• Wtorek, 28 kwietnia 2026

    imieniny: Pawła, Walerii, Piotra

Sto lat w Brukseli, sto lat

Środa, 3 września 2014 (10:17)

Jak zwykle w programie najważniejszego dziennikarza w Polsce, który po królewsku, jak przystało na powitanie króla Polski i całej Europy, przyjął na swoich salonach (budowanych z publicznych pieniędzy) najważniejszego polityka kraju, nie obyło się bez spontanicznej radości, którą malkontenci i nienawistnicy zdefiniowali jako wykalkulowaną i wyrachowaną poddańczość.

Rozentuzjazmowana młodzieżówka najważniejszej partii politycznej w kraju, nie czekając na żadną zachętę skromnego gospodarza programu i jego zaskoczonego gościa, całkiem nieoczekiwanie przejęła inicjatywę i oklaskami oraz zaintonowaną żywiołowo pieśnią „Sto lat” oddała hołd tuski. Serce rośnie, gdy widzi się polską i odważną młodzież, która w sposób szczery, oddany, wierny, nieprzymuszony i samorzutny docenia fakt, że oto jesteśmy świadkami najważniejszego wydarzenia w historii Polski, a nawet w całych dziejach ludzkości.

Znany ze swej niezależności i obiektywności czołowy żurnalista naszej Ojczyzny skierował, na swój stonowany i umiarkowany sposób, słowa miłości do wiecznie niezadowolonych i nikczemnych malkontentów, którzy są na tyle ślepi, że nie dostrzegają wielkości sternika polskiego okrętu, walczącego o dobrobyt i pomyślność dla całego Narodu. Ci malkontenci, którzy szargają i depczą jego imię, nie są rozwinięci (a nawet są niedorozwinięci). Na szczęście są jeszcze w kraju środowiska, które ogrzewane blaskiem Słońca Peru kroczą w jasności i to one są nadzieją na przyszłość tego kraju.

Gdyby nie było tak odważnych dziennikarzy jak wspomniany najważniejszy żurnalista w kraju, przyznam, że nigdy bym nie dostrzegł, jak dobrze jest nam pod władzą najważniejszego człowieka w Polsce, a od niedawna w całej Europie. Nie widziałbym, nie słyszał i nie czuł, jak nasz kraj wspaniale kwitnie, jak się pomyślnie rozwija, jak odważnie rośnie w siłę, jak bardzo liczą się z nami na scenie międzynarodowej, od Wschodu po Zachód.

I dorastając do pojęcia tej głębi tajemnicy, zadaję jednocześnie nieśmiałe pytanie: Czy nie można by, dzięki sile przekonywania i dzięki wrodzonemu charyzmatowi Donalda Cudotwórcy przekonać nowego komisarza Unii Europejskiej (zwanej pod przewodnictwem nowego szefa Rady Europejskiej – Europą), Junckera, żeby do Brukseli pościągał całe zastępy PO-wskich fachowców, żeby zaangażował do swej trupy cały rząd Tuska? Uznanych sław jest tak wiele, żeby tylko wspomnieć najważniejszych: Sikorski, Arłukowicz, Sienkiewicz, Fuszara, Kluzik-Rostkowska, wydaje się więc wielce prawdopodobne, że przy tak rozbudowanej machinie postępu biurokratycznego i inwencji urzędotwórczej uda się utworzyć nowe stanowiska dla Platformy Obywatelskiej, aby tak wybitna formacja polityczna, podobnie jak w całej Polsce, dokonywała wielkich cudów w całej Europie.

Wydaje się, że w Brukseli zaczęłaby się realizować na jeszcze wyższym poziomie, z dala od naszej Ojczyzny, bo przecież porzucenie stanowiska prezesa Rady Ministrów i funkcji ministerialnych dla stanowisk unijnych nazywane jest powszechnie w naszej Ojczyźnie awansem. Awansował Tusk, awansowała Bieńkowska, awansował Zdrojewski, awansowała Kozłowska-Rajewicz, zatem niechby i awansowali inni wybitni. Europa ich potrzebuje.

A dla wiernego i najważniejszego dziennikarza w Polsce znalazłaby się na pewno jakaś fucha, na przykład już oficjalnie rzecznika prasowego genialnego gremium od cudów pod sztandarem Słońca Peru. Nie dałoby się tego jakoś zrobić? Jak zawsze, dla dobra Polski. Wówczas i ja bym spontanicznie zaintonował: „Sto lat, sto lat w Brukseli, w Brukseli, nie w Polsce”.

Dr Tomasz M. Korczyński