Energetyczny bigos
Wtorek, 2 września 2014 (02:12)Projekt polityki energetycznej Polski do 2050 r. przewiduje rozwój wszystkich sektorów energetyki, łącznie z jądrową. Ale nie mówi, skąd weźmiemy na to pieniądze.
Wczoraj zakończyły się konsultacje nad przedstawionym przez resort gospodarki projektem „Polityki energetycznej Polski do 2050 roku”. Dokument jest oparty na przyjętej w kwietniu przez rząd strategii „Bezpieczeństwo Energetyczne i Środowisko”. Scenariusz wiodący polityki energetycznej zakłada kontynuację. Przewiduje mianowicie, że miks energetyczny w naszym kraju będzie nadal oparty głównie na węglu, ale jednocześnie będzie postępował rozwój sektora energetyki odnawialnej, a do Polski wkroczy energetyka jądrowa.
Oprócz tej ścieżki zaprezentowano w dokumencie dwa scenariusze pomocnicze. Pierwszy – „scenariusz jądrowy” – bazuje na tezie, że rolę wiodącą w bilansie energetycznym Polski przejmie energia jądrowa. Drugi – „scenariusz łupkowy” – przewiduje oparcie polskiej energetyki na gazie łupkowym i odnawialnych źródłach energii, o ile oczywiście dojdzie do wydobycia na szeroką skalę gazu ze skał łupkowych.
Zdaniem ekspertów, „Polityce energetycznej do 2050 roku” brakuje wyraźnych priorytetów.
– W dokumencie właściwie wszystkie te kierunki są jednakowo ważne. Być może byłoby to słuszne podejście, gdyby nie pytanie, skąd na to wszystko wziąć pieniądze – powiedział Paweł Nierada z Instytutu Sobieskiego, cytowany przez portal Newseria.pl. Ekspert wskazał też, że autorzy dokumentu są niekonsekwentni w swoich rozważaniach.
– Z jednej strony, dokument podkreśla wagę i znaczenie energetyki węglowej dla naszej przyszłości, z drugiej strony, w pewien sposób akceptuje coraz silniejsze eliminowanie go jako surowca energetycznego w krajach Unii Europejskiej. Pytanie, właściwie w jaki sposób chcemy to ze sobą pogodzić i przy okazji nie zbankrutować –zastanawia się Nierada.
Polska energetyka konwencjonalna, oparta głównie na węglu, wymaga ogromnych nakładów w odtworzenie i budowę nowych mocy oraz rozwój i modernizację sieci przesyłowych, nie mówiąc już o potrzebach finansowych związanych z przywróceniem rentowności sektora wydobycia węgla. Do tego należy doliczyć inwestycje gazowe – wielomiliardowe nakłady na dokończenie budowy gazoportu, rozbudowę infrastruktury gazociągowej, a także zapowiedziane już wsparcie publiczne (5 mld zł na początek) poszukiwań węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych, zwłaszcza gazu łupkowego.
Wybudowanie w Polsce elektrowni atomowej pochłonie co najmniej 50 mld zł, bez uwzględnienia kosztów przygotowania składowisk odpadów radioaktywnych. W związku z ogromną skalą wydatków państwowy koncern PGE, który rząd uczynił odpowiedzialnym za tę inwestycję, liczy na wsparcie finansowe państwa przy jej realizacji.
Bez publicznego wsparcia nie będzie też rozwoju zielonej energetyki, która w warunkach rynkowych jest droższa od energii ze źródeł konwencjonalnych, a dodatkowo nastręcza znacznych trudności, gdy chodzi o utrzymanie stałego poziomu dostaw do sieci przesyłowych. Według najnowszej analizy Międzynarodowej Agencji Energii (MAE), do końca obecnej dekady inwestycje w OZE zmniejszą się o 20 mld dolarów. Jeśli zatem ambitne cele klimatyczne UE mają być zrealizowane, kraje członkowskie powinny utrzymać, według Agencji, znaczny poziom dotacji dla energetyki odnawialnej. Problem zapewnienia w Polsce wsparcia publicznego dla OZE będzie jednym z głównych tematów tzw. wysłuchania publicznego projektu ustawy o OZE, które odbędzie się wkrótce w Sejmie.
Dla ekspertów jest oczywiste, że budżet nie udźwignie sfinansowania rozwoju wszystkich wspomnianych sektorów energetyki i że konieczne jest wskazanie przez rząd priorytetów w wydatkach publicznych. Przerzucenie przez inwestorów kosztów inwestycji w energetyce na odbiorców oznaczałoby drastyczny wzrost cen energii w Polsce, wzrost kosztów produkcji w kraju i skazanie polskiej gospodarki na niekonkurencyjność.
Małgorzata Goss