Tuska nie ma, interesy zostają
Niedziela, 31 sierpnia 2014 (21:35)Z Bolesławem Piechą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wybór Donalda Tuska skłania do pytania o to, w jakim stanie pozostawia on Polskę, udając się do Brukseli.
– Wszyscy widzimy, jak wygląda Polska, i to niestety przebija się przez tę nominację, zresztą obiektywnie rzecz biorąc, bardzo ważną. W końcu nie na co dzień zdarza się, że Polak zajmuje eksponowane stanowisko w unijnych strukturach. Nie usprawiedliwia to jednak faktu, że Polska, jaką zostawia Donald Tusk, jest w nie najlepszym, żeby nie powiedzieć fatalnym, stanie. Donald Tusk, który w końcu jako premier przez ostatnie lata brylował na unijnych salonach i pokazywał się z przywódcami najważniejszych państw Europy, tak naprawdę niewiele w tym czasie załatwił dla Polski. To smutne, ale niestety prawdziwe.
Czy widzi Pan jakąś zaletę z wyboru Polaka na stanowisko szefa Rady Europejskiej?
– Jest okazja, aby Polska została zauważona na arenie międzynarodowej, bo to, że powinniśmy się promować w każdy możliwy sposób, nie ulega wątpliwości. Inna sprawa, na ile Donald Tusk będzie kreował swoją osobę i czy będzie pamiętał o Polsce. Życzyłbym sobie i myślę, że nam wszystkim, aby piastując to stanowisko, Donald Tusk był przede wszystkim Polakiem, a nie Europejczykiem, żeby nie zapomniał o Polsce.
Jakie są zatem oczekiwania od nowego szefa Rady Europejskiej z punktu widzenia polskich interesów?
– Tych spraw, które powinny być załatwione dla Polski, jest wiele. Po pierwsze, dopłaty do rolnictwa. Byłoby dobrze, gdyby polscy rolnicy byli w końcu traktowani na równi z rolnikami francuskimi czy niemieckimi. Druga kwestia dotyczy pakietu klimatycznego, który Donald Tusk jako premier – mówiąc kolokwialnie – sam zawalił w 2008 r., głosując za tym, aby zwiększyć obostrzenia klimatyczne dotyczące emisji CO2. Potem próbował odpowiedzialność przerzucić na innych, ale fakt pozostaje faktem, że nie zawetował pakietu klimatycznego. Widać nie miał odwagi się postawić, a szkoda, bo polska energetyka była, jest i na razie w dalszym ciągu będzie oparta na węglu i ten węgiel trzeba chronić, co mówię także jako mieszkaniec Śląska. Kolejna sprawa, kto wie, czy na obecną chwilę nie najważniejsza, dotycząca stanowiska Unii Europejskiej wobec sytuacji na Ukrainie. Zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia kontrowersyjna, ale wszyscy mamy świadomość, że kilkaset kilometrów od naszej wschodniej granicy mają miejsce działania wojenne. To, co się tam dzieje, to bardzo ważna sprawa z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa. Sądzę, że Donald Tusk jako świadomy polityk powinien wpłynąć, a przynajmniej starać się wpłynąć, na główną rozgrywającą Angelę Merkel, aby stanowisko Unii Europejskiej, nie tylko polityczne, ale również gospodarcze, w postaci sankcji, i wspólny front wobec imperialnej polityki Rosji były jednoznaczne i bardziej zdecydowane.
Biorąc pod uwagę kryzys na Ukrainie, jak Donald Tusk, jako szef Rady Europejskiej może być postrzegany przez Putina?
– Nie chciałbym w tym zakresie roztaczać jakichś zbyt daleko idących czy przesądzających wizji, ale wszyscy pamiętamy widok premiera Donalda Tuska w objęciach Władimira Putina utrwalony 10 kwietnia 2010 r. na zdjęciu tuż katastrofie na lotnisku w Smoleńsku. Biorąc to pod uwagę, myślę, że będzie to bardzo trudny egzamin dla Tuska, i jest pytanie, czy potrafi on, czy w ogóle jest w stanie, stawić czoła, spojrzeć w oczy Putinowi i powiedzieć otwarcie, co myśli o agresji na Ukrainę. Słynne już poklepywanie się z Putinem po plecach, które głęboko utrwaliło się w pamięci Polaków, myślę, że stawiają przed Tuskiem bardzo trudne zadanie. Należałoby sądzić, że teraz jego zachowanie będzie inne, bardziej stanowcze, ale nie jestem pewny, czy Tuska będzie na to stać. W tej sytuacji myślę, że to nie Tusk, ale Angela Merkel będzie się układać z Putinem, co niewątpliwie jest na rękę prezydentowi Federacji Rosji. Szkoda…
Co zatem zdecydowało o wyborze premiera Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej?
– Poszukiwania odpowiedniego kandydata trwały od dawna. Nie ulega wątpliwości, że polityka Unii Europejskiej toczy się w trójkącie czy pięciokącie, gdzie dominują Niemcy, Francja, Wielka Brytania z nazwijmy to doskokiem Włoch i bardzo silnych kapitałowo państw Beneluksu. Wszystkie te państwa, może poza Wielką Brytanią i premierem Davidem Cameronem, mają potężne interesy z Rosją i stąd wynikają tak symboliczne czy mało dotkliwe dla Putina sankcje. Niech nam się nie wydaje, że Donald Tusk będzie kreatorem unijnej polityki, także wobec Rosji, ale jak można sądzić, jedynie czymś w rodzaju organizatora obiadków u kanclerz Angeli Merkel, gdzie będą zapadać decyzje. Oczywiście jako Polak chciałbym, aby było inaczej, ale realia unijnej polityki są takie, a nie inne. Owszem, jako Polacy, mając na uwadze nasz interes, powinniśmy wspierać Tuska, ale osobiście po nim samym i funkcji, jaką będzie piastował, nie obiecuję sobie zbyt wiele.
Patrząc od strony wewnętrznej sytuacji w Polsce, odejście Tuska otwiera pole, pytanie: dla kogo?...
– Trudno do końca przewidzieć, jaki będzie teraz obraz polskiej polityki. Biorąc pod uwagę mentalność nas, Polaków, którzy bądź co bądź jesteśmy łasi na różnego rodzaju pochwały, to notowania Platformy Obywatelskiej mogą chwilowo nieznacznie wzrosnąć, ale potem zza kulis tego ugrupowania wyleje się na nas potężna fala walki o władzę. Nie sądzę, żeby Grzegorz Schetyna przepuścił chyba ostatnią nadarzającą się dla niego okazję odzyskania znaczenia w partii.
Kto może zastąpić Tuska w roli premiera?
– Wiele wskazuje, że będzie to osoba, która nie ma własnej ugruntowanej pozycji, a świeci jedynie światłem odbitym, mianowicie Ewa Kopacz. Tak czy inaczej przed polską polityką bardzo trudne chwile, wszak nie żyjemy ani w spokojnych czasach, choćby z uwagi na wydarzenia na Ukrainie, ani też w czasach złotego wieku, a więc w dobie dobrobytu. Przeciwnie, borykamy się z ogromnymi problemami. Mamy kiepskie rządy, społeczeństwo coraz bardziej ubożeje, wśród ludzi narasta frustracja i do tego wszystkiego brakowałoby nam jeszcze tylko zakulisowej walki o władzę w partii rządzącej, ale to wydaje się nieuniknione. Trudno jednak do końca wyrokować, co się wydarzy. Niewątpliwie spoiwem dotychczas utrzymującym Platformę Obywatelską na powierzchni były interesy – czyli mówiąc kolokwialnie: kasa i Donald Tusk.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki