniu na euro) nieco ponad 50 euro za megawatogodzinę, podczas gdy przedsiębiorcy niemieccy – 140 euro za 1MWh – cytuje dr Mech wyliczenia „Wall Street Journal”.
Za chwilę w ślady Amerykanów ruszą Chiny, które mają jedne z największych łupkowych zasobów na świecie i gigantyczne, wciąż rosnące potrzeby energetyczne. Ale łupki to nie wszystko. Można też pozyskiwać gaz z pokładów węgla kamiennego. Są ponadto inne, jeszcze ciekawsze źródła, np. gaz zakleszczony (tight-gas).
Obecnie ceny gazu są najniższe w Ameryce, w dużej mierze dzięki „łupkowej rewolucji”. Dla utrzymania tej konkurencyjnej przewagi USA nie zezwalały dotąd na eksport surowca poza kontynent, jednak przyszłe kontrakty eksportowe podobno są już gotowe i czekają tylko na polityczny sygnał (eksperci studzą jednak nadzieje, że ceny LNG w Europie dzięki temu drastycznie spadną). Najdrożej za gaz płacą kraje Dalekiego Wschodu, zwłaszcza Japonia skazana wyłącznie na import gazu skroplonego (LNG).
– Najwcześniej zaczną spadać ceny gazu skroplonego w Azji, bo tam będą w pierwszej kolejności eksporterzy wysyłali surowiec – przewiduje dr Tomasz Chmal.
Ceny europejskie plasują się w środku, przy czym są one z reguły niższe dla Europy Zachodniej, natomiast wyższe dla Wschodniej, która ma długoterminowe kontrakty z Rosją.
Układ cen powinien się jednak zmieniać, ewoluując w kierunku obniżenia cen gazu i stopniowego ich wyrównywania na światowych rynkach. Ów trend jest zauważalny na rynku ropy naftowej.
– Podaż amerykańskiej ropy z łupków wzrasta szybciej niż popyt światowy. To tłumaczy, dlaczego ceny ropy – pomimo zamieszek i wojen w rejonach pól naftowych – zamiast rosnąć, spadły ze 108 dol. za baryłkę do 102 – zwraca uwagę dr Mech.
Gaz i polityka
Na rynku gazu odnotowano podobne zjawisko – z chwilą zaostrzenia sytuacji na Ukrainie ceny gazu niespodziewanie spadły, zamiast wzrosnąć. Prawdopodobnie jednak efekt ten nie jest związany z działaniem rynku.
– Gaz jest podatny na oddziaływanie polityczne. Obecnie wywierana jest presja na obniżenie cen gazu, żeby zmniejszyć dochody Rosji, w przyszłości zaś nacisk pójdzie w kierunku stopniowego zmniejszania wolumenu gazu sprowadzanego do Europy z Rosji – twierdzi jeden z ekspertów.
Trudno przewidzieć, co ostatecznie wyłoni się z owej „gry polityki z rynkiem”. Należy być gotowym na każdy rozwój sytuacji.
W Polsce odzywają się głosy, że powinniśmy zrezygnować z importu gazu z Rosji ze względu na jego wysoką cenę – tę narzucaną w kontraktach, a także tę polityczną. Pojawiają się propozycje, aby zastąpić gaz rosyjski gazem skroplonym oraz gazem sprowadzanym rurociągami z Zachodu (który może być gazem sprowadzonym przez Zachód z Rosji po rynkowej cenie). Doktor Mech przestrzega przed takim krokiem.
– Rezygnacja z dywersyfikacji to absurd. Po pierwsze, biznesy robi się nie z pośrednikiem, lecz z tym, kto rozdaje karty. Po drugie, gaz skroplony (LNG) jest znacznie droższy od rosyjskiego, a jego ceny w razie kryzysu gazowego w Europie wzrosną proporcjonalnie do wzrostu popytu. Ponadto nie ma na naszym kontynencie takiej liczby terminali do odbioru LNG, aby mógł on zastąpić gaz rosyjski. A na koniec – Qatargas, który będzie dostawcą LNG do Polski, działa w niespokojnym rejonie świata, skąd transport może być zakłócony – wylicza powody dr Mech.
Jak zatem powinniśmy kształtować własną politykę energetyczną? – Interes Polski polega na tym, aby zagwarantować sobie stabilne dostawy gazu po niskiej cenie. Nie osiągnie się tego przez rezygnację z kierunku rosyjskiego czy innego, lecz przez dywersyfikację kierunków dostaw w oparciu o przemyślaną rozbudowę infrastruktury i wybieranie optymalnych dostawców z jak najszerszego grona – tłumaczy nasz rozmówca. – Należy przy tym pamiętać o preferencji w polityce energetycznej dla źródeł krajowych. W naszym wypadku oznacza to konieczność oparcia energetyki o węgiel kamienny i brunatny przy rezygnacji z pakietu klimatycznego, oraz wykorzystanie gazu łupkowego i ciepła wód geotermalnych – dodaje.
Małgorzata Goss