W US Open już bez Polaków
Wtorek, 2 września 2014 (18:26)Marcin Matkowski pożegnał się dziś z US Open co oznacza, że w ostatnim w roku turnieju tenisowego Wielkiego Szlema nie ma już żadnego z reprezentantów Polski. Jedni zawiedli mniej, drudzy bardziej, ale mówiąc ogólnie, była to kolejna słaba impreza w wykonaniu naszych reprezentantów.
Matkowski zaszedł najdalej z Biało-Czerwonych, bo do ćwiecfinału miksta. W parze z Czeszką Květą Peschke marzył o czymś więcej, ale niestety w pojedynku z Yung-Jan Chan (Tajwan) i Rossem Hutchinsem (Wielka Brytania) skreczowali w drugim secie, przy stanie 3:6, 2:1. Dwa lata temu Matkowski z Peschke grał w Nowym Jorku w finale, stąd ich apetyty sięgały dalej.
Wcześniej, bo w 1/8 finału, Matkowski odpadł w deblu. Tym razem zagrał z Mariuszem Fyrstenbergiem, swym (nie)stałym partnerem. Piszemy tak, bo tworzą team od wielu lat, ale w tym sezonie dwukrotnie robili sobie przerwę od wspólnych występów, które, delikatnie mówiąc, niezbyt im się udawały. W Nowym Jorku wszystko niby się układało, ale w końcu przegrali z chorwacko-brazylijskim deblem Ivan Dodig, Marcelo Melo 4:6, 4:6. Co to oznacza dla ich przyszłości, zobaczymy.
Największe nadzieje tradycyjnie wiązaliśmy z Agnieszką Radwańską, ale ona znów im nie sprostała. W zasadzie to kompletnie rozczarowała, bo już w drugiej rundzie uległa dużo niżej notowanej Chince Shuai Peng 3:6, 4:6. Krakowianka nie radzi sobie z presją, nie umie grać, gdy oczekiwania są większe niż zazwyczaj, ale jest też prawdą, że nowojorskie korty nigdy jej nie służyły. Aż pięciokrotnie żegnała się z nimi po zaledwie drugim meczu. Sama przyznała, że nie wie, co ją tam hamuje. Humoru jednak przez to nie straciła, czemu dała wyraz na jednym z portali społecznościowych, chwaląc się, z szerokim uśmiechem, prezentem od pewnej firmy jubilerskiej. Co ciekawie, nie spotkało się to z pozytywnym odzewem jej fanów, którzy zasugerowali Agnieszce, by raczej skupiła się na treningach. W ogóle polskie singlistki w Nowym Jorku zaliczyły bolesną porażkę, Paula Kania i Katarzyna Piter odpadły już w pierwszej rundzie, ze swymi rywalkami nawet nie nawiązując walki.
Z dołka nie wyszedł także Jerzy Janowicz. Łodzianin w drugiej rundzie przegrał z Kevinem Andersonem z RPA, ale – co ciekawe – i tak zanotował najlepszy w karierze występ w tym turnieju. Najlepszy nie oznaczało jednak dobry. W obecnym sezonie Janowicz robił wiele, by zerwać z opinią tenisisty zdolnego do wszystkiego, walecznego, ambitnego i charakternego. Z całkiem zresztą sporym powodzeniem. Niestety.
Dodajmy jeszcze, że Alicja Rosolska, z Kanadyjką Gabrielą Dabrowski, dotarły do 1/8 finału debla, a wcześniej lub dużo wcześniej z rywalizacją w nim pożegnali się Kania, Piter i Tomasz Bednarek. To nie był udany turniej dla Polaków. Kolejny w tym roku.
Piotr Skrobisz