Zepsuł i zostawił...
Wtorek, 2 września 2014 (10:00)Stało się, Donald Tusk, mimo wielokrotnego zarzekania się, że najważniejsze jest dla niego rządzenie Polską, gdy tylko pojawiła się realna szansa, aby się od tego uwolnić, bez wahania z niej skorzystał (jak to ujęto w zarejestrowanych na taśmach prawdy rozmowach ministra Pawła Grasia z prezesem PKN Orlen Jackiem Krawcem – „uciekł z tego syfu”).
Powinniśmy odetchnąć z ulgą, po blisko 7 latach oddaje stery rządzenia w Polsce człowiek, który nie miał już na nie pomysłu, czego wyrazem było jego ostatnie, piąte czy szóste już exposé, wygłoszone w Sejmie w poprzednim tygodniu.
Premier, który jeszcze wiosną tego roku nie był w stanie zaoferować matkom dzieci niepełnosprawnych protestujących w Sejmie 1000-złotowych zasiłków, bo nie było na nie pieniędzy w budżecie (środki na ten cel trzeba było ostatecznie zabrać z dróg lokalnych w kwocie około 300 mln zł), teraz sypnął groszem emerytom i rodzicom rodzin wielodzietnych (wydatki rzędu 5 mld zł rocznie, które mają być pokryte z jakiejś wypracowanej mitycznej nadwyżki).
Donald Tusk został w sobotę wybrany na liczącą 2,5 roku kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej (z możliwością przedłużenia jej na kolejne 2,5 roku, tak jak w przypadku Hermana Van Rompuya) i w związku z tym już w najbliższych tygodniach powinien zniknąć z polskiej polityki.
Wprawdzie w programach telewizyjnych, w których uczestniczyłem w sobotę, przedstawiciele Platformy panicznie trzymali się wersji, że z polityki krajowej Tusk nie musi odchodzić, ale nie ulega wątpliwości, że standardy europejskie na to nie pozwalają.
Skoro – jak wtedy tłumaczono – przewodniczący Rady jest człowiekiem, który musi się wyzbyć narodowej wrażliwości, wszak reprezentuje 28 krajów członkowskich, to trudno wręcz sobie wyobrazić, aby mógł być uczestnikiem krajowej polityki. Pewnie Tusk będzie zakulisowym graczem w polskiej polityce, ale już niedługo będzie musiał zrezygnować nie tylko z fotela premiera, ale także z fotela przewodniczącego Platformy.
Zdaje się, że już kilka dni temu wyznaczono podczas nocnego spotkania u prezydenta Komorowskiego jego następcę w sprawowaniu obydwu funkcji, ale o ile osadzanie marszałek Kopacz na fotelu premiera przejdzie pewnie bezkolizyjnie (wszak Platforma i PSL mają ciągle większość w obecnym Parlamencie), to już jej rządzenie partią nie będzie takie bezproblemowe. Jest ona wprawdzie pierwszym zastępcą Tuska (taką zmianę w statucie Platformy przeprowadzono niedawno), ale mimo że dokonał on wokół siebie znaczących czystek, głowę teraz podniesie, jak się wydaje, nie tylko Grzegorz Schetyna. W Platformie zacznie się więc brutalna walka o schedę (nomen omen) po Tusku i nawet zakulisowe działania prowadzone przez niego już z brukselskiego fotela temu nie zapobiegną.
Spaloną ziemię Tusk zostawia nie tylko w Platformie, fatalne są także skutki jego 7-letnich rządów. Ich kwintesencją był „skok na kasę” w Otwartych Funduszach Emerytalnych i przejęcie na początek kwoty 150 mld zł (regularnie będą także przejmowane kolejne środki w związku z tzw. suwakiem) tylko dlatego że bez tego zawłaszczenia nie udałoby się złożyć budżetu na 2014 rok.
Blisko bilionowy dług publiczny na koniec 2013 roku jest kolejnym dowodem, że rachityczny wzrost gospodarczy, osiągany w ostatnich latach, był realizowany tylko dzięki gigantycznemu zadłużaniu kraju, przy którym to gierkowskie (którego ostatnią ratę spłaciliśmy niedawno) wyglądało wręcz niewinnie.
Zniszczenie tysięcy miejsc pracy (choćby w przemyśle stoczniowym), blisko 2-milionowe bezrobocie, masowe wyjazdy Polaków za granicę (od 2 do 3 milionów emigrantów), jedna z najniższych na świecie dzietność Polek (212. miejsce na świecie na 221 notowanych krajów) czy ponad 2,5 mln Polaków żyjących w skrajnym ubóstwie to kolejne „osiągnięcia” jego 7-letnich rządów.
Więc Tusk z wozu – koniom lżej, ale i wóz, i konie zostawia niestety w opłakanym stanie.
Dr Zbigniew Kuźmiuk