Biało-Czerwoni na fali
Wtorek, 2 września 2014 (22:32)Polscy siatkarze pokonali we Wrocławiu Australię 3:0 (25:17, 25:19, 25:22) i odnieśli drugie zwycięstwo w grupie A mistrzostw świata. Biało-Czerwoni wcześniej, także bez straty seta, wygrali z Serbią.
Nasi byli faworytami, ale rywala nie lekceważyli. Wielu z nich doskonale pamiętało mecz na igrzyskach w Londynie w 2012 roku, kiedy to również miało być miło, łatwo i przyjemnie, a było koszmarnie. Polacy sensacyjnie przegrali, a ich katem okazał się Thomas Edgar. Australijski atakujący zdobył wówczas aż 26 punktów, praktycznie w pojedynkę rozstrzygając o losach spotkania. Biało-Czerwoni sporo o tym starciu wspominali, wszystko po to, by wzbudzić w sobie jeszcze większą motywację i chęć rewanżu. Wiedzieli, że patrząc po sportowemu są lepsi i mają wyższe umiejętności, ale nie chcąc skomplikować sobie życia, planowali jak najbardziej utrudnić je gwieździe przeciwników. Edgar doskonałą formę pokazał już wcześniej, w wygranym we Wrocławiu starciu z Kamerunem.
Nasi zaczęli dobrze, z wysokiego „c”. Szybko zdobyli dwa punkty, a prowadzenia do końca pierwszego seta już nie oddali. Na przerwę techniczną zeszli, wygrywając 8:5, po niej kolejne dwa „oczka” zapisał na swym koncie Mateusz Mika. Zdenerwowany trener Australijczyków poprosił o czas, ale to niczego nie zmieniło. Po kolejnych udanych akcjach Miki, Piotra Nowakowskiego i Mariusza Wlazłego zrobiło się 16:10. Edgar robił, co mógł, atakował z wściekłością i godnym uznania zacięciem, często z oczekiwanym przez niego skutkiem, jednak tym razem w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Pierwszego seta Polacy wygrali pewnie i zdecydowanie.
Drugi zaczął się podobnie, czyli od prowadzenia 3:1. Tym razem jednak już tak łatwo nie było. Australijczycy zdecydowanie podnieśli poprzeczkę, przede wszystkim uwierzyli, że mogą podjąć walkę i przestali popełniać sporo błędów. „Kangury” szybko wyrównały, a potem na boisku trwała zaciekła bitwa, w której nikt nie chciał ustąpić. Owszem, nasi cały czas byli na „plusie”, czyli wygrywali jednym, dwoma, rzadko nawet trzema punktami, jednak rywale ich doganiali. W końcówce od stanu 20:19 Polacy zagrali jednak świetnie, a przeciwnicy się pogubili. W kluczowych momentach błysnął Michał Winiarski, zdobywający punkty efektownymi atakami i blokiem.
W trzecim secie nasi nie zwolnili. Ich przewaga nie była co prawda tak widoczna jak w pierwszej partii, jednak cały czas utrzymywali kontrolę nad tym, co dzieje się na boisku. Wygrali pewnie, zasłużenie, po kolejnym dobrym meczu.
Wcześniej w naszej grupie doszło do meczu bardzo ważnego, jeśli chodzi o układ jej sił. Zmierzyły się w nim Serbia, w sobotę rozbita przez Polaków, oraz Argentyna, która na inaugurację bez straty seta pokonała Wenezuelę. Wszyscy byli ciekawi, czy siatkarze z Bałkanów podniosą się po laniu sprawnionym przez Biało-Czerwonych, odpowiedź brzmiała twierdząco. Zagrali dobrze, pewnie wygrali 3:1 (25:17, 20:25, 25:21, 25:21). W innym pojedynku Wenezuela pokonała Kamerun 3:1 (25:22, 25:21, 31:33, 25:14).
Polska – Australia 3:0 (25:17, 25:19, 25:22). Polska: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Paweł Zagumny, Karol Kłos, Mariusz Wlazły, Mateusz Mika, Paweł Zatorski (libero) oraz Dawid Konarski, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak.